przemysław czarnek (strona 2 z 7)

Przemysław Czarnek nie przyszedł. "Pogarda i tchórzostwo"
WIDEO

Przemysław Czarnek nie przyszedł. "Pogarda i tchórzostwo"

Podczas połączonych Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Obrony Narodowej posłowie w pierwszym czytaniu zajmowali się rządowym projektem nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, zwanej "lex Czarnek". Projekt został przyjęty. Opowiedziało się za nim 39 posłów, 34 było przeciw. O szczegółach mówiła w programie "Tłit" Wirtualnej Polski Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Nowej Lewicy. Zwróciła uwagę, że "po raz kolejny na posiedzeniu komisji nie pojawił się autor tej ustawy, czyli minister Czarnek". - To nie tylko obraźliwe i pogardliwe traktowanie członków i członkiń komisji (...), ale przede wszystkim jest to obraźliwe i pogardliwe wobec przedstawicieli wszystkich środowisk oświatowych, którzy także pojawili się na komisji - stwierdziła. - Gdyby minister pofatygował się i przyszedł na komisję, musiałby usłyszeć miażdżące zarzuty ze strony nie tylko posłów i posłanek pozycji, ale przede wszystkim wszystkich środowisk oświatowych - podkreśliła. - Szkoła to miejsce, w którym młodzi ludzie, spędzając 1/3 swojego życia, zasługują na to, żeby ta szkoła była dla nich drugim domem. Szkoła to nie jest prywatny folwark ministra Czarnka, to nie jest miejsce na jego ideologiczne eksperymenty, to nie jest miejsce na indoktrynację partyjną, to jest żywy organizm, to są ludzie. Szkoła nie należy do ministra Czarnka, szkoła powinna należeć do uczniów, do rodziców, do nauczycieli, a dyrektor powinien być dobrym gospodarzem w tym drugim domu dla młodych ludzi. Tymczasem Przemysław Czarnek chce do tego domu wejść z buciorami - tylko po to, by zamurować w nim wszystkie okna na świat - mówiła posłanka. - Zdaniem PiS szkoła ma jedno zadanie - wychować wyborcę PiS. Niestety mam złą wiadomość - to tak nie działa. Tak jak Romanowi Giertychowi nie udało się wychować nowego pokolenia nacjonalistów, tak dziś Czarnkowi nie uda się wychować nowego człowieka na modłę PiS - podsumowała.
Natalia Durman Natalia Durman
Ministerstwo przyjrzy się "Squid Game". Ekspert ma dla Przemysława Czarnka radę
WIDEO

Ministerstwo przyjrzy się "Squid Game". Ekspert ma dla Przemysława Czarnka radę

- Bardzo dobrze, że minister zainteresował się serialem. Sam jest ojcem, więc myślę, że powinien zdobyć w tym względzie wiedzę - powiedział w programie "Newsroom WP" Maciej Dębski, prezes fundacji Dbam O Mój Zasięg. Odniósł się w ten sposób do zapowiedzi ministra edukacji, który ogłosił, że jego resort przyjrzy się serialowi "Squid Game". To południowokoreańska produkcja, która ma miliony fanów na całym świecie. Opowiada o grupie ludzi, którzy uczestniczą w grach opartych na zabawach z dzieciństwa. Ci, którzy odpadają, giną na miejscu. Problem w tym, że serial oglądają dzieci, które późnej w podobny sposób "grają" na szkolnych korytarzach. - Jestem ostatni, żeby stygmatyzować szkoły czy uczniów, czy kogokolwiek, kto obejrzał ten serial, a dokładnie 10 czy 11 godzin bardzo ciężkiej przemocy. Na miejscu pana ministra edukacji i nauki zastanowiłbym się, jak prowadzić działania profilaktyczne w szkołach, jeśli będą się pojawiały takie filmy, a na pewno będą się pojawiały, żeby móc na spokojnie, rzetelnie i w oparciu o sprawdzoną wiedzę po prostu porozmawiać z uczniami - powiedział ekspert. Pytany o to, czy powinien pojawić się w szkołach specjalny przedmiot, Dębski powiedział, że fundacja Dbam O Mój Zasięg i wiele innych, takie jak np: Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej i Superbelfrzy, od dawna postulują wprowadzenie edukacji medialnej. - Ale to nie jest informatyka. To godzina, podczas której rozmawiamy o takich filmach, jak wpływają na nas media społecznościowe, czym jest higiena cyfrowa, jakie są plusy i minusy internetu. O tym wszystkim systemowo się w polskiej szkole nie rozmawia. Owszem, są działania profilaktyczne, ale nie są one w żaden sposób wpisane w siatkę godzin obligatoryjnych. Edukacja medialna w świecie, w którym więcej użytkowników ma dostęp do internetu niż do pasty i szczoteczki do zębów, jest według mnie po prostu obowiązkiem w polskiej szkole - powiedział ekspert.
Jak PiS poradzi sobie bez unijnych środków? Odpowiedź ministra Czarnka zaskakuje
WIDEO

