konflikt

Orędzie prezydenta Ukrainy po decyzji Putina. Zełenski: nie boimy się nikogo i niczego
WIDEO

Orędzie prezydenta Ukrainy po decyzji Putina. Zełenski: nie boimy się nikogo i niczego

- Jesteśmy na swojej ziemi, nie boimy się niczego i nikogo. Nie jesteśmy nikomu nic winni. Nikomu też niczego nie oddamy. Jesteśmy tego pewni – podkreślił w swoim wystąpieniu Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy. Jego kancelaria opublikowała nagranie, w którym Zełenski odniósł się do decyzji Władimira Putina o uznaniu niepodległości dwóch separatystycznych republik. - Ukraina uważa ostatnie działania Rosji za naruszenie suwerenności i integralności terytorialnej naszego kraju. Cała odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje tej decyzji spoczywa na rosyjskim kierownictwie politycznym – ogłosił ukraiński przywódca. - Uznanie niepodległości okupowanych terenów obwodów ługańskiego i donieckiego może oznaczać jednostronne wycofanie się Rosji z porozumień mińskich. Prezydent Ukrainy podkreślił, że nie ma powodów do "chaotycznych działań", a jego kraj będzie "trzymał się pokojowej i dyplomatycznej drogi". - Tymi decyzjami Rosja legalizuje swoje wojska, które od 2014 roku są de facto obecne na okupowanych terenach Donbasu. Kraj, który przez osiem lat wspierał wojnę, nie może utrzymać pokoju – dodał w opublikowanym orędziu. Władimir Putin ogłosił, w poniedziałek 21 lutego, podjęcie decyzji ws. uznania niepodległości tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. W trakcie telewizyjnego orędzia Putin oznajmił, że to "konieczne". Decyzja prezydenta Rosji natychmiast została potępiona przez wielu liderów państw z całego świata.
Konflikt Rosja-Ukraina. Ekspert o pomocy militarnej USA po ewentualnej inwazji Moskwy
WIDEO

Konflikt Rosja-Ukraina. Ekspert o pomocy militarnej USA po ewentualnej inwazji Moskwy

Prezydent USA Joe Biden nie planuje odpowiedzieć na kolejną rosyjską inwazję na Ukrainę wysłaniem oddziałów bojowych. Mógłby zastosować szereg mniejszych, wciąż ryzykownych opcji militarnych, by wesprzeć Ukraińców po ewentualnym ataku. Tak twierdzi Robert Burns ekspert ds. bezpieczeństwa, redaktor agencji Associated Press. - W żadnym wypadku nie należy spodziewać się zaangażowania wojsk amerykańskich z wyjątkiem wsparcia dla form ruchu oporu. Można wyobrazić sobie, że wojska amerykańskie będą dostarczać sprzęt, transportować materiały na Ukrainę – prognozuje Burns. Jak podkreśla, powód, by nie włączać się bezpośrednio w rosyjsko-ukraińską wojnę jest prosty: Stany Zjednoczone nie mają żadnych zobowiązań traktatowych wobec Ukrainy, a wojna z Rosją* byłaby ogromnym ryzykiem. Robert Burns twierdzi, że amerykańskie operacje wojskowe na Ukrainie można podzielić na dwie kategorie: pomoc w powstrzymaniu możliwej inwazji i rzeczywistą odpowiedź. - W obu kategoriach nacisk położony jest na dyplomację oraz sankcje gospodarcze i finansowe. W każdej z nich możliwy jest także element militarny – zapewnia analityk Associated Press. Najbardziej prawdopodobne jest dodatkowe wsparcie USA dla państw bałtyckich, będących członkami NATO. To wynika z zobowiązań Sojuszu i ostatnich zapowiedzi prezydenta USA. - Jedną z odpowiedzi na agresję, o której mówił prezydent Biden, było to, że USA mogą czuć się zobowiązane do pomocy lub wzmocnienia obrony członków NATO, państw bałtyckich, być może Polski. I to prawdopodobnie miałoby miejsce tylko w przypadku, gdyby rzeczywiście Rosja dokonała inwazji na Ukrainę - podsumowuje Robert Burns.
Konflikt Rosja-Ukraina. We wsi na linii ostrzału pozostała garstka mieszkańców
WIDEO

