WAŻNE
TERAZ

Ostra reakcja PiS. Nowe stowarzyszenie sprzeczne ze statutem

usa (strona 5 z 93)

Dziesiątki kontenerowców zalegają w porcie Los Angeles. Amerykanie boją się pustych półek
WIDEO

Dziesiątki kontenerowców zalegają w porcie Los Angeles. Amerykanie boją się pustych półek

Dziesiątki statków towarowych stoi przed portami w okolicach Los Angeles. Wszystko przez niedobory pracowników. Rosnący popyt na towary importowane powoduje zatory w amerykańskim łańcuchu dostaw. Porty w Los Angeles i Long Beach obsługują nawet 40 proc. kontenerowego transportu towarowego do Stanów Zjednoczonych. Po ponownym ożywieniu tamtejszej gospodarki, zwiększa się zapotrzebowanie na obiekty obsługujące same ładunki. - Importerzy czekają na odbiór swoich ładunków dłużej, niż kiedykolwiek wcześniej. Kontenery zalegają w porcie średnio sześć dni w porównaniu z dwoma dniami oczekiwania w czasach przed pandemią - wyjaśnia Gene Seroka, dyrektor wykonawczy z Port of Los Angeles. Jak podaje agencja Associated Press, pojawiają się też doniesienia o niedoborze ciężarówek i kierowców do transportu towarów z rozładowanych kontenerów. Z podobnym problemem zmaga się obecnie Wielka Brytania. Wąskie gardło łańcucha dostaw budzi obawy wielu amerykańskich sprzedawców detalicznych, którzy przygotowują się na sezon świąteczny i boją się pustych półek w sklepach. - Kiedy ładunek dociera na kontenerowcu do Los Angeles, to wygląda tak, jakbyśmy 10 pasów na autostradzie zwęzili nagle do pięciu. Nadal transportujemy więcej ładunków niż kiedykolwiek wcześniej, ale to nie wystarcza ze względu na rosnącą siłę nabywczą amerykańskiego konsumenta – tłumaczy Seroka.
Kolejne tajemnice starożytnego Teotihuacán ujawnione. Niezwykłe odkrycie naukowców z USA
WIDEO

Kolejne tajemnice starożytnego Teotihuacán ujawnione. Niezwykłe odkrycie naukowców z USA

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside w USA zrealizowali badania archeologiczne na terenie starożytnego miasta Teotihuacán, które znajduje się ok. 40 km na północny wschód od miasta Meksyk. Do swoich badań wykorzystali technologię LIDAR, która polega na skanowaniu terenu za pomocą specjalnego lasera, który pozwala odwzorować ukształtowanie terenu, łącznie z tym, co znajduje się po powierzchnią ziemi. Dzięki temu naukowcy dowiedzieli się zupełnie nowych, niezwykłych informacji na temat tego starożytnego miasta oraz kultury, która tam dominowała. Niezwykłe jest to, że odnalezione struktury oraz ukształtowanie terenu, przetrwało ok. 1500 lat, czyli czas, gdy miasto się wówczas rozwijało i tętniło życiem. Inżynierowie miasta zmieniali np. bieg koryta rzek, aby były one bliżej. Obliczono także, że na teren wokół miasta naniesiono ok. 372 056 m² ziemi, aby ukształtować teren pod budowle oraz drogi. Ujawniono również wiele dróg oraz struktur, np. murów, które nadal istnieją, lecz znajdują się pod ziemią. W sumie ujawniono 298 obiektów i 5795 tarasów, które nie były wcześniej zarejestrowane, a także ponad 200 obiektów, które kiedyś istniały, ale zostały wymazane w późniejszym okresie przez działalność górniczą. Teotihuacan istniejące od ok. 400 r. p. n. e. do 900 r., było jednym z największych miast starożytnego świata, obejmującym teren o wielkości ok. 21 kilometrów kwadratowych i było zamieszkiwane według różnych źródeł nawet przez ok. 200 tys. ludzi. Składało się ono z dużej liczby piramid, placów i innych budynków handlowych i mieszkalnych oraz wielu dróg. Po 500 r. zostało ono opuszczone. Za spadkobierców kultury Teotihuacanu uważa się Tolteków oraz Azteków.
Kpiny z Andrzeja Dudy. Polityk PO był bezlitosny
WIDEO

