rzeka

Wydobył z rzeki pod Wołominem fragment czołgu. Kolekcjonerowi postawiono zarzuty
WIDEO

Wydobył z rzeki pod Wołominem fragment czołgu. Kolekcjonerowi postawiono zarzuty

Elementy niemieckiego czołgu Panther o "znacznej wartości materialnej i historycznej" wydobył z rzeki na Mazowszu kolekcjoner z Pomorza. Teraz mężczyźnie postawiono za to zarzuty. Okazało się, że zrobił to nielegalnie, dodatkowo uszkadzając zabytek. Sprawę kolekcjonera prowadzą policjanci z wydziałów kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego Komendy Stołecznej Policji i prokuratura w Wołominie na wniosek Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który powiadomił organy ścigania. Elementy zabytkowego czołgu wydobyto z niewielkiej rzeki w pobliżu wsi Jasienica w powiecie wołomińskim koło Warszawy. Stamtąd zabytek trafił na działkę kolekcjonera na Pomorzu. W miejscowości Kłanino funkcjonariusze odkryli i zabezpieczyli stelaż siedziska, obudowę filtra wentylatora oraz 21 sztuk ogniw gąsienicy pojazdu z II wojny światowej. Zgodnie z przepisami, prawa do jakichkolwiek prac poszukiwawczych, a dalej wydobywczych - wymagane są niezbędne pozwolenia. Wszystkie odkrycia należą do Skarbu Państwa. Za niezgłoszenie lub przywłaszczenie zabytku grozi odpowiedzialność karna do 3 lat więzienia. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku do nawet 8 lat. Pomorski kolekcjoner nie posiadał kompletnej dokumentacji do prowadzonych przez niego prac. Okazało się, że miał podstawowe pozwolenie, ale nie mógł sam wydobywać zabytków podlegających ochronie. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Niemiecki czołg Panther został wprowadzony do służby w 1943 r., jako odpowiedź na radziecki czołg T-34. Wyprodukowano go w liczbie 5992 sztuk. Dwa takie pojazdy zdobyły m.in. oddziały AK w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, ratując 348 żydowskich więźniów z obozu koncentracyjnego przy ul. Gęsiej.
Rekordowa susza zagraża Paranie. Rzeka w Ameryce Południowej osiągnęła niższy poziom wody od 77 lat
WIDEO

Rekordowa susza zagraża Paranie. Rzeka w Ameryce Południowej osiągnęła niższy poziom wody od 77 lat

Rzeka Parana, czyli druga największa, po Amazonce, rzeka w Ameryce Południowej, wysycha. W 2021 roku osiągnęła najniższy poziom od 77 lat. Powodem jest przedłużająca się susza w Brazylii, gdzie rzeka ma swoje źródło. Stan Parany jest ogromną katastrofą dla człowieka, jak i jej rozległego ekosystemu. Rzeka przepływa przez Brazylię, Paragwaj i Argentynę, przez co jej wysuszanie bardzo mocno wpłynęło tamtejszą gospodarkę. 40 milionów ludzi ma ograniczony dostęp do wody słodkiej, rybacy nie mają gdzie łowić, a żegluga musiała zostać mocno ograniczona - obciążenie statków zmniejszono o 20 proc. Narodowy Instytut Wody (INA) w Argentynie określił stan rzeki Parana jako "najgorszy od 1944 roku". - Siedem argentyńskich prowincji jest teraz objętych stanem kryzysowym ogłoszonym przez rząd Argentyny. To scenariusz, którego nikt nie mógł sobie wyobrazić. Rzeka ostrzega nas – mówił w rozmowie z Associated Press ekolog Jorge Bartoli, który jest koordynatorem organizacji "El Paraná No Se Toca" ("Parany się nie rusza"). Specjalista zaznaczył, że sytuacja ma związek z globalnym ociepleniem. Równie zaniepokojeni są rybacy, którzy nie przypominają sobie, by taki stan rzeki utrzymywał się tyle czasu – dwa lata. Guillermo Miguel, prezes portu Rosario zwrócił uwagę, że niższy poziom wody w Paranie pociągnie za sobą wyższe koszty logistyczne dla handlu i transportu. W 2019 roku z Rosario wyeksportowano 79 milionów ton zbóż, mąki i oleju, co czyni go najważniejszym agro-eksportowym węzłem portowym na świecie. Jose A. Marengo, dyrektor ds. badań i rozwoju Brazylijskiego Narodowego Centrum Monitorowania i Wczesnego Ostrzegania o Katastrofach Naturalnych (CEMADEN) zapewnił, że rząd Brazylii monitoruje sytuację i trwają rozmowy o sposobach racjonowania wody w kraju.
Koronawirus w Indiach. Przerażający widok setek grobów na plaży
WIDEO

Koronawirus w Indiach. Przerażający widok setek grobów na plaży

Policja w Indiach apeluje do mieszkańców północnej części kraju o nie grzebanie swoich bliskich w płytkich grobach z piasku przy brzegu rzeki Ganges. Ulewny deszcz w piątek 14 maja odsłonił okrycia ciał pochowanych w mieście Prajagradź w stanie Uttar Pradesh. Takie nadrzeczne pochówki odbywają się tu od dziesięcioleci, jednak w trakcie pandemii koronawirusa ich liczba gwałtownie wzrosła. Na plaży zaczyna brakować miejsca. Jedną z osób, które zdecydowały się na taką formę pogrzebu, zamiast popularnej kremacji, jest 30-letni buddysta Vijay Kumar. Mężczyzna przy brzegu rzeki przysypał piaskiem ciało swojej 75-letniej matki, która jak twierdzi, zmarła na chorobę serca. Lokalne władze przygotowały przy brzegu rzeki miejsce do kremacji i nie pozwalają już na zakopywanie ciał w płytkich, prowizorycznych dołach. W zeszłym tygodniu, w sąsiednim stanie, służby wydobyły 71 ciał, które wypłynęły na brzeg Gangesu. Zlecono sekcje zwłok, ale stan ciał uniemożliwił określenie przyczyny śmierci zmarłych. Dwa duże stany Uttar Pradesh i Bihar zamieszkuje łącznie blisko 360 mln ludzi. To jedne z najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa regionów. Indyjski resort zdrowia poinformował w niedzielę o kolejnych ponad 311 tys. potwierdzonych przypadkach zakażeń i o 4 tys. zgonów, co daje łączną liczbę ponad 270 tys. ofiar koronawirusa w Indiach. Eksperci twierdzą, że obie wartości są na pewno zaniżone.