Konflikt Rosja-Ukraina. We wsi na linii ostrzału pozostała garstka mieszkańców

W niemal opustoszałej wsi na wschodzie Ukrainy rośnie napięcie związane z zagrożeniem rosyjską inwazją w pobliżu granicy. Konflikt w Donbasie trwający od 2014 r. budzi obawy Ukrainy i Zachodu o wznowienie działań wojennych na pełną skalę. W centrum tych wydarzeń znajduje się wieś Nowoaleksandrówka. W ciągu dnia słychać tu strzały z broni ręcznej, po zmierzchu ustępują one hukowi sprzętu artyleryjskiego i ostrzałowi moździerzowemu. W wiosce mieszkało kiedyś 200 osób, po latach wojny pozostało tylko 11 mieszkańców. Wśród nich jest 73-letnia Hałyna, samotna staruszka. Kobieta w rozmowie z brytyjską telewizją Sky News przyznaje, że nie chce opuścić swojego domu. Wierzy, że Rosja nie dokona inwazji na Ukrainę. - Przyzwyczaiłam się do takiego życia tutaj... czuję się dobrze. Mało nas tu zostało, ale ludzie jeszcze są. Mnie u siebie dobrze – podkreśla mieszkanka Nowoaleksandrówki. Starszy lejtnant Wiktor Bieliekow z 24. Samodzielnego Batalionu Szturmowego cały czas obserwuje pobliskie pozycje separatystów. - Zawsze istnieje ryzyko, że nastąpi jakiś atak ze strony wroga. Dlatego tu jesteśmy. Prawdopodobieństwo ataku istnieje – twierdzi Bieliekow. Rosja zaprzecza doniesieniom o możliwym ataku. W trakcie niedawnego szczytu NATO-Rosja, Moskwa zażądała gwarancji od Sojuszu, że NATO nie rozszerzy się o Ukrainę lub inne kraje byłego Związku Radzieckiego. Te żądania zostały odrzucone. Rosja zaanektowała Półwysep Krymski należący do Ukrainy w 2014 r., a także wsparła prorosyjskich separatystów, którzy zajęli tereny przygraniczne na wschodzie tego kraju. W ciągu prawie ośmiu lat walk zginęło łącznie ponad 14 tys. osób.
Niepokój we wschodniej Ukrainie. Mieszkańcy obawiają się agresji ze strony Rosji
WIDEO

Niepokój we wschodniej Ukrainie. Mieszkańcy obawiają się agresji ze strony Rosji

Ukraińcy we wschodniej części kraju sceptycznie oceniają rozmowy na forum Rady NATO-Rosja. - Nie widzę powodu, by negocjować z krajem-agresorem (Rosją) i z tymi ludźmi, którzy teraz walczą przeciwko nam. Nie widzę w tym nic pozytywnego – komentuje Svitlana Pechena, mieszkanka miasta Zołote w obwodzie ługańskim. Jej 10-osobowa rodzina żyje zaledwie 2 km od linii ostrzału. Wszyscy przywykli tu do codziennych dzięków z okolicy. - Myślisz, czy to salwa honorowa czy gdzieś padł strzał. Dla dzieci i tak to nie jest komfortowe. Nie tu ma wolności, nie ma takich możliwości, jak w czasie pokoju – dodaje kobieta. Jej mąż mimo wszystko liczy na szybkie zakończenie konfliktu. - Mam nadzieję, że ta wojna się skończy. Mam nadzieję, że nasze terytoria zostaną zwrócone Ukrainie – podkreśla Yuriy Pechenyi. - Liczę, że nasi ludzie zaczną odbudowywać kraj. Kraj, który jest bardzo bogaty – dodaje mężczyzna. Podczas ostatnich rozmów NATO-Rosja odrzucono żądania Kremla. Rosja domagała się gwarancji braku rozszerzenia Sojuszu o kraje byłego ZSRR. Jens Stoltenberg, szef NATO, przekazał, że każdy kraj ma prawo do suwerennych decyzji. Rosyjska delegacja nie wycofała się jednak z rozmów, pozostając otwarta na przyszłe spotkania. Konflikt między Rosją a Ukrainą jest wciąż realnym zagrożeniem. – Jesteśmy obecnie w krytycznym momencie dla europejskiego bezpieczeństwa – podsumował rozmowy w piątek 14 stycznia Jens Stoltenberg.
Wojna na Ukrainie. W ostrzeliwanej wsi pozostała garstka ludzi. "To nie jest życie"
WIDEO