Kpiny z Andrzeja Dudy. Polityk PO był bezlitosny

Po tym, jak amerykańska administracja wyraźnie dała polskiej stronie do zrozumienia, że do spotkania Joe Bidena z Andrzejem Dudą w najbliższym czasie nie dojdzie, Pałac Prezydencki próbuje zaostrzyć narrację wobec Białego Domu. Także podczas rozpoczętej we wtorek wizyty prezydenta na szczycie ONZ w USA. Duda spotkał się w Nowym Jorku m.in. z kontrowersyjnym prezydentem Brazylii Jairem Bolsonaro oraz z prezydentem Mongolii Uchnaagijnem Chürelsüchem. - Rozmowa prezydentów USA i Polski jest potrzebna, ale chcemy, by wcześniej doszło w Waszyngtonie do refleksji na temat Nord Stream 2 - przekazał prezydencki minister Jakub Kumoch. - Czyli rozumiem, że Pałac Prezydencki tłumaczy, że nie doszło do spotkania z Bidenem, bo stawia (Duda Bidenowi - red.) ultimatum? To śmieszne - komentował w programie "Tłit" Wirtualnej Polski poseł Koalicji Obywatelskiej Cezary Tomczyk. - Wiele z tych bilateralnych stosunków będzie opisywanych jeszcze długo w literaturze światowej. Wydaje mi się, że można niejedną monografię zbudować w oparciu o te wspaniałe relacje, które buduje prezydent Duda z Mongolią. Po co nam UE, jak możemy budować sobie dobre stosunki z Mongolią?! - kpił Tomczyk. - Można wrócić do polityki uprawianej przez ministra Waszczykowskiego, wymyślić jakiś kraj, spróbować obsadzić tam ambasadora i chwalić się świetnymi stosunkami. Na takim poziomie jest dziś polska dyplomacja - podsumował.
Natalia Durman Natalia Durman
Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna
WIDEO

Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna

Abp Marek Jędraszewski podczas homilii na Jasnej Górze skrytykował postawę Unii Europejskiej, która według niego obiecuje pieniądze, w zamian za odejście od bożego prawa. W programie ''Newsroom WP'' gościem był ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz profesor został zapytany przez prowadzącego o słowa arcybiskupa. - Ta nasza polska dyskusja naprawdę jest barwna, ale nie merytoryczna. Pytanie najważniejsze jest, czym będzie w przyszłości Unia Europejska, a te pytania u nas w Polsce w ogóle nie padają, także jeśli chodzi o polityków czy duchownych - stwierdził ks. prof. Kobyliński. Dalej gość ''Newsroomu WP'' dopytany został jeszcze o to, czy jego zdaniem UE rzeczywiście zagraża polskiemu kościołowi. - To nie jest tak, że kościół katolicki w Polsce ktoś chce zniszczyć, prześladować czy ograniczać jego działalność i uważam, że te nastroje wojenne są trochę przesadzone. Pytanie jest inne, w jaki sposób kościół w Polsce może przetrwać w tym nowym modelu Unii Europejskiej. [...] W 2004 roku wchodziliśmy do Unii już do tego modelu preferującego europejskie superpaństwo w wersji lewicowo-liberalnej. Warto dzisiaj pytać w Polsce co dalej i jaką mieliśmy świadomość tego problemu w 2004 roku - powiedział gość programu ''Newsroom WP''. Na koniec prowadzący zapytał księdza profesora o to, czy nie jest jednak tak, że politycy najpierw zgodzili się na takie warunki, wzięli pieniądze z Unii, a teraz, gdy rodzą się problemy, to chcą się od Unii odciąć. - Zupełnie o czym innym dyskutuje dzisiaj świat, gdy chodzi o Europę, Amerykę czy Azję. Chodzi o zmianę globalnego porządku. [...] Tzn. przechodzimy od modelu jednobiegunowego, w którym jedynym supermocarstwem były Stany Zjednoczone, w stronę modelu wielobiegunowego, w którym będzie kilka supermocarstw. [...] To sprawia, że wywraca się do góry nogami stary porządek i w tym nowym rozdaniu, jest pytanie bardzo trudne, jeśli chodzi o Unię Europejską. Czy Unia Europejska jako związek państw narodowych, może sprostać tej szalonej konkurencji, czy też Europie jest potrzebne silne, europejskie superpaństwo z jedną polityką zagraniczną i z jedną armią. Gdy obecnie śledzę dyskusję niemiecką, francuską czy włoską, dotyczącą świata po Afganistanie, to mam coraz więcej wątpliwości, czy nie trzeba w Europie iść w kierunku jakiejś formy federacji - podsumował ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Szczepienie zwierząt domowych na koronawirusa. Ekspert: ''jeśli wirus nie znajdzie człowieka, to zarazi zwierzę''
WIDEO

