polska (strona 3 z 132)

"To nie trzyma się kupy". Owsiak o ekstremalnych warunkach na granicy
WIDEO

"To nie trzyma się kupy". Owsiak o ekstremalnych warunkach na granicy

Sytuacja związana z kryzysem na granicy polsko-białoruskiej staje się coraz trudniejsza. Koczuje tam w ekstremalnych warunkach grupa kilkudziesięciu uchodźców. Imigranci nie mogą wrócić na Białoruś, nie mogą też przekroczyć polskiej granicy. - To jest wstrząsające wydarzenie. Na naszych oczach dzieją się rzeczy, które w normalnym świecie, w takim naszym, poukładanym jak najbardziej, nie mają miejsca. Widzimy, że kolejną dobę i kolejny dzień ludzie w warunkach absolutnie ekstremalnych, to już tak trzeba nazwać, koczują na tym kawałku ziemi – skomentował w programie "Newsroom" WP Jerzy Owsiak. Dodał też, że jego zdaniem eskalacja systemowych działań wokół tej sytuacji jest niezrozumiała. - Tam jest chyba 35 osób, a obok nich cała armia ludzi umundurowanych. Tak naprawdę do końca nie wiemy kim oni są, bo ci żołnierze są bez żadnych oznaczeń, nie mają żadnych nazwisk (na mundurach), samochody nie mają tablic rejestracyjnych. To jest trochę kuriozalne, bo chciałoby się, żeby ktokolwiek w ich imieniu także rozmawiał z dziennikarzami, którzy mają prawo tam być i którzy mają prawo dociekać – podkreślił Owsiak. - Abstrahując od wszystkich sytuacji (…), no to widzimy, że na naszych oczach te wszystkie standardy nie trzymają się kupy. (W pierwszych dniach) lokalna społeczność mogła dostarczyć tam jedzenie i dopiero z każdym dniem cała ta sytuacja wyglądała tak, jak by ktoś te standardy pisał na gorąco – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską Jerzy Owsiak.
Afganistan. Polscy współpracownicy w śmiertelnym niebezpieczeństwie. "Działania rządu to kpina"
WIDEO

Afganistan. Polscy współpracownicy w śmiertelnym niebezpieczeństwie. "Działania rządu to kpina"

Talibowie przejęli kontrolę nad Afganistanem. Stało się to zaledwie miesiąc po tym, jak kraj opuścili ostatni żołnierze ze Stanów Zjednoczonych, których interwencja trwała tam 20 lat. - W Kabul panuje chaos. Wśród mieszkańców panuje duży strach. Nie wiadomo, co może wydarzyć się na ulicach - mówi WP dziennikarka Jagoda Grondecka, która jest w stolicy Afganistanu. Lotnisko oblegają tysiące osób, które próbują uciec z kraju. Porządku pilnuje kilka tysięcy żołnierzy, którzy zostali ściągnięci m.in. z USA, aby ewakuować swoich dyplomatów i Afgańczyków, którzy pomagali amerykańskiej misji w tym kraju. Swoich przyjaciół z Afganistanu ewakuuje również Wielka Brytania i mniejsze kraje, takie jak Czechy oraz Słowacja. Premier Mateusz Morawiecki w niedzielę poinformował, że przyznał 45 wiz humanitarnych dla Afgańczyków, którzy pomagali Polakom podczas pobytu w tym kraju. Później okazało się jednak, że dokumenty są do odebrania w Nowym Delhi (Indie), do którego nie można się dostać, ponieważ wszystkie granice kontrolują Talibowie, a lotnisko jest sparaliżowane. - Trzeba sobie jasno powiedzieć, że to co robi polski rząd w kwestii naszych afgańskich współpracowników oraz ich rodzin, które znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, to jest kpina. To nie tylko niewywiązanie się z naszego moralnego obowiązku, ale hańbienie honoru Wojska Polskiego - mówi wprost Jagoda Grondecka. - Premier Mateusz Morawiecki po całym dniu nacisków wspaniałomyślnie wydał 45 wiz. To oczywiście o wiele za mało jeśli chodzi o współpracowników naszego wojska, misji dyplomatycznej i humanitarnej. (…) Kończy się czas, mamy jeszcze kilka, może kilkanaście godzin, aby wydostać tych ludzi z Afganistanu - podkreśla dziennikarka. Jej zdaniem do Kabulu powinien przylecieć samolot z komandosami i dyplomatami, którzy wydawaliby wizy na miejscu i ewakuowali współpracowników z zagrożonego terenu. Tak robi m.in. Wielka Brytania. Były ambasador Polski w Afganistanie Piotr Łukasiewicz zadeklarował, że może lecieć razem z żołnierzami, aby pomóc w identyfikacji tych osób.
Zielone światło od USA dla Nord Stream 2. Ekspert: ''Polska ma prawo czuć się zaniepokojona''
WIDEO

Zielone światło od USA dla Nord Stream 2. Ekspert: ''Polska ma prawo czuć się zaniepokojona''

