WAŻNE
TERAZ

Wywiad Donalda Tuska dla "Financial Times". Biały Dom odpowiada WP

II wojna światowa

Niespodzianka na dnie morza. Zwiedź wrak japońskiej łodzi podwodnej sprzed 80 lat
WIDEO

Niespodzianka na dnie morza. Zwiedź wrak japońskiej łodzi podwodnej sprzed 80 lat

Minęło 80 lat od zatopienia przez australijską marynarkę wojenną japońskiej łodzi podwodnej I-124. Po dekadach można ją nietypowo zwiedzić. To wszystko dzięki wirtualnej rzeczywistości. W rocznicę każdy może "zanurkować" i obejrzeć odtworzony wrak pierwszego japońskiego okrętu, zatopionego przez Australijczyków w trakcie II wojny światowej. I-124 był okrętem podwodnym należącym do Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii. Służył w trakcie drugiej wojny chińsko-japońskiej i podczas drugiej wojny światowej. W dramatycznej bitwie 20 stycznia 1942 r., miesiąc przed słynnym bombardowaniem australijskiego Darwin, japońska jednostka została zatopiona. Wrak od tamtej pory spoczywa na dnie morza u wybrzeży Australii. Archeolog morski dr John McCarthy z Flinders University, otrzymał zlecenie stworzenia niezwykłego projektu na podstawie danych, historycznych planów statku i jego fotografii. Badanie archeologiczne wykazało przy okazji, że spoczywający na dnie wrak jest w dobrym stanie. Jednostka posiada pewne oznaki degradacji zewnętrznego kadłuba. Wrak znajduje się ok. 65 km od portu w Darwin. I-124 został zbudowany w Japonii w 1926 r. i zwodowany rok później. Uzbrojenie okrętu stanowiło 12 torped, jedno działo i 42 miny. I-124 zatopił australijski HMAS Deloraine w trakcie detonacji kilkudziesięciu ładunków głębinowych podczas długotrwałego ataku. Japończycy stracili całą 80-osobową załogę.
Wydobył z rzeki pod Wołominem fragment czołgu. Kolekcjonerowi postawiono zarzuty
WIDEO

Wydobył z rzeki pod Wołominem fragment czołgu. Kolekcjonerowi postawiono zarzuty

Elementy niemieckiego czołgu Panther o "znacznej wartości materialnej i historycznej" wydobył z rzeki na Mazowszu kolekcjoner z Pomorza. Teraz mężczyźnie postawiono za to zarzuty. Okazało się, że zrobił to nielegalnie, dodatkowo uszkadzając zabytek. Sprawę kolekcjonera prowadzą policjanci z wydziałów kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego Komendy Stołecznej Policji i prokuratura w Wołominie na wniosek Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który powiadomił organy ścigania. Elementy zabytkowego czołgu wydobyto z niewielkiej rzeki w pobliżu wsi Jasienica w powiecie wołomińskim koło Warszawy. Stamtąd zabytek trafił na działkę kolekcjonera na Pomorzu. W miejscowości Kłanino funkcjonariusze odkryli i zabezpieczyli stelaż siedziska, obudowę filtra wentylatora oraz 21 sztuk ogniw gąsienicy pojazdu z II wojny światowej. Zgodnie z przepisami, prawa do jakichkolwiek prac poszukiwawczych, a dalej wydobywczych - wymagane są niezbędne pozwolenia. Wszystkie odkrycia należą do Skarbu Państwa. Za niezgłoszenie lub przywłaszczenie zabytku grozi odpowiedzialność karna do 3 lat więzienia. W przypadku zniszczenia lub uszkodzenia zabytku do nawet 8 lat. Pomorski kolekcjoner nie posiadał kompletnej dokumentacji do prowadzonych przez niego prac. Okazało się, że miał podstawowe pozwolenie, ale nie mógł sam wydobywać zabytków podlegających ochronie. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Niemiecki czołg Panther został wprowadzony do służby w 1943 r., jako odpowiedź na radziecki czołg T-34. Wyprodukowano go w liczbie 5992 sztuk. Dwa takie pojazdy zdobyły m.in. oddziały AK w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego, ratując 348 żydowskich więźniów z obozu koncentracyjnego przy ul. Gęsiej.
Nazistowskie "rakiety terroru". Niezwykłe odkrycie na polu w Anglii
WIDEO