Szczepienie zwierząt domowych na koronawirusa. Ekspert: ''jeśli wirus nie znajdzie człowieka, to zarazi zwierzę''

W Stanach Zjednoczonych rozpoczęto proces szczepienia zwierząt podatnych na koronawirusa. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się COVID-19, ponieważ wiadomo, że nie tylko ludzie mogą być jego nosicielami. Czy jest to rzeczywiście poważny problem? Zapytany został o to w programie Newsroom WP dr Paweł Grzesiowski - immunolog, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. COVID-19. - Musimy wziąć pod uwagę to, że koronawirus ma również inne cele, nie tylko człowieka. Jest w stanie zarazi psa, kota lub inny gatunek ssaków. [...] Wirus, jeśli nie znajdzie człowieka na swojej drodze, ale podatne zwierzę, to tam też się też umiejscowi - powiedział dr Grzesiowski. Gość Newsroomu WP zaznaczył w dalszej części wypowiedzi, że taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna, gdyż w przypadku przechodzenia wirusa ze zwierząt na ludzi, często kończy się to pojawieniem się nowej mutacji. Zdaniem eksperta NRL ds. COVID-19, rozpoczęcie szczepienia zwierząt, to ogólnie dobra decyzja. - Zabezpieczenie tych gatunków zwierząt, które żyją na co dzień z człowiekiem, a więc chociażby zwierzęta domowe, to jest właściwy kierunek - stwierdził ekspert. Na koniec dr Grzesiowski mówił, czy w Polsce również należy już o tym myśleć, a jeśli tak, to kiedy? - Pierwsze pytanie, kiedy szczepionki dla zwierząt zostaną dopuszczone w Unii Europejskiej. [...] Myślę, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy, ta sprawa powinna być rozpatrywana. [...] Te szczepienia będą prawdopodobnie komercyjne, bo nie słyszałem o projekcie szczepienia zwierząt domowych w programach rządowych. Prawdopodobnie będą to płatne szczepienia - podsumował dr Grzesiowski.
Po 2060 roku Europę może czekać katastrofa. Ostrzeżenie od naukowców z USA
WIDEO

Po 2060 roku Europę może czekać katastrofa. Ostrzeżenie od naukowców z USA

Naukowcy z Uniwersytetu w Arizonie na podstawie swoich badań dowiedzieli się, że do 2060 roku w wyniku dalszego ocieplania klimatu, Prąd Północnoatlantycki może zmienić swoje położenie na północny zachód. Obecnie porusza się w kierunku północno-wschodnim przez Ocean Atlantycki, dociera zachodnich granic Wysp Brytyjskich, a następnie stamtąd kieruje się nad północną Skandynawię, gdzie jego wody oddają ciepło do atmosfery. Sytuacja, w której ta droga byłaby zaburzona, miałaby katastrofalne skutki dla Europy, ponieważ prąd ten reguluje poziom temperatury, kształt pogody oraz sumy opadów dla Starego Kontynentu. Zdaniem naukowców, po 2060 roku anomalie pogodowe takie jak powodzie, trąby powietrzne, gwałtowne burze, susze, będą znacznie częstsze, niż miało to miejsce do tej pory. Specjaliści swoje wnioski oparli na badaniach lądolodu na Grenlandii. Zbadali jego zmiany z ostatnich 1250 lat oraz porównali je do zmian klimatycznych obecnie panujących. Skonfrontowali te wyniki także ze zmianami w sumach opadów i suchych dni w Europie oraz zmian temperatur. - Nasze analizy są ostrzeżeniem - powiedział klimatolog Matthew Osman z Uniwersytetu Arizony. Prąd Północnoatlantycki odgrywa bardzo znaczącą rolę w kształtowaniu pogody w Europie. Zdaniem ekspertów, fale upałów oraz gwałtowne powodzie w ostatnich miesiącach w Europie były również powiązane z działaniem tego prądu. Pełne wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Proceedings of the National Academy of Sciences.
20 lat po zamachu na World Trade Center w USA. Gorzkie wspomnienia ocalałych
WIDEO