Wojna na Ukrainie. W ostrzeliwanej wsi pozostała garstka ludzi. "To nie jest życie"

Znajdują się w pobliżu linii frontu. Ostrzał wspieranych przez Rosję separatystów na wschodzie Ukrainy zniszczył ich domy. Mieszkańcy wsi Newelske na Ukrainie, położonej 25 km na północny zachód od centrum Doniecka, w ciągu ostatniego miesiąca byli dwukrotnie ostrzeliwani. 16 z 50 domów zostało tu zrujnowanych lub poważnie uszkodzonych. Przed konfliktem w małej miejscowości żyło 286 osób. Wszyscy mieszkańcy, z wyjątkiem 5 osób, opuścili wieś. - To nie jest życie. My nie mamy dokąd pójść. Gdybyśmy byli młodsi, moglibyśmy gdzieś wyjechać, zamiatać ulice, myć podłogi, ale jak teraz gdziekolwiek wyjechać – pyta w rozmowie z agencją Associated Press Kateryna Shklyar, 75-letnia mieszkanka Newelska. Krwawy konflikt w Donbasie trwa już ponad 7 lat. Ukraina i część państw Europy Zachodniej obawiają się wzrostu sił zbrojnych po rosyjskiej granicy, co może doprowadzić do inwazji lub wznowienia działań wojennych na pełną skalę. Porozumienie z 2015 r., w którym pośredniczyły Francja i Niemcy, zakończyło najcięższe walki. Często dochodzi tu jednak do mniejszych ostrzałów. Mieszkańcy, którzy pozostali w zrujnowanej wiosce zbierają deszczówkę do picia i gotowania, suszą chleb, który jedzą maczany w wodzie w przerwach dostaw pomocy humanitarnej. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która monitoruje teoretyczne zawieszenie broni, odnotowuje rosnącą liczbę niepokojących incydentów. Obie strony konfliktu wzajemnie obarczają się winą za naruszanie rozejmu. - Codziennie wieczorem czuję tutaj w duszy ból. Wychodzę na zewnątrz, a tam nie ma z kim porozmawiać. Jak można żyć na starość, nie widząc nikogo i niczego – pyta Halyna Moroka, 84-letnia mieszkanka wsi Newelske. Stany Zjednoczone i sojusznicy ostrzegli Rosję przed konsekwencjami możliwego ataku na Ukrainę. Moskwa zaprzecza, oskarżając Kijów o planowanie kontroli na terytorium zajętym przez prorosyjskich rebeliantów.
Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę
WIDEO

Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, wezwał Rosję do "deeskalacji i zmniejszenia napięcia". Powodem jest koncentracja wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą. Szef NATO wyliczył, że Rosja już drugi raz w tym roku przerzuciła na granicę ciężką broń, artylerię, drony, systemy elektroniczne i "dziesiątki tysięcy żołnierzy gotowych do walki". W trakcie wizyty na Łotwie, Stoltenberg zapewniał, że zachowanie Rosji na granicy z Ukrainą jest "niesprowokowane i niewyjaśnione". - Każda przyszła agresja Rosji przeciwko Ukrainie będzie miała wysoką cenę, poważne konsekwencje polityczne i gospodarcze dla Rosji – ostrzegał na konferencji Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO. Ukraina wyraziła zaniepokojenie w obliczu rosyjskich działań wojskowych blisko granicy obu krajów. Według naszego wschodniego sąsiada, może to sygnalizować plany Moskwy dotyczące inwazji na fragment Ukrainy. Kreml zaprzecza tym doniesieniom, oskarżając Kijów i zachodnich sojuszników Ukrainy o snucie takich teorii, w celu ukrycia własnych rzekomo agresywnych planów. W piątek 26 listopada prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi postępowanie w związku z planowanym zamachem stanu w kraju, który miał się odbyć na początku grudnia. W sprawę miał być zaangażowany jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów oraz Rosjanie. Obie oskarżone strony zaprzeczyły.
Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"
WIDEO

Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"

Rosja w styczniu będzie gotowa by zaatakować Ukrainę - poinformował naczelnik głównego zarządu wywiadu ministerstwa obrony Ukrainy Kyryło Budanow. Czy Moskwa zamierza przy tym wykorzystać kryzys na granicy polsko-białoruskiej? - Tutaj są rozgrywane dwie sprawy. Na pewno kwestia gazu i kwestia Ukrainy. Dołożyłbym też kwestię Białorusi. Na ile Białoruś będzie państwem niezależnym lub też kwaziniezależnym. Na ile Rosja będzie coraz bardziej ten kraj pochłaniać, ze szkodą strategiczną dla Polski - powiedział w rozmowie z "Newsroom WP" ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. Dodał jednak, że Kijów ma duże wsparcie ze strony USA i Brytyjczyków. - Jeżeli Ukraińcy to czują, i my też powinniśmy zdecydowanie udzielać takiego wsparcia, tym trudniej będzie Rosji zdecydować się na jakiekolwiek ruchy. To jest taka analogia - czym więcej zaangażowania międzynarodowego, czym więcej poparcia dla Polski w przypadku kryzysu granicznego, tym trudniej jest operować reżimowi w Mińsku jak i w Moskwie - mówił podpułkownik. Podkreślił jednocześnie, że Polska powinna w tej sprawie działać zgodnie z wytycznymi NATO, bo "Polska jest mocna na tyle, ile jest mocna w strukturach północnoatlantyckich". Na pytanie, czy nasz kraj w odpowiedni sposób reprezentuje interes Ukrainy, powiedział: niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji. - Jeżeli porównamy nasze możliwości z okresem "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie i teraz, to niestety to porównanie wypada na niekorzyść Polski - podsumował Faliński.
Rakiety spadają na Izrael. Dramat w Strefie Gazy. "Dżina trudno wepchnąć do butelki"
WIDEO

Rakiety spadają na Izrael. Dramat w Strefie Gazy. "Dżina trudno wepchnąć do butelki"

Konflikt izraelsko-palestyński przybiera na sile. Od poniedziałku doszło do zaognienia sporu, który spowodował śmierć wielu osób po obu stronach. Jak tłumaczy Michał Wojnarowicz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, do eskalacji konfliktu dochodziło już w ciągu kilku ostatnich tygodni, a punktem zapalnym stała się sytuacja w Jerozolimie. - Jest to odpowiedź Hamasu na sytuację w Jerozolimie. Przez ostatnie tygodnie wzrastało tam napięcie między ludnością arabską a żydowską. Działania izraelskiej policji na Wzgórzu Świątynnym też stały się czynnikiem, który był powodem do reakcji dla organizacji chcącej być pierwszą i najważniejszą siłą palestyńskiego oporu. Ten ostrzał rakietowy na Izrael jest przede wszystkim narzędziem politycznym i wizerunkowym. Przybrało to bardzo ostrą formę, ponieważ mamy do czynienia z bardzo wysoką częstotliwością ataków – tłumaczył gość Patrycjusza Wyżgi. Jak dodał, "istnieje sporo teorii, że jest to zaplanowana eskalacja po obu stronach". - Ja byłbym dużo bardziej ostrożny w takich ocenach. Eskalacja w Jerozolimie faktycznie była wyjątkowo ostra. Władze izraelskie i policja stosowały dość mocne metody, wiedząc, co się dzieje i jak bardzo napięta jest sytuacja w tym mieście. Jednocześnie władze pozostają świadome, że "dżina trudno wepchnąć do butelki", dlatego eskalacja i bilans ofiar mogą wzrosnąć bardzo szybko – powiedział gość programu "Newsroom" WP Michał Wojnarowicz.
Wojna na Ukrainie. Żołnierze apelują do USA prosto z okopów
WIDEO

