migranci (strona 2 z 3)

Tłum migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Marcin Przydacz: to bardzo cyniczna gra
WIDEO

Tłum migrantów na granicy polsko-białoruskiej. Marcin Przydacz: to bardzo cyniczna gra

Napięta sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. Konflikt migracyjny między Warszawą, Mińskiem i Unią Europejską narasta. Ogromne grupy ludzi czekają na granicy, licząc, że zostaną wpuszczeni. Unia Europejska oskarżyła prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę o wykorzystywanie migrantów w "hybrydowym ataku” w odwecie za nałożenie sankcji. 4000 migrantów utknęło w prowizorycznych obozach na Białorusi, podczas gdy Polska wzmocniła ochronę granicy o 15 000 żołnierzy oraz o straż graniczną i policję. UE apeluje o pomoc dla migrantów i solidaryzuje się z Polską w kwestii ochrony zewnętrznej granicy Wspólnoty. - To, czego ostatnio byliśmy świadkami, jest bardzo dobrze zaaranżowaną, przygotowaną przez białoruski reżim operacją, w której ludzie są zinstrumentalizowani – powiedział w rozmowie ze Sky News Marcin Przydacz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Jak dodał, "to bardzo cyniczna gra". Unia twierdzi, że autorytarny reżim Łukaszenki od miesięcy zapraszał migrantów do białoruskiej stolicy. Wielu z nich miało otrzymać obietnicę pomocy przedostania się przez granicę. UE nałożyła już cztery zestawy sankcji na władze Białorusi. Aktualnie trwa przygotowywanie kolejnego pakietu. W poniedziałek (15 listopada) rozszerzono zakres nowych sankcji o linie lotnicze, biura podróży i inne osoby oskarżone o pomoc w sprowadzaniu migrantów do Mińska.
Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów
WIDEO

Polsko-białoruska granica. Fundacja Ocalenie uratowała na terenie Polski migrantów

Dwóch Syryjczyków odnaleźli i uratowali w niedzielę na terenie Polski wolontariusze fundacji Ocalenie. Migranci byli wychłodzeni i prawie nieprzytomni. Wcześniej błąkali się w lasach niedaleko Bielska Podlaskiego. Do mężczyzn wezwano pogotowie i policję – podała fundacja. Jej członkini, Agata Kołodziej, w rozmowie z agencją Associated Press, wspomina swój pierwszy dzień pracy w lasach wzdłuż granicy z Białorusią. To tutaj w trakcie pierwszej interwencji w środku nocy udało jej się znaleźć w rowie wyziębionego migranta, który potrzebował pomocy medycznej. Służby medyczne zajęły się nim, a fundacja pomogła ubiegać się o azyl w Polsce. - Pomoc to jedyny słuszny wybór. Staramy się pomagać ludziom, którzy są zmuszeni do przebywania w lesie, często przez bardzo wiele dni. Chcemy tym ludziom po prostu pomóc. Dać jedzenie, ciepłe ubrania i w miarę możliwości znaleźć wyjście z sytuacji – tłumaczy Kołodziej. Organizacja istnieje od 20 lat i pomaga cudzoziemcom w osiedlaniu się w Polsce. Od czasu kryzysu migracyjnego jej wolontariusze podejmują interwencje wobec migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, którzy przekraczają granice Polski i Unii Europejskiej szukając azylu. Działania polegają na przekazaniu ciepłych posiłków, ubrań, wezwaniu pomocy medycznej i zapewnieniu pomocy prawnej. Wszystko odbywa się już na obszarze wyłączonym stanem wyjątkowym. - Po każdej interwencji, nieważne jak się skończy, czy pozostawieniem ludzi w lesie, czy zabraniem na posterunek Straży Granicznej, myślisz i zastanawiasz się, czy mogłeś bardziej pomóc i zrobić więcej – tłumaczy Agata Kołodziej. - We wszystkich tych sytuacjach nigdy nie wiesz, co stanie się następnego dnia. Czy rzeczywiście ci ludzie zostaną zabrani do odpowiednich placówek, a jeśli nie, to co stanie się z nimi za tydzień, za miesiąc – dodaje. Jak podkreśla agencji AP, najbardziej boi się zimy i tego, że w lasach odkrywane będzie więcej ciał uciekających migrantów.
Migranci rozbili obóz na granicy Polski i Białorusi. "Nie mamy wody i jedzenia"
WIDEO

Migranci rozbili obóz na granicy Polski i Białorusi. "Nie mamy wody i jedzenia"