20 lat po zamachu na World Trade Center w USA. Gorzkie wspomnienia ocalałych

W atakach terrorystycznych z 11 września 2001 na dwie wieże World Trade Center zginęło prawie 3000 osób. Szacuje się, że udało się przeżyć ok. 33 000 osobom. Po 20 latach od tej tragedii, która zszokowała cały świat, ci, którzy ocaleli, wspominają tamten dzień i opisują swoje zmagania z traumą, której doświadczyli. Will Jimeno był w jednej z wież, gdy uderzył samolot. Musiał przejść przez tony gruzu, aby wydostać się z budynku. Został przygnieciony przez spadający strop. Obok niego był wtedy jego kolega, oficer Dominick Pezzulo. Niestety nie przeżył. Oprócz wspomnień, codziennie o tym wydarzeniu przypominają Willowi obrażenia nogi, które na zawsze przekreśliły jego marzenie zawodowe. Był policjantem i bardzo lubił swoją pracę. Cierpi także na zespół stresu pourazowego. Will napisał dwie książki ze wspomnieniami z 11 września. Zostały one użyte w wielu filmach dokumentalnych na temat zamachu. Désirée Bouchat była w drugiej wieży. Obserwowała z niej płonącą północną wieżę. Początkowo sądziła jak inni, że to nie zamach, a przypadkowa katastrofa. Był z nią wtedy jej znajomy z pracy - Patrick Berger. Ostatni raz widziała go na 101. piętrze południowej wieży. Ludzie nie uciekali, obserwowali, co się dzieje. Berger jednak zaczął nawoływać współpracowników, aby jak najszybciej opuścili drugą z wież. Désirée Bouchat posłuchała i zaczęła uciekać z budynku. Berger w tym czasie odwiedzał pozostałe piętra, aby upewnić się, że wszyscy wyjdą. W momencie, gdy Bouchat opuszczała windę i budynek, w drugą z wież uderzył samolot. Zginęło 180 jej współpracowników z firmy, w tym Patrick Berger. Bouchat przeżyła traumę, która trwała ponad rok. Formą jej terapii jest mierzenie się ze swoimi lękami. Poprowadziła już ponad 500 wycieczek dla 9/11 Tribute Museum, gdzie ocaleni dzielą się swoimi wspomnieniami. Znajduje się tam wiele pamiątek z World Trade Center. Guy Sanders był ratownikiem medycznym. Był w pobliżu wież, gdy się zawaliły. Wspominał, że pył był tak gęsty, że zatkał mu całkowicie maskę i nie mógł oddychać. Ledwo udało mu się wydostać z tej strefy, gdzie nie było dostępu do tlenu. Przy wieżach zginęło ośmiu kolegów Sandersa. Po zamachu z 11 września kontynuował pracę jako ratownik. Sanders obecnie ma 62 lata i mieszka w Karolinie Południowej. Niestety, w 2011 roku musiał przejść na emeryturę, gdyż zachorował na nowotwór. Powodem choroby był właśnie pył z gruzów World Trade Center. Sanders cały czas walczy o życie.
Szczekał jak pies i przeklinał załogę. Nagranie z awantury w samolocie w USA
WIDEO