Jak donosi agencja Associated Press, Stany Zjednoczone zawarły wstępne porozumienie z Niemcami w kwestii zielonego światła na dokończenie budowy gazociągu Nord Stream 2. W zamian za poparcie USA dla tego planu Niemcy miałyby pójść na pewne ''ustępstwa'' wobec Ukrainy i Polski. Dziś wieczorem ma dojść do spotkania przedstawicieli dyplomacji USA i Polski, aby omówić ustalenia amerykańsko-niemieckie. O jakich ustępstwach może być mowa, opowiadał w programie "Newsroom" WP były ambasador Polski w Stanach Ryszard Schnepf. - Ja bym nie mówił o jakichś ustępstwach, ale raczej o gwarancjach, że nawet dokończenie tego kontrowersyjnego bardzo projektu nie przyniesie nowych zagrożeń. (...) O to głównie chodzi, aby surowce energetyczne ponownie nie stanęły się orężem w walce politycznej Federacji Rosyjskiej z innymi krajami - powiedział gość programu "Newsroom". Były ambasador stwierdził w dalszej wypowiedzi, że spodziewa się przyznania Ukrainie rekompensaty lub gwarancji finansowej od strony niemieckiej. Miałoby to wynikać z tego, że to właśnie Ukraina straciłaby najwięcej w przypadku oddania do użytku gazociągu Nord Stream 2. Ryszard Schnepf podkreślił, że Polska ma prawo czuć się zaniepokojona ustaleniami Waszyngtonu i Berlina, ale dodał również, że sprawa dotyczy interesów wielu krajów. - Pamiętajmy o tym, że świat składa się z wielu interesów i tutaj interes Niemiec, ale i też interes globalny Stanów Zjednoczonych, które prowadzą pewną politykę szerszą niż nasza optyka (...), wymagają pewnych uzgodnień i kompromisów - stwierdził na koniec.
Nowy wariant lambda. Jest jeszcze groźniejszy, rozprzestrzenił się już w 29 krajach
WIDEO

Nowy wariant lambda. Jest jeszcze groźniejszy, rozprzestrzenił się już w 29 krajach

Lambda to kolejny już wariant koronawirusa. Naukowcy ostrzegają, że jest jeszcze groźniejszy, niż wcześniejsze mutacje. To następny wariant po alfie, czy obecnie siejącej spustoszenie w niektórych krajach, delcie. Lambda została wykryta latem 2020 r. w Limie w stolicy Peru. Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, wariant lambda jest już obecny w 29 krajach na kilku kontynentach. W tym gronie obok m.in. USA, Kanady, Meksyku, Niemiec, Egiptu czy Australii znalazła się już Polska. Lambda jest jeszcze bardziej zakaźna od delty, ma większą zdolność przenoszenia się i jest bardziej odporna na przeciwciała. Do kwietnia 2021 r. lambda odpowiadała za 97 procent wszystkich zakażeń w Peru. To trzecie co do wielkości państwo Ameryki Południowej ma obecnie największy wskaźnik zgonów z powodu COVID-19 w przeliczeniu na jednego mieszkańca. To 596 zmarłych na 100 tys. osób. Dla porównania w kolejnym dotkniętym kraju – na Węgrzech, wskaźnik jest o połowę mniejszy (307 zgonów na 100 tys. mieszkańców). Problemem Peru jest nieprzygotowany system opieki zdrowotnej, zbyt mała liczba łóżek na oddziałach intensywnej terapii, a przede wszystkim bardzo powolne tempo szczepień obywateli. Brak szczepień sprzyjaja mutacji wirusa. 14 czerwca 2021 r. WHO ogłosiła lambdę "globalnym wariantem zainteresowania". Wciąż niewiele wiemy na temat tej mutacji koronawirusa. Nie ma jeszcze oficjalnych publikacji naukowych poświęconych temu wariantowi. Badacze z New York University School of Medicine przeanalizowali działanie szczepionek Pfizer i Moderna na lambdę. Badania wykazały dwukrotnie a nawet trzykrotnie mniejszą ilość przeciwciał wyprodukowanych po podaniu szczepionki, w porównaniu z pierwotnym koronawirusem. Wariant lambda jest nazywany przez naukowców "niezwykłym zestawem mutacji" o niesamowitej transmisyjności. Przez to może niedługo błyskawicznie rozprzestrzenić się na wszystkich kontynentach.
Mecz Polska-Szwecja. "Momenty były". Posłanka klubu PiS tak komentuje spotkanie
WIDEO

Mecz Polska-Szwecja. "Momenty były". Posłanka klubu PiS tak komentuje spotkanie

Reprezentacja Polski przegrała ze Szwecją 2:3 w trzeciej kolejce grupy E na Euro 2020. To oznacza, że Biało-Czerwoni żegnają się z turniejem. - Mecz przyniósł wiele emocji. Niepotrzebnie stracona bramka w drugiej minucie. Ale to jest właśnie piłka nożna. Emocjonujący wieczór. Szkoda, że już kończymy przygodę z Euro - komentowała w programie "Tłit" Wirtualnej Polski rzeczniczka Porozumienia Magdalena Sroka. - Nasi piłkarze dali z siebie wszystko, popełnione zostały błędy. Mam nadzieję, że to w końcu doprowadzi do tego, że będziemy mieć reprezentację, z której wszyscy będziemy dumni - kontynuowała. - Były różne emocje. Były momenty, w których nadzieja wracała, były momenty, że już można było machnąć ręką, powiedzieć: po co się to ogląda i traci czas - wyznała rzeczniczka Porozumienia. - Patrząc na grupę, mogliśmy skończyć na zdecydowanie lepszej pozycji. Niepotrzebnie w wyniku jakichś błędów, może stresu zawodników, przegraliśmy pierwsze spotkanie ze Słowacją. Tam mógł być zupełnie inny wynik. Wtedy zupełnie inaczej gralibyśmy w kolejnych meczach. Mecz z Hiszpanią dał nam nadzieję, że jeszcze możemy wyjść z grupy. Taka jest piłka. Nic na to nie poradzimy. Możemy tylko kibicować i patrzeć, w jakim kierunku będzie się rozwijała nasza drużyna. Mimo wszystko nabiera ona szlifów i mam nadzieję, że w końcu dojdzie do momentu, w którym wszyscy będziemy zadowoleni z tego, jak gra - podsumowała.
Natalia Durman Natalia Durman