Niezwykłe Muzeum Obrony Wybrzeża. Obowiązkowy przystanek nad Bałtykiem
Na półwyspie Helskim znajduje się niezwykłe muzeum, które odwiedzić powinien każdy miłośnik historii Polski, a przede wszystkim okresu II wojny światowej oraz Kampanii Wrześniowej. Mowa o Muzeum Obrony Wybrzeża, które powstało 15 lat temu na miejscu poniemieckiej, ogromnej baterii z czasów II wojny. Dyrektor Władysław Szarski opowiedział Wirtualnej Polsce o samym muzeum oraz o eksponatach, które udało się tam dotąd zgromadzić. Półwysep Helski z racji swojego ukształtowania terenu był idealnym miejscem na obronę przeciwko nieprzyjacielowi atakującemu z morza. - Była tu możliwość zbudowania bazy, która do dzisiaj istnieje, także nie jest to wyspa, ale ma cechy wyspy pod względem obronnym — opisał dyrektor Szarski. Zapytany o to, z jakich artefaktów są najbardziej dumni, rozmówca wskazał na dwa kordziki obrońców wybrzeża. Kordzik to broń biała o wyglądzie sztyletu, używaną podczas uroczystych ceremonii oraz parad. Zostały odnalezione na półwyspie i idealnie zrekonstruowane przez konserwatora z Zamku Królewskiego w Warszawie. Na koniec dyrektor Szarski opisał, jak funkcjonuje prawo w Polsce odnośnie znajdowania zabytkowych, często bezcennych artefaktów, które mogą być ważne dla kultury i dziedzictwa narodowego. - Niestety polskie prawo stanowi, że wszystko, co jest znalezione pod ziemią, jest własnością państwa, a nie własnością znalazcy. Kwitnie zatem lewy handel rzeczami znalezionymi. Rzeczy nie trafiają do muzeów, tylko na rynek i znikają bezpowrotnie — stwierdził dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża. Dodał, że w innych krajach, np. Wielkiej Brytanii, znalazca jest honorowany i nagradzany za swoje znalezisko. W Polsce niestety przez takie, a nie inne prawo, wiele zabytków ginie bezpowrotnie.