Nazistowskie "rakiety terroru". Niezwykłe odkrycie na polu w Anglii

Zespół brytyjskich archeologów odkrył na polu przy Saint Mary's Platt, w południowo-wschodniej Anglii, fragmenty pierwszej nazistowskiej broni naddźwiękowej – rakiety V2. Superbroń stworzona w czasach II wojny światowej była wielką nadzieją niemieckich konstruktorów. Rakieta V2, czyli Vergeltungswaffe Zwei ("Broń Zemsty Dwa") trafiła do żołnierzy Wehrmachtu w 1944 r. Miała być odwetem i nadzieją nazistów na wygraną z aliantami. Broń naddźwiękowa była niezwykle przerażająca w tamtych czasach – nie było jej słychać i nie można było jej przechwycić. Badacze nazywają ją "rakietami terroru". Brytyjczycy odkryli na głębokości 6 m pozostałości rakiety, której celem był Londyn. To kolejne takie odkrycie. Rakieta została wystrzelona z Hagi 14 lutego 1945 r. ok. 12:25, dotarła na miejsce 5 minut później, osiągając pięciokrotną prędkość dźwięku w pierwszych minutach po starcie. Obiekt nie uderzył w stolicę i nie spowodował żadnych obrażeń – rakieta robiła się na polu. Co najmniej 1,5 tys. – tyle rakiet V2 Niemcy wystrzeliły w kierunku Londynu pod koniec wojny. Liczba ofiar tej broni jest szacowana na ok. 20 tys. osób. Przy samej produkcji rakiet w Niemczech zginęło co najmniej 10 tys. pracowników obozów koncentracyjnych, którzy zmarli z głodu, zimna i wycieńczenia przy budowie podziemnej fabryki V2 przy Nordhausen. Po wojnie USA i Związek Radziecki wykorzystały zdobyte rakiety V2 do opracowania własnych. Nazistowska "rakieta terroru" stała się więc prototypem dzisiejszej nowoczesnej broni.
Arsenał z II wojny światowej w bloku. Zaskakująca interwencja policji w Krakowie
WIDEO

Arsenał z II wojny światowej w bloku. Zaskakująca interwencja policji w Krakowie

W czwartek (30 września) w Krakowie, w jednym z mieszkań na osiedlu Piastów, policja zabezpieczyła arsenał z czasów II wojny światowej. Funkcjonariusze dokonali odkrycia po tym, gdy dostali ze szpitala zgłoszenie o rannym 37-latku. Mężczyzna trafił na oddział z obrażeniami po eksplozji materiałów wybuchowych. Policja ustaliła, że do zdarzenia doszło na wałach rzecznych w gminie Igołomia –Wawrzeńczyce. Na miejscu eksplozji funkcjonariusze zabezpieczyli pozostałości po wybuchu i zadecydowali o przeszukaniu mieszkania rannego. Policyjni pirotechnicy oraz przewodnik z psem zostali skierowani pod adres 37-latka. W pokojach, na balkonie i w piwnicy służby natrafiły na dużą liczbę niewybuchów, pochodzących z czasów II wojny światowej. Stwarzała realne zagrożenie dla mieszkańców budynku, dlatego służby zdecydowały o ewakuacji bloku. Poinformowano, że znaleziono ponad setkę zapalników, granaty, amunicję karabinową i dużego kalibru oraz ok. 20 pocisków artyleryjskich i moździerzowych zawierających materiał wybuchowy. W akcji brało udział kilkudziesięciu policjantów i saperzy. Wynoszenie całego arsenału trwało całą noc. Według ustaleń policji, 37-latek został przywieziony do szpitala przez swojego kolegę. Mężczyzna jest w śpiączce farmakologicznej. Policjanci pod nadzorem Prokuratury Rejonowej będą ustalać, w jaki sposób mężczyźni weszli w posiadanie niebezpiecznych przedmiotów. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności.
Nazistowski "kamieniołom śmierci". Makabryczne odkrycie w południowej Rosji
WIDEO

Nazistowski "kamieniołom śmierci". Makabryczne odkrycie w południowej Rosji

Przerażające odkrycie rosyjskich archeologów. Szczątki ok. 3,5 tys. osób, pochowane w masowym grobie, odkryli badacze na terenie cegielni w Salsku (obwód rostowski) w południowo-wschodniej Rosji. Miejsce to nazwano nazistowskim "kamieniołomem śmierci". Ofiary to cywile, miejscowa ludność, którą wojska Hitlera zmasakrowały w latach 1942-43, w trakcie bitwy stalingradzkiej. Archeologów szczególnie zszokowała liczba zamordowanych dzieci, w tym niemowląt. Zabijano także kobiety w ciąży. Niemcy oszczędzali amunicję lub zabrakło im naboi. Dzieci miały roztrzaskane głowy o glinę kamieniołomu. Kopano je butami lub okładano pięściami po głowie. Badacze przekazali, że kaci mieli tu bardzo dużo pracy. Ludzie byli zabijani kolbami karabinów, bagnetami. Wszystkich wrzucano do ogromnych dołów. Obszar ten był wcześniej słabo zbadany, dopiero najnowsze wykopaliska ujawniły szokującą prawdę. Na miejsce masowej zbrodni z II wojny światowej Rosjanie trafili dopiero teraz, po odnalezieniu i odtajnieniu dokumentów z archiwów KGB. Badacze twierdzą, że wśród zabitych są Rosjanie, Żydzi i Cyganie. Są tu też szczątki kilku jeńców wojennych Armii Czerwonej. Większość to jednak kobiety i małe dzieci, wśród nich starcy i młode osoby. Salsk był kluczowym rosyjskim węzłem kolejowym, który obsługiwał Stalingrad (obecnie Wołgograd). Niedaleko rozegrała się bitwa stalingradzka – jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej, stoczona na froncie wschodnim przez Niemcy i ich sojuszników przeciwko ZSRR o kontrolę nad Stalingradem.
Niezwykłe Muzeum Obrony Wybrzeża. Obowiązkowy przystanek nad Bałtykiem
WIDEO

Niezwykłe Muzeum Obrony Wybrzeża. Obowiązkowy przystanek nad Bałtykiem

Na półwyspie Helskim znajduje się niezwykłe muzeum, które odwiedzić powinien każdy miłośnik historii Polski, a przede wszystkim okresu II wojny światowej oraz Kampanii Wrześniowej. Mowa o Muzeum Obrony Wybrzeża, które powstało 15 lat temu na miejscu poniemieckiej, ogromnej baterii z czasów II wojny. Dyrektor Władysław Szarski opowiedział Wirtualnej Polsce o samym muzeum oraz o eksponatach, które udało się tam dotąd zgromadzić. Półwysep Helski z racji swojego ukształtowania terenu był idealnym miejscem na obronę przeciwko nieprzyjacielowi atakującemu z morza. - Była tu możliwość zbudowania bazy, która do dzisiaj istnieje, także nie jest to wyspa, ale ma cechy wyspy pod względem obronnym — opisał dyrektor Szarski. Zapytany o to, z jakich artefaktów są najbardziej dumni, rozmówca wskazał na dwa kordziki obrońców wybrzeża. Kordzik to broń biała o wyglądzie sztyletu, używaną podczas uroczystych ceremonii oraz parad. Zostały odnalezione na półwyspie i idealnie zrekonstruowane przez konserwatora z Zamku Królewskiego w Warszawie. Na koniec dyrektor Szarski opisał, jak funkcjonuje prawo w Polsce odnośnie znajdowania zabytkowych, często bezcennych artefaktów, które mogą być ważne dla kultury i dziedzictwa narodowego. - Niestety polskie prawo stanowi, że wszystko, co jest znalezione pod ziemią, jest własnością państwa, a nie własnością znalazcy. Kwitnie zatem lewy handel rzeczami znalezionymi. Rzeczy nie trafiają do muzeów, tylko na rynek i znikają bezpowrotnie — stwierdził dyrektor Muzeum Obrony Wybrzeża. Dodał, że w innych krajach, np. Wielkiej Brytanii, znalazca jest honorowany i nagradzany za swoje znalezisko. W Polsce niestety przez takie, a nie inne prawo, wiele zabytków ginie bezpowrotnie.