bałtyk

Niezwykłe Muzeum Obrony Wybrzeża. Obowiązkowy przystanek nad Bałtykiem
2:57

Niezwykłe Muzeum Obrony Wybrzeża. Obowiązkowy przystanek nad Bałtykiem

Na półwyspie Helskim znajduje się niezwykłe muzeum, które odwiedzić powinien każdy miłośnik historii Polski, a przede wszystkim okresu II wojny światowej oraz Kampanii Wrześniowej. Mowa o Muzeum Obrony Wybrzeża, które powstało 15 lat temu na miejscu poniemieckiej, ogromnej baterii z czasów II wojny. Dyrektor Władysław Szarski opowiedział Wirtualnej Polsce o samym muzeum oraz o eksponatach, które udało się tam dotąd zgromadzić. Półwysep Helski z racji swojego ukształtowania terenu był idealnym miejscem na obronę przeciwko nieprzyjacielowi atakującemu z morza. - Była tu możliwość zbudowania bazy, która do dzisiaj istnieje, także nie jest to wyspa, ale ma cechy wyspy pod względem obronnym — opisał dyrektor Szarski. Zapytany o to, z jakich artefaktów są najbardziej dumni, rozmówca wskazał na dwa kordziki obrońców wybrzeża. Kordzik to broń biała o wyglądzie sztyletu, używaną podczas uroczystych ceremonii oraz parad. Zostały odnalezione na półwyspie i idealnie zrekonstruowane przez konserwatora z Zamku Królewskiego w Warszawie. Na koniec dyrektor Szarski opisał, jak funkcjonuje prawo w Polsce odnośnie znajdowania zabytkowych, często bezcennych artefaktów, które mogą być ważne dla kultury i dziedzictwa narodowego. - Niestety polskie prawo stanowi, że wszystko, co jest znalezione pod ziemią, jest własnością państwa, a nie własnością znalazcy. Kwitnie zatem lewy handel rzeczami znalezionymi. Rzeczy nie trafiają do muzeów, tylko na rynek i znikają bezpowrotnie — stwierdził dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża. Dodał, że w innych krajach, np. Wielkiej Brytanii, znalazca jest honorowany i nagradzany za swoje znalezisko. W Polsce niestety przez takie, a nie inne prawo, wiele zabytków ginie bezpowrotnie.
Polskie wraki okrętów z II wojny światowej. Niezwykła turystyczna atrakcja nad Bałtykiem
2:07

Polskie wraki okrętów z II wojny światowej. Niezwykła turystyczna atrakcja nad Bałtykiem

W Muzeum Obrony Wybrzeża na półwyspie Helskim można zobaczyć z bliska wraki dwóch polskich okrętów wojennych z okresu II wojny światowej. Chodzi o okręty — kontrtorpedowiec ORP Wicher oraz stawiacz min ORP Gryf. Obydwa okręty zostały zatopione 3 września 1939 roku podczas obrony wybrzeża przed agresją III Rzeszy. Bardzo ciekawe jest umiejscowienie obydwu wraków oraz częste pomyłki, które są popełniane przy ich identyfikacji. - Niemcy wyciągnęli oba wraki poza port wojenny i Wichra zatopiono tuż przy falochronie portu wojennego. Natomiast Gryfa odtransportowano gdzieś dalej - powiedział dla WP dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża - Władysław Szarski. Już po wojnie, gdy Polska korzystała z okrętów radzieckich, dwa inne okręty zbudowane w ZSRR, które były już wysłużone i przeznaczone do rozbiórki, zostały jako wraki skierowane również na Hel. Jeden z tych okrętów również nazywał się Wicher, podobnie jak ten zasłużony z obrony wybrzeża podczas kampanii wrześniowej w 39 roku. Obydwa wraki Wichrów umiejscowiono praktycznie jeden na drugim. Ten widoczny z góry, to ten konstrukcji radzieckiej, natomiast ORP Wicher zbudowany przez Polaków w okresie dwudziestolecia międzywojennego, znajduje się pod tym zbudowanym w ZSRR. Zatem ten przedwojenny jest pod wodą i mniej widoczny, natomiast ten radziecki znajduje się częściowo na brzegu i można go zobaczyć praktycznie w całej okazałości. Dlaczego tak umiejscowiono obydwa wraki? - Zrobiono to w tym celu, żeby był to rodzaj falochronu mola portu wojennego, przed podmyciem przez sztormy. Okazało się, że to rzeczywiście działa - stwierdził dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża. Będąc na Helu, naprawdę warto wybrać się na spacer i zobaczyć żywe pomniki historii II wojny światowej oraz czasu powojennego.
"Sieci widmo" na dnie Bałtyku. Nagranie z odkrycia i wielkiej akcji polskich nurków
1:03

"Sieci widmo" na dnie Bałtyku. Nagranie z odkrycia i wielkiej akcji polskich nurków

Wielka akcja oczyszczania Bałtyku w okolicach Jastarni. To w tej części kraju, w miniony weekend, działali nurkowie z polskiego oddziału "Ghost Diving Poland" - stowarzyszenia, które zajmuje się ochroną zwierząt i morskiego środowiska oraz zwiększaniem bezpieczeństwa nurków w Polsce i na świecie. Ich celem były tzw. sieci widmo zalegające w tej części Morza Bałtyckiego. Chodzi o stare sieci rybackie, narzędzia połowowe oraz ich fragmenty, które są pod wodą. Często są gubione przez rybaków w trakcie sztormów lub porzucane gdy zaczepią się o wraki statków lub inne zatopione przedmioty. W Jastarni nurkowie za cel obrali oczyszczenie okolicy zatopionego wraku kutra rybackiego. W sieci opublikowali niezwykłe nagranie z akcji, które pokazuje to, co zalega na dnie Bałtyku i to tak blisko wybrzeża. Liczba zalegających morskich śmieci i skala samego problemu są ogromne. Tylko w 2017 r. z Bałtyku wyłowiono 147 ton odpadów morskich. Z roku na rok ich przybywa. W misji pomagali eksperci z centrum nurkowania "Baza Jasa". To kolejna już akcja oczyszczania naszego morza z sieci widmo przez "Ghost Diving Poland" we współpracy z Akwarium Gdyńskim. Polscy nurkowie są częścią ogólnoświatowej organizacji ekologicznej "Ghost Diving", która prężnie działa na kilku kontynentach. W samej Europie podobne akcje oczyszczania mórz odbywały się w tym roku u wybrzeży m.in. Grecji, Cypru, Włoch, Chorwacji, Niemiec, Danii i Wielkiej Brytanii.