Wojna na Ukrainie. Żołnierze apelują do USA prosto z okopów

Konflikt na linii Moskwa-Kijów zaostrza się. We wschodniej Ukrainie walki nie ustają. Trwa wzajemny ostrzał ukraińskich żołnierzy z separatystami w Donbasie. Ukraińcy w okopach apelują o pomoc do Stanów Zjednoczonych. To wszystko przy okazji wizyty sekretarza stanu USA Antony'ego Blinkena na Ukrainie. Daje ona szanse na zwiększenie pomocy wojskowej dla tego kraju i poparcia dla członkowska w NATO - oceniają eksperci z Centrum Analiz Politycznych "Penta". Antony Blinken przybył do Kijowa w środę 5 maja. Jego wizyta potrwa dwa dni. Przyjazd na Ukrainę na tak wczesnym etapie kadencji i przed podrożą do Rosji jest sygnałem, że Ukraina znajduje się w czołówce priorytetów polityki zagranicznej administracji prezydenta USA Joe Bidena. Ukraińcy liczą na pomoc Stanów Zjednoczonych w obliczu rosnącego zagrożenia militarnego ze strony Rosji. Z kolei Amerykanie oczekują od władz w Kijowie reform politycznych, w tym walki z korupcją wśród czołowych polityków. - Potrzebujemy większego wsparcia, specjalnego statusu - członkostwa w NATO - apeluje Vasyl Adolfovich, ukraiński żołnierz. Niepokój wojsk wzrasta w obliczu rosnącej liczby ataków na granicy Rosji i Ukrainy. Po długim okresie zawieszenia broni, co najmniej 34 ukraińskich żołnierzy zginęło w wyniku ostrzału separatystów - podała ukraińska armia. Od czasu wybuchu konfliktu we wschodniej części Ukrainy w 2014 r., zginęło ponad 14 tys. osób. - Ukraiński rząd musi skłonić świat do bardziej zdecydowanych działań przeciwko Rosji i zdecydowanych działań w pomocy Ukrainie - twierdzi Maxym Zhorin z biura partii Korpus Narodowy. - Dziś Rosja jest zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale i dla całego świata - dodaje.
Napięcie na linii Rosja-Ukraina. Mieszkańcy przy granicy są przerażeni
WIDEO

Napięcie na linii Rosja-Ukraina. Mieszkańcy przy granicy są przerażeni

Żołnierze i mieszkańcy samozwańczych republik Doniecka i Ługańska na Ukrainie obawiają się rosnącego napięcia na linii Kijów-Moskwa. To wszystko przez gromadzące się rosyjskie wojska w pobliżu granicy z Ukrainą. Dochodzi tam do regularnych wzajemnych ostrzałów. - Mieszka tu głównie ludność cywilna. Wojsko jest przeważnie dalej. Mimo to mamy ofiary śmiertelne - podkreśla saper Andrij. - Moje dziecko od dwóch dni budzi się w nocy z krzykiem z powodu ostrzału - dodaje Oksana, mieszkanka obwodu donieckiego. Władze w Kijowie podały, że strona rosyjska przerzuciła już 42 tys. żołnierzy na Krym i 41 tys. na wschodnią granicę Ukrainy. Ukraińskie źródła wywiadowcze przekazały BBC, że dodatkowe siły rosyjskie to 16 batalionowych grup taktycznych, które gromadzą do 14 tys. żołnierzy. Wysiłki na rzecz osiągnięcia stałego pokoju utknęły w martwym punkcie. Rosyjski MON podał, że masowa rozbudowa wojsk na zachodzie kraju jest jedynie elementem ćwiczeń gotowości bojowej. W jej ramach na Morze Czarne skierowano dziesięć łodzi artyleryjskich i okrętów desantowych. To największa taka koncentracja rosyjskich wojsk od czasu aneksji Krymu w 2014 r. Według ukraińskich ekspertów, Rosji chodzi o wewnętrzną destabilizację na Ukrainie. Władze w Kijowie deklarują gotowość obronną. Ukraina utrzymuje armię 255 tys. żołnierzy. To obecnie trzecie największe siły zbrojne w Europie po Rosji i Francji.