Ponad 2 tys. migrantów utknęło na granicy z zamiarem przedostania się do Polski – podał rzecznik białoruskich służb granicznych. Rosyjska telewizja państwowa wyemitowała reportaż z prowizorycznego obozu, który powstał na białorusko-polskiej granicy. Tłumy ludzi utknęły w tym miejscu z zamiarem przedostania się do Polski i Unii Europejskiej. Rosjanie podali, że większość z koczujących migrantów w tym miejscu to Kurdowie z Iraku. - Nie mamy wody, nie mamy jedzenia. Ile czasu mamy czekać? Nie wiemy. Nic nie wiemy. Ile czasu jeszcze? – pytał reporterkę rosyjskiej TV jeden z migrantów. - To nie jest taka sytuacja, jaką widzicie. Wszyscy prawie umierają tu z zimna, z głodu i wszystkiego – komentował inny Irakijczyk. Polski MON podał, że Straż Graniczna, policja i Wojsko Polskie skutecznie odparły pierwszą masową i siłową próbę nielegalnego przekroczenia granicy w rejonie Kuźnicy. Piotr Müller, rzecznik rządu podał, że bezpośrednio przy granicy znajduje się ok. 3-4 tys. osób. Służby opublikowały nagrania, na których widać agresywnych migrantów, którzy z nożycami do drutu i łopatami próbują forsować granice. Po nieudanej akcji tłumy pozostały w powstałym obozowisku. Strona polska podkreśla, że migranci są cały czas pilnowani przez białoruskie służby. Dziennikarze i organizacje społeczne mają ograniczone możliwości działania na Białorusi, a stan wyjątkowy w Polsce nie pozwala na przebywanie bezpośrednio w pobliżu polsko-białoruskiej granicy. Masowe pojawienie się tylu migrantów eskaluje trwający od miesięcy kryzys, w ramach którego reżim Łukaszenki zachęca migrantów z Bliskiego Wschodu i innych krajów do nielegalnego wjazdu do Unii Europejskiej, najpierw przez Litwę i Łotwę, a teraz głównie przez Polskę. Docelowym kierunkiem tych ludzi jest Europa Zachodnia, głównie Niemcy.
Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm
WIDEO

Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm

- To karalny egoizm. Niewątpliwie zostaniemy ukarani tym, że świat nas zmusi do tego, żeby skonfrontować się z różnicami między naszym bogactwem, a nędzą świata - tak Agnieszka Holland w programie "Newsroom" w WP skomentowała obecną sytuację migrantów na granicy polsko-białoruskiej i ich losy. Reżyserka zwróciła także uwagę na fakt, że my - Polacy "byliśmy uchodźcami przez wieki i byliśmy nimi jeszcze całkiem niedawno". Skomentowała także list "Rodzin bez Granic", który został odczytany podczas gali Nagrody Literackiej Nike 2021. - Inaczej człowiek reaguje, jeżeli słyszy o jakimś zmarłym w lesie anonimowym człowieku, a inaczej, jeżeli widzi dzieciaki, które są takie jak nasze. One mają prawo do życia, do bezpieczeństwa do zdrowia, do zabawy, do poczucia, że są chciane i kochane. Do tego wszystkiego, do czego mają prawo wszystkie dzieci na świecie - mówiła Holland. "Rodziny bez Granic" to - jak sami o sobie piszą - "grupa założona przez rodziców solidaryzujących się z uchodźcami i sprzeciwiających okrucieństwu polskich służb na wschodniej granicy RP". W niedzielę opublikowali list, w którym apelują: "I jedno spojrzenie wystarczy, żeby nie zgodzić się na ich [dzieci - red.] śmierć w lesie. Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł.".
Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"
WIDEO

Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"

- Było mi bardzo przykro. To jest jakaś paradoksalna historia. Minister epatował nas informacjami na temat złych, młodych mężczyzn, którzy do nas przybyli i u których znaleziono różne rzeczy. Natomiast okazuje się, że tych, których nie chcemy, to my mamy u siebie, a tych, których powinniśmy przyjąć, najsłabszych, wypychamy na zewnątrz. To jest jakaś schizofreniczna sytuacja - powiedział w programie "Newsroom" w WP generał Leszek Elas. Były komendant główny Straży Granicznej odniósł się w ten sposób do informacji, jakie przekazali dziennikarze "Gazety Wyborczej". Poinformowali oni o odesłaniu z Polski do Białorusi grupy ponad 20 migrantów, wśród nich znajdowały się kobiety i dzieci. Cofnięto ich na podstawie "procedury push-back" (ang. odsunąć). Elas wspomniał w programie jedną, ekstremalną sytuację, która miała miejsce za czasów, kiedy dowodził Strażą Graniczną. - W Bieszczadach, na granicy, trójka dzieci zamarzła. Została źle skierowana przez kogoś z tamtej strony. To była ogromna tragedia. Pani prezydentowa Kaczyńska zaopiekowała się wtedy matką, którą udało się uratować. Wrażliwość była nieporównywalnie większa. Bardzo współczuję funkcjonariuszom, którzy muszą wracać do domu i myśleć o tym, co się działo wtedy, kiedy byli w służbie - powiedział generał. Jak dodał, procedura push-back jest sprzeczna m.in. z ustawą o udzielaniu pomocy cudzoziemcom i konwencją genewską, dlatego nie jest w żaden sposób regulowana.
Bartłomiej Sienkiewicz o drastycznych zdjęciach: "bardziej mnie oburza seks polskiego księdza z dzieckiem"
WIDEO

