handel

Rzymska osada sprzed blisko 2 tys. lat. Niezwykłe odkrycie na trasie szybkiej kolei w Anglii
WIDEO

Rzymska osada sprzed blisko 2 tys. lat. Niezwykłe odkrycie na trasie szybkiej kolei w Anglii

Rzymska osada handlowa w środkowej Anglii. Archeolodzy odkryli niezwykłe miejsce na trasie projektu budowy szybkiej kolei HS2 w hrabstwie Northamptonshire. Odkrycia dokonano w trakcie wykopalisk w pobliżu wsi Chipping Warden. Badacze ujawnili tu urny kremacyjne, fragmenty gier, kajdany, broszkę z głową węża i ponad 300 rzymskich monet. Dowody sugerują, że ok. 400 r. p.n.e. powstała tu osada składająca się z ponad 30 okrągłych domów, która znacznie rozrosła się w czasach rzymskich ok. 300-400 r. Powstała tu imponująca i szeroka na 10 m droga. Niewielka wieś przerodziła się w ważny punk handlowy. Odkryto tu obszary domowe i przemysłowe z dowodami istnienia warsztatów, pieców i studni. W jednej części stanowiska ziemia jest jasnoczerwona, co sugeruje, że obszar mógł być wykorzystywany do działalności związanej z wypalaniem – np. wypiekiem chleba lub odlewnią do obróbki metalu. Obecność ważnego stanowiska archeologicznego w tym miejscu jest znana już od XVIII wieku, ale dopiero najnowsze badania ujawniły część z epoki żelaza i artefakty z rzymskiej osady. James West, kierownik prac z Museum of London Archaeology Headland Infrastructure, przyznał, że wykopaliska "przekroczyły wszelkie oczekiwania". Zanim na trasie kolei HS2 powstaną mosty, tunele, tory i stacje, wzdłuż linii trasy odbywają się intensywne prace archeologiczne. W tym miejscu przez rok pracowało ok. 80 ekspertów, a to jedno z ponad 100 miejsc, które zostały zbadane na trasie między Londynem a Birmingham od 2018 roku.
Dziesiątki kontenerowców zalegają w porcie Los Angeles. Amerykanie boją się pustych półek
WIDEO

Dziesiątki kontenerowców zalegają w porcie Los Angeles. Amerykanie boją się pustych półek

Dziesiątki statków towarowych stoi przed portami w okolicach Los Angeles. Wszystko przez niedobory pracowników. Rosnący popyt na towary importowane powoduje zatory w amerykańskim łańcuchu dostaw. Porty w Los Angeles i Long Beach obsługują nawet 40 proc. kontenerowego transportu towarowego do Stanów Zjednoczonych. Po ponownym ożywieniu tamtejszej gospodarki, zwiększa się zapotrzebowanie na obiekty obsługujące same ładunki. - Importerzy czekają na odbiór swoich ładunków dłużej, niż kiedykolwiek wcześniej. Kontenery zalegają w porcie średnio sześć dni w porównaniu z dwoma dniami oczekiwania w czasach przed pandemią - wyjaśnia Gene Seroka, dyrektor wykonawczy z Port of Los Angeles. Jak podaje agencja Associated Press, pojawiają się też doniesienia o niedoborze ciężarówek i kierowców do transportu towarów z rozładowanych kontenerów. Z podobnym problemem zmaga się obecnie Wielka Brytania. Wąskie gardło łańcucha dostaw budzi obawy wielu amerykańskich sprzedawców detalicznych, którzy przygotowują się na sezon świąteczny i boją się pustych półek w sklepach. - Kiedy ładunek dociera na kontenerowcu do Los Angeles, to wygląda tak, jakbyśmy 10 pasów na autostradzie zwęzili nagle do pięciu. Nadal transportujemy więcej ładunków niż kiedykolwiek wcześniej, ale to nie wystarcza ze względu na rosnącą siłę nabywczą amerykańskiego konsumenta – tłumaczy Seroka.
Zakaz handlu. "Solidarność" chce zmiany prawa
WIDEO

Zakaz handlu. "Solidarność" chce zmiany prawa

W Sejmie ma pojawić się projekt ustawy zaostrzającej obecny zakaz handlu. Związkowcy chcą domknięcia luki w przepisach, która umożliwia otwieranie sklepów w niedziele. - Jest propozycja nowelizacji ustawy, przede wszystkim chcemy, żeby została doprecyzowana definicja przeważającej działalności. Ta ma zostać określona w wymiarze 50-procentowym. W przypadku otwarcia placówki pocztowej, jak dzieje się to teraz, taki sklep musiałby osiągnąć 50 procent obrotów z usług pocztowych - powiedział w programie "Money. To się liczy" Alfred Bujara, szef sekcji handlu NSZZ "Solidarność". - Tu nie chodzi o zamykanie. Za ladą zawsze może stanąć właściciel. Kiedy ustawa weszła w życie, obroty w małych sklepach wzrosły 6-krotnie. Dziś trudno jest konkurować z wielkimi sieciami, one przez lata w majestacie prawa wyprowadzały podatki z Polski. Trzeba ratować małych przedsiębiorców - dodał. Był też pytany o przywrócenie handlu w niedziele, w zamian za wyższe pensje w te dni. - Pracownicy handlu powinni godnie zarabiać od poniedziałku do soboty. Po ciężkiej, nocnej pracy. Są mocno przeciążeni. Obecnie kasjerka pracująca w handlu przerzuca około 6 ton dziennie. Nie proponujmy ludziom dodatkowo pracy w niedziele, te pieniądze powinni zarobić w tygodniu. Robimy badania, pytamy pracowników czy wolą wolne niedziele, czy dodatek do pensji. Większość opowiada się za wolnymi niedzielami, nie można z człowieka zrobić niewolnika i wyrobnika. A u nas się to dzieje - odpowiedział szef sekcji handlu "Solidarności".
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski