Push-back na granicy z Białorusią. "To jest jakaś schizofreniczna sytuacja"
- Było mi bardzo przykro. To jest jakaś paradoksalna historia. Minister epatował nas informacjami na temat złych, młodych mężczyzn, którzy do nas przybyli i u których znaleziono różne rzeczy. Natomiast okazuje się, że tych, których nie chcemy, to my mamy u siebie, a tych, których powinniśmy przyjąć, najsłabszych, wypychamy na zewnątrz. To jest jakaś schizofreniczna sytuacja - powiedział w programie "Newsroom" w WP generał Leszek Elas. Były komendant główny Straży Granicznej odniósł się w ten sposób do informacji, jakie przekazali dziennikarze "Gazety Wyborczej". Poinformowali oni o odesłaniu z Polski do Białorusi grupy ponad 20 migrantów, wśród nich znajdowały się kobiety i dzieci. Cofnięto ich na podstawie "procedury push-back" (ang. odsunąć). Elas wspomniał w programie jedną, ekstremalną sytuację, która miała miejsce za czasów, kiedy dowodził Strażą Graniczną. - W Bieszczadach, na granicy, trójka dzieci zamarzła. Została źle skierowana przez kogoś z tamtej strony. To była ogromna tragedia. Pani prezydentowa Kaczyńska zaopiekowała się wtedy matką, którą udało się uratować. Wrażliwość była nieporównywalnie większa. Bardzo współczuję funkcjonariuszom, którzy muszą wracać do domu i myśleć o tym, co się działo wtedy, kiedy byli w służbie - powiedział generał. Jak dodał, procedura push-back jest sprzeczna m.in. z ustawą o udzielaniu pomocy cudzoziemcom i konwencją genewską, dlatego nie jest w żaden sposób regulowana.