Szczekał jak pies i przeklinał załogę. Nagranie z awantury w samolocie w USA

Do dziwnej i niebezpiecznej sytuacji doszło w poniedziałek 6 sierpnia podczas lotu samolotu pasażerskiego linii American Airlines, który zmierzał z Los Angeles do Salt Lake City. Jeden z pasażerów nagle opuścił zajmowane miejsce, zaczął krzyczeć i przeklinać stewardessy. Interweniować musiał jeden z członków załogi, który próbował uspokoić mężczyznę i nakazał mu wrócić na miejsce. Po dłuższej wymianie zdań w końcu awanturujący się 61-latek usiadł. Zaczął wówczas warczeć jak pies oraz wkładać i zdejmować maseczkę na twarzy. Całą sytuację nagrał telefonem inny pasażer samolotu. Linie lotnicze wydały oświadczenie, w którym potwierdziły incydent. Mężczyzna został zatrzymany po wylądowaniu i zostały mu postawione zarzuty zakłócenia porządku i narażenia pasażerów i załogi na niebezpieczeństwo. Firma przeprosiła pasażerów lotu i podziękowała załodze za profesjonalne podejście w tej sytuacji. Awanturujący się pasażerowie korzystający z amerykańskich linii lotniczych w 2021 roku musieli zapłacić łącznie karę ponad 1 mln dolarów. Do połowy sierpnia linie lotnicze zgłosiły ok. 3900 incydentów podczas lotów z udziałem niesfornych pasażerów. Według Federalnej Administracji Lotnictwa, aż trzy czwarte z tych zgłoszeń dotyczyły odmowy założenia maseczki ochronnej na twarz. Drugim najczęstszym problemem jest nadmierne spożycie alkoholu lub innych środków odurzających.
Afgański krajobraz po wycofaniu się USA. Talibowie wiwatują
WIDEO

Afgański krajobraz po wycofaniu się USA. Talibowie wiwatują

Nocne salwy z karabinów i wystrzały pocisków – tak talibowie świętowali przejęcie kontroli nad międzynarodowym portem lotniczym w Kabulu. W nocy z poniedziałku na wtorek, dokładnie minutę przed północą, z pasu startowego oderwał się ostatni amerykański samolot. Amerykańscy żołnierze zakończyli tym samym ewakuację z Afganistanu - poinformował gen. Frank McKenzie, szef Centralnego Dowództwa USA. Talibowie we wtorek w nocy triumfalnie przejęli kontrolę nad ostatnim strategicznym punktem miasta. Bojownicy symbolicznie przeszli przez płytę lotniska i pozowali do zdjęć. To wszystko obserwowali pozostali na terenie lotniska Afgańczycy, którzy do ostatnich chwili liczyli na ewakuację. Część portu lotniczego w Kabulu przypomina pobojowisko. Są porzucone samochody i dziesiątki bagaży, porozrzucane ubrania. Talibowie w trakcie nocnej "rewizji" zwiedzili hangary w wojskowej części lotniska. Minęli m.in. siedem śmigłowców CH-46, których Amerykanie używali do ewakuacji, a które są niezdolne już do służby. 31 sierpnia dla żołnierzy USA skończyła się najdłuższa misja wojskowa – trwająca niemal 20 lat. W Kabulu wciąż pozostało ok. 100-250 amerykańskich dyplomatów. Wielu ma podwójne obywatelstwo lub afgańskie korzenie. Te osoby nie skorzystały z możliwości ewakuacji. Lotnisko w Kabulu przez ostatnie dwa tygodnie, od momentu przejęcia kontroli nad stolicą, było miejscem wstrząsających scen – chaosu i prób ucieczki tysięcy osób, które chciały opuścić kraj. W ciągu dwóch tygodni zorganizowano tu pośpieszny i ryzykowny transport lotniczy dla Afgańczyków, Amerykanów i obywateli innych państw, którzy w obawie przed represjami, chcieli uciec. W ciągu dwóch tygodni Amerykanie ewakuowali ponad 79 tys. cywilów, co jest największą taką operacją w historii. W zamachu zorganizowanym przez odłam ISIS w trakcie ewakuacji, zginęło ponad 180 Afgańczyków i 13 członków amerykańskich służb. "Afganistan stał się całkowicie wolny i niepodległy" – podsumowali na Twitterze swój triumf przedstawiciele talibów.