Wojna na Ukrainie. W ostrzeliwanej wsi pozostała garstka ludzi. "To nie jest życie"
Znajdują się w pobliżu linii frontu. Ostrzał wspieranych przez Rosję separatystów na wschodzie Ukrainy zniszczył ich domy. Mieszkańcy wsi Newelske na Ukrainie, położonej 25 km na północny zachód od centrum Doniecka, w ciągu ostatniego miesiąca byli dwukrotnie ostrzeliwani. 16 z 50 domów zostało tu zrujnowanych lub poważnie uszkodzonych. Przed konfliktem w małej miejscowości żyło 286 osób. Wszyscy mieszkańcy, z wyjątkiem 5 osób, opuścili wieś. - To nie jest życie. My nie mamy dokąd pójść. Gdybyśmy byli młodsi, moglibyśmy gdzieś wyjechać, zamiatać ulice, myć podłogi, ale jak teraz gdziekolwiek wyjechać – pyta w rozmowie z agencją Associated Press Kateryna Shklyar, 75-letnia mieszkanka Newelska. Krwawy konflikt w Donbasie trwa już ponad 7 lat. Ukraina i część państw Europy Zachodniej obawiają się wzrostu sił zbrojnych po rosyjskiej granicy, co może doprowadzić do inwazji lub wznowienia działań wojennych na pełną skalę. Porozumienie z 2015 r., w którym pośredniczyły Francja i Niemcy, zakończyło najcięższe walki. Często dochodzi tu jednak do mniejszych ostrzałów. Mieszkańcy, którzy pozostali w zrujnowanej wiosce zbierają deszczówkę do picia i gotowania, suszą chleb, który jedzą maczany w wodzie w przerwach dostaw pomocy humanitarnej. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która monitoruje teoretyczne zawieszenie broni, odnotowuje rosnącą liczbę niepokojących incydentów. Obie strony konfliktu wzajemnie obarczają się winą za naruszanie rozejmu. - Codziennie wