atak

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"
WIDEO

Rosyjski atak na Kijów. "Nikt nie wie, czego można się spodziewać"

W piątek nad ranem Rosja rozpoczęła bombardowanie Kijowa. - Sytuacja była bardzo trudna, przede wszystkim ze względu na niepewność mieszkańców, którzy nie wiedzieli, w którym miejscu o i kiedy będą mogli spodziewać się tego ewentualnego i możliwego bombardowania. Dlatego tak wiele osób już późnym wieczorem skierowało się do schronów – relacjonował w programie "Newsroom" WP reporter Wirtualnej Polski, przebywający w Kijowie. Dodawał, że wielu mieszkańców miasta spędziło noc w schronach. – Widać było wcześnie rano, jak ludzie zabierali swoje karimaty, śpiwory – mówił. Jak przekazał, mieszkańcy Kijowa gromadzą się w pobliżu metra na wypadek ewentualnego bombardowania. – Nikt nie wie, czego można się spodziewać – podkreślał. – Pojawiają się informacje o tym, że celem Rosjan będzie dzielnica rządowa i zdaje się, że wszyscy oficjele, którzy tutaj w dzielnicy rządowej pracują, się do tego przygotowują. Dlatego w ostatnich godzinach trwało bardzo intensywnie palenie dokumentów na wypadek, gdyby Rosjanom udało się zdobyć ważne instytucje – wyjaśnił. – Taka jest procedura: chodzi o to, by niepożądane informacje nie dostały się w ręce Rosjan, jeśli uda im się zdobyć te kluczowe punkty – dodawał. Jak także relacjonował, na ulicach widać młodych mężczyzn, zmobilizowanych do wojska, ale też takich, którzy "jeszcze przed powszechną mobilizacją (…) mówili, że są gotowi do ewentualnej walki". – Trudno wyobrazić sobie, że ta sytuacja tak bardzo zmieniła się w stolicy i to w ciągu kilkudziesięciu godzin – oznajmił. Wskazał też na ogromną wartość pracy ukraińskich dziennikarzy. – Dziennikarze ukraińscy, którzy są wiarygodnymi źródłami informacji, pracują nieprzerwanie od niemal ponad 40 godzin non stop – podkreślił.
Nocny atak migrantów na granicę. Straż i wojsko publikują najnowsze nagrania
WIDEO

Nocny atak migrantów na granicę. Straż i wojsko publikują najnowsze nagrania

Wydaje się, że sytuacja na polsko-białoruskiej granicy normuje się. Regularnie dochodzi tam jednak do kolejnych prób przedarcia się przez tymczasowe ogrodzenie. Grupy do 100 migrantów forsowała wieczorem we wtorek 23 listopada polską granicę w okolicach Dubicz Cerkiewnych i Mielinka – poinformowała Straż Graniczna. W obu miejscach doszło do cięcia drutu kolczastego i rzucania kamieniami, konarami drzew i granatami hukowymi w polskich funkcjonariuszy. - W Mielniku jeden z żołnierzy został ranny w głowę – poinformowała ppor. Anna Michalska, rzeczniczka Straży Granicznej. Ok. 30 migrantów przedostało się na teren Polski. Osoby te zostały zatrzymane i doprowadzone do granicy. Kolejne próby miały miejsce po godz. 22. Także tutaj grupę ok. 40 osób udało się zatrzymać i cofnąć na Białoruś. Do podobnych ataków dochodziło wieczorem w pobliżu Dubicz Cerkiewnych. Tutaj granicę forsowało ok. 100 osób. Agresywny atak odbywał się pod nadzorem białoruskich służb, które kontrolują sytuację z długą bronią. Widać to na najnowszych nagraniach opublikowanych przez Straż Graniczną. Swoje nagrania z całonocnego patrolowania granic opublikowało także Ministerstwo Obrony Narodowej. Żołnierze także przez całą dobę strzegą granicy. Wszyscy migranci, którzy przedarli się nielegalnie na terytorium Polski, zostali poinformowani o obowiązku powrotu na Białoruś. Dwie osoby, które skarżyły się na stan zdrowia trafiły do polskiego szpitala.