polska (strona 4 z 132)

Ukryte pod tynkami. Polacy i Holendrzy uratowali malowidła sprzed tysiąca lat
WIDEO

Ukryte pod tynkami. Polacy i Holendrzy uratowali malowidła sprzed tysiąca lat

Naukowcy z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego i Wydziału Historii Uniwersytetu w Amsterdamie upublicznili efekty swojej kilkuletniej pracy nad renowacją syryjskich malowideł sprzed tysiąca lat. Freski odkryto ponad 20 lat temu w kościele Deir al-Surian, który położony jest w północnej części Egiptu. Znajdowały się pod grubą warstwą tynku i innych obrazów, którymi pokryto je w kolejnych latach. Dzięki pracy polskich i holenderskich archeologów można je teraz podziwiać w pełnej krasie. Malowidła wykonali chrześcijańscy mnisi z Mosulu, którzy przybyli do Egiptu w IX wieku. Lokalni duchowni przyjęli ich i dali im pod opiekę kościół Najświętszej Marii Panny w Deir al-Surian. Dr Dobrochna Zielińska, która jest szefową zespołu badawczego, w wywiadzie dla Nauki w Polsce podkreślała nietypowość obrazów. - Są to bardzo skomplikowane wyobrażenia teologicznie, pojawia się na nich na przykład rzadko ukazywany Bóg Ojciec w postaci starca z siwą brodą, czy też unikatowa scena Zaśnięcia Matki Boskiej okadzanej przez Siedem Dziewic znanych tylko z tekstów apokryficznych – mówi dr Zielińska. Nie tylko treść malowideł była zaskakująca dla naukowców. Eksperci zwrócili także uwagę na technikę, którą wykonano malunki. Mnisi zastosowali farby w spoiwie z wosku pszczelego. - To było dla nas zaskoczenie, bo technika ta była znana w Egipcie setki lat wcześniej. Stosowano ją na przykład do zdobienia trumien od I w. Tzw. portrety fajumskie w bardzo realistyczny sposób ukazywały zmarłych. Nie sądziliśmy, że technika ta była znana jeszcze mnichom chrześcijańskim – podkreśla Cristobal Calaforra-Rzepka szef zespołu konserwatorów projektu realizowanego dzięki Narodowemu Centrum Nauki i holenderskiej fundacji Dioraphte. Deir al-Surian znajduje się w Dolinie Natronu, która uważana jest za kolebkę chrześcijańskiego monastycyzmu. Są tam najstarsze klasztory w Egipcie i jedne z najstarszych na świecie działających nieprzerwanie od ok. 1,5 tys. lat.
Koronawirus w Polsce. Lekarz ostro zrugał Polaków
WIDEO

Koronawirus w Polsce. Lekarz ostro zrugał Polaków

Pojawiają się głosy, że wiele osób w Polsce, nawet jeżeli ma objawy zakażenia COVID-19, to prosi lekarza, aby nie wystawiał skierowania na test. Powód? Pacjenci nie chcą przebywać na dwutygodniowej kwarantannie. - Zmiana w podejściu pacjentów do zakażeń koronawirusem jest ogromna. Na początku pandemii w Polsce nastąpił szybki lockdown, pod koniec marca mieliśmy 890 osoby, które miały potwierdzony wynik. A Polacy pomimo niskiego zaufania do państwa i takiej liczby zakażeń rozumieli, że trzeba przestrzegać zasad. Przez dwa miesiące było bardzo dobrze, mieliśmy również dużo szczęścia, bo to nie u nas zaczęła się pandemia, służba zdrowia i laboranci byli mocno zaangażowani. Mieliśmy co prawda niedofinansowaną i niemocną służbę sanitarną, ale potrafiliśmy zachowywać się porządnie - mówił w programie WP "Newsroom" doktor Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. Jak wyjaśniał, teraz po roku pandemii widzi stereotypowe modele zachowania Polaków. - Mamy słomiany zapał, tendencję do nieufności, do tego, aby oczerniać, kłamać, kombinować i uchylać się od testów. - Pacjenci kontaktują się z nami dopiero w drugim tygodniu choroby, wtedy, kiedy mają gorączkę, duszności i trzeba ich kierować do szpitala. Zgłaszać trzeba się jednak wcześniej - wyjaśniał Sutkowski. W Polsce w czwartek odnotowano 15 250 nowych zakażeń koronawirusem. Zmarło 296 osób. Liczba osób w szpitalach rośnie, w czwartek było ich 15 992 chorych. Liczba pacjentów pod respiratorami to 1650. Ponad 200 tys. osób jest teraz objętych kwarantanną. To najwięcej od grudnia 2020 r. Liczba osób, które wyzdrowiały od początku epidemii to 1 448 619. Minister Niedzielski powiedział w czwartek rano, że "niestety te trendy, które otrzymujemy w ostatnich dniach, utrzymują się". - Mamy cały czas dynamikę przyrostu rzędu 30 proc. Jeżeli patrzymy na tygodniowe średnie, to ona przekroczyła 11 tys. - stwierdził minister zdrowia.