policja (strona 9 z 128)

Minister Zdrowia Adam Niedzielski zaatakowany. Lekarz nie powstrzymywał języka
3:34

Minister Zdrowia Adam Niedzielski zaatakowany. Lekarz nie powstrzymywał języka

Porozumienie Rezydentów poinformowało, że w poniedziałek rozpoczyna protest. Powodem jest nieodpowiednia - zdaniem organizacji - reakcja resortu zdrowia na epidemię COVID-19 oraz decyzje resortu zdrowia, który nie odwołał z ustnej części Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego dla tych, którzy zdali już test pisemny. - Staram się unikać słowa protest, to raczej akcja prozdrowotna. Symbolicznym aktem, który przelał czarę goryczy w środowisku lekarskim było pozostawienie terminu egzaminów ustnych i cała otoczka, która wokół tego powstała - mówił w rozmowie z Wirtualną Polską w programie "Newsroom" Piotr Pisula, przewodniczący Rady Rezydentów. - Najpierw było powiedziane, że egzaminy ustne zostaną zorganizowane za dwa tygodnie, a potem, że jednak będą teraz. To sprawia, że część lekarzy będzie musiała zostać w domu, a to poważny problem - dodał. Jak wyjaśnił Pisula, poza egzaminami ustnymi, które są jedynie częścią problemu i stały się "punktem zapalnym" do protestu, chodzi też o brak przygotowania do trzeciej fali koronawirusa. - Znowu nie ma sprzętu, nie ma miejsc w szpitalach, karetki nie mają dokąd jeździć, a ludzi wzywa się przymusowo do pracy - mówił Piotr Pisula. - Trzecia fala jest większa niż druga i znowu się jej nie spodziewaliśmy? To absurdalne zarządzanie systemem ochrony zdrowia. Jesteśmy na tyle zmęczeni, że kiedy pojawiają się przymusowe wezwania, a nadal nie ma perspektyw na zmiany na lepsze, mamy dosyć. Pracujemy od ponad roku na "pełnych obrotach", nierzadko wyrabiamy dwa etaty, jest wiele osób, którym należy się odpoczynek - dodał. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej prof. Andrzej Matyja popiera pomysł przełożenia egzaminów i twierdzi, że rezydenci są potrzebni przy łóżkach, podobnie, jak inni lekarze. Co jednak na to Ministerstwo Zdrowia? - Resort nie odpowiada nam nic, minister nie odpowiedział na żadne pisma przedstawicieli rezydentów czy przedstawicieli samorządu. Pan minister, jeżeli najdzie go ochota informuje w radiu, że podejmie jakąś decyzję, a my dowiadujemy się o tym z mediów. Nie ma żadnej chęci dialogu - mówił Piotr Pisula.
Opcje
Przyszła do banku bez maseczki. Nie spodziewała się tego, co się stanie
2:55

Przyszła do banku bez maseczki. Nie spodziewała się tego, co się stanie

Do sieci trafiło nagranie z kamery osobistej funkcjonariusza policji z Teksasu w Stanach Zjednoczonych, który został wezwany do interwencji. Do jednego z oddziałów banku Bank of America w mieście Galveston przyszła 65-letnia kobieta, która nie miała maseczki zasłaniającej usta i nos. W związku z trwającą w USA pandemią koronawirusa, w miejscach publicznych obowiązuje właśnie nakaz zasłaniania ust i nosa. Gdy kobieta odmówiła założenia maseczki, pracownicy banku zadzwonili na policję. Funkcjonariusz na początku spokojnie prosił kobietę, aby założyła maseczkę, albo opuściła bank. „Proszę pani, poproszono panią o wyjście z banku, musi pani zatem wyjść” – powiedział policjant. Kobieta odpowiedziała, że w tym banku są jej pieniądze i chce je wypłacić. Policjant przekazał, że musi zatem zastosować się do wymogów banku. Kobieta odmówiła i tłumaczyła swoją wersję. Policjant w końcu ostrzegł kobietę: „Zrobimy to w łatwy czy trudny sposób?”. 65-latka odpowiedziała: „a co, aresztujesz mnie?”. Policjant przekazał, że zrobi to, gdyż sytuacja jest tożsama z nielegalnym wtargnięciem na teren prywatnej posesji. Kobieta zaczęła stawiać opór i krzyczeć. Wtedy policjant obezwładnił ją. 65-latka krzyczała o brutalności policji i wołała o pomoc. Inni klienci banku, którzy mieli maseczki, odpowiadali zatrzymanej, że trzeba było posłuchać funkcjonariusza. Na koniec 65-latka wykrzyczała do ludzi przed wyjściem, że są „bandą owiec”.
Opcje
Nagle gość WP przeprosił za polską policję. Zaskakujący koniec rozmowy
2:20

Nagle gość WP przeprosił za polską policję. Zaskakujący koniec rozmowy

Mimo panujących obostrzeń pod stadionem Legii Warszawa pojawiło się kilka tysięcy kibiców, którzy dopingowali swoją drużynę w meczu z Wartą Poznań. Co więcej, wielu z nich nie miało nawet maseczek. Policja nie interweniowała. Sympatycy Legii skupili się w jednej, dużej grupie i w ścisku, bez zachowania dystansu pomiędzy sobą i obowiązkowych maseczek, prowadzili regularny doping. Doszło do tego w momencie, kiedy sytuacja epidemiczna w kraju jest coraz gorsza. Trzecia fala koronawirusa każdego dnia pochłania coraz więcej ofiar śmiertelnych. Policja mimo zgromadzonego przed stadionem tłumu i braku zachowania bezpiecznego dystansu przed kibiców, nie podjęła tak dużej interwencji, jakie podejmuje podczas Strajku Kobiet. - Nie dziwi mnie takie zachowanie. Im mniej profesjonalizmu, tym większy strach - stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską Ryszard Kalisz, adwokat, były szef MSWiA, który został zapytany o zachowanie policji. - Policja dzisiaj, a w szczególności jej szefowie, żyją w ciągłym strachu. Kibice warszawskiej Legii, którzy zebrali się na małej powierzchni przed stadionem nie mieli na sobie maseczek ochronnych - dodał. - Pomijając legalność przepisów pandemicznych, policja powinna być konsekwentna, wkroczyć w tłum, zrobić kordon, spisywać wszystkich i nikogo nie wypuszczać. A policja się schowała. I z przykrością muszę powiedzieć, że to "schowanie" policji świadczy o tym, że kierownictwo policji się boi - ocenił Ryszard Kalisz. - Kiedy protestują same kobiety, to kierownictwo policji potrafi wysłać na ulicę jednostki antyterrorystyczne z pałkami. A jak rośli mężczyźni nielegalnie się gromadzą, to policji nie ma. Wyrażam ubolewanie i przepraszam kobiety i wszystkich obywateli, że dzisiaj w Polsce pod PiS-em mamy taką policję - dodał.
Opcje