Jak PiS poradzi sobie bez unijnych środków? Odpowiedź ministra Czarnka zaskakuje

Spór polskiego rządu z Unią Europejską trwa obecnie na kilku płaszczyznach i nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie ten stan rzeczy uległ zmianie. Kolejne wyroki TSUE, podważające stanowisko Polski m.in. w kwestii funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej, mają bardzo niekorzystny wpływ nie tylko na wizerunek Polski we wspólnocie europejskiej, ale przekładają się również na przekazanie Polsce środków pieniężnych w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Jak rząd Prawa i Sprawiedliwości chce sobie poradzić bez unijnych pieniędzy, które mają odegrać kluczową rolę w realizacji obietnic zawartych w Polskim Ładzie? Zdaniem ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, Unia Europejska środki te wstrzymuje Polsce bezpodstawnie. - Ale to jest tylko część unijnych pieniędzy. Proszę zwrócić uwagę, że uchwaliliśmy ustawy w Sejmie na ostatnim posiedzeniu, na które finansowanie znajduje się w budżecie państwa – powiedział minister, dodając, że Polska ma "ogromne pokłady środków finansowych w budżecie, które są przeznaczone na Polski Ład". - To są grube miliardy złotych z polskiego budżetu, a nie z unijnego budżetu. Tych środków jest ogromnie wiele, a pieniądze z Unii Europejskiej przyjdą dlatego, że nie ma najmniejszych podstaw do tego, żeby je wstrzymywać – stwierdził gość "Tłita" Wirtualnej Polski Przemysław Czarnek.
Przemysław Czarnek odpowiada nauczycielom. Uszczypliwy komentarz
WIDEO

Przemysław Czarnek odpowiada nauczycielom. Uszczypliwy komentarz

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek był pytany w programie "Tłit" Wirtualnej Polski, co by powiedział nauczycielom, którzy w sobotę zamierzają protestować w Warszawie. - To nie myśmy przygotowali pakiet reform, który przedstawiliśmy związkom zawodowym, tylko nauczyciele i dyrektorzy szkół, którzy widzą potrzebę zmian - potrzebę, która zakłada 36 proc. podwyżki, 1420 zł przeciętnego wynagrodzenia w górę dla nauczyciela wchodzącego do zawodu i debiurokratyzację pracy nauczyciela bez zwiększania godzin, które nauczyciel przepracowuje zgodnie z Kartą Nauczyciela, czyli 40 godzin tygodniowo. Jeśli nauczyciele chcą wspomagać tę reformę, to znakomicie, że się spotkają. Nie widzę żadnych przeszkód - stwierdził. Minister pytany był również o to, co by powiedział tym nauczycielom, którym jego propozycje nie odpowiadają, bo - jak twierdzą - więcej czasu będą musieli spędzać przy tablicy. - Ale zdecydowanie mniej czasu będą musieli spędzać na biurokracji. Debiurokratyzujemy pracę nauczyciela. Powodujemy, że będzie miał kilka godzin tygodniowo więcej z uwagi na to, że nie będzie musiał wypełniać dokumentów, które wypełniał do tej pory, a część tego czasu będzie przeznaczał na konsultacje z uczniami i pracę przy tablicy - powiedział Czarnek. Jak podkreślił minister, "nauczyciele dziś średnio pracują przy tablicy - 21 godzin". - Podniesienie pensum o jedną godzinę, przy debiurokratyzacji, nie zwiększa czasu pracy nauczyciela. Wiedzą to wszyscy, którzy dokładnie zastanawiają się nad czasem pracy nauczyciela - oznajmił. Czy część nauczycieli zostanie zwolniona? - Z całą pewnością część nauczycieli będzie odchodzić na emerytury, które proponujemy. (…) Proszę zwrócić uwagę, że niestety mamy w systemie 1 mln 200 tys. dzieci mniej w ciągu kilkunastu lat. To również musi rodzić swoje konsekwencje - powiedział minister. O jakiej liczbie nauczycieli mówimy? - Nie wiemy. (…) Wszystko zależy od tego, jak poukłada się siatka godzin. Wtedy będziemy wiedzieć, jak to będzie wyglądać. To będzie koło maja przyszłego roku kalendarzowego - poinformował Czarnek.
Natalia Durman Natalia Durman