Bartłomiej Sienkiewicz o drastycznych zdjęciach: "bardziej mnie oburza seks polskiego księdza z dzieckiem"

Na poniedziałkowej konferencji prasowej minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński zaprezentował zdjęcia znalezione w telefonach nielegalnych migrantów, którzy przekraczają polsko-białoruską granicę. Były wśród nich zdjęcia o treści pedofilskiej i zoofilskiej. - Czy to jest rzeczywisty problem, czy przykrywka, która ma czemuś służyć? - pytał swojego gościa byłego ministra spraw wewnętrznych i byłego koordynatora służb specjalnych Bartłomieja Sienkiewicza prowadzący program "Tłit" Patryk Michalski. - Bardziej mnie oburza seks polskiego księdza z dzieckiem niż Afgańczyka z krową - stwierdził polityk Platformy Obywatelskiej. - To, że takimi argumentami posługuje się minister dużego kraju europejskiego, uważam za absolutnie żenujące. Co więcej, wydaje się, że cała ta historia, łącznie z tymi drastycznymi zdjęciami, służyła tylko jednej rzeczy: ukryciu nieprawdopodobnej skali korupcji, nepotyzmu i złodziejstwa tego rządu, co media ujawniły, działając zbiorowo, wczoraj rano. Na konferencji parę godzin później mamy materiał tak drastyczny, że on zogniskował całą uwagę opinii publicznej. Jednym słowem, jeśli mafia chce ukryć swoje działanie, to pokazuje drastyczne zdjęcia po to, żeby się mówiło o nich, a nie o tym, że jest mafią - dodał Bartłomiej Sienkiewicz.
Stan wyjątkowy w Polsce. Roman Giertych: Prawne przesłanki nie zostały spełnione
WIDEO

Stan wyjątkowy w Polsce. Roman Giertych: Prawne przesłanki nie zostały spełnione

We wtorek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział chęć wprowadzenia stanu wyjątkowego w tzw. pasie przygranicznym z Białorusią. - Wydaje mi się, że tutaj nie zostały spełnione wszystkie przesłanki. Stan nadzwyczajny wprowadza się wtedy, kiedy normalne środki nie wystarczają. A tutaj normalnymi środkami jest budowa określonych urządzeń, budowa systemu monitoringu i normalna praca Straży Granicznej - komentował w programie "Newsroom" WP adwokat Roman Giertych, były wicepremier. - Nie ma jakiegoś gwałtownego wydarzenia, nie mamy setek tysięcy ludzi, którzy oczekują na Białorusi na przedarcie się do Polski. Zresztą Białoruś nie ma skąd ich brać. Oni ich importują samolotami, w związku czym to nie będzie takie zagrożenie, jakie było w roku 2015 roku w Grecji czy Bułgarii. (...) Jeśli ktoś przyjechał na Białoruś jako turysta, to niech ten kraj zwiedza. Jeśli kupił bilet i ma wizę turystyczną, to zgodnie z prawem międzynarodowym ma prawo zwiedzać Białoruś - ironizował prawnik. - Granicy trzeba pilnować i od tego jest Straż Graniczna. Ale nie potrzeba żadnego stanu nadzwyczajnego. Trzeba kompetentnych urzędników - tłumaczył Giertych. Prowadzący Mateusz Ratajczak dopytywał, czy w takim razie po 30 dniach stan wyjątkowy się skończy. - Zobaczymy, jaka będzie potrzeba medialna PiS-u. Tysiące Polaków umierało w czasie pandemii i wszyscy mówili, że jest potrzeba wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, bo rząd wprowadził lockdown, który był nielegalny. A teraz, kiedy mamy dziennie kilkudziesięciu migrantów, którzy chcą przekroczyć granicę, to rząd chce wprowadzać stan nadzwyczajny. Wszystko po to, aby dyskusja toczyła się wokół migrantów, a nie wokół wzrostu cen, które powodują, że każdego dnia biedniejemy. (...) Wydaje mi się, że nie ma żadnych przesłanek do wprowadzenia stanu wyjątkowego, poza jedną: aby pokazać społeczeństwu, jak bardzo PiS chroni obywateli przez nielegalnym zalewem migrantów. A tego problemu realnie nie ma. (...) To jest mit, to jest fikcja, to jest propaganda PiS - skonkludował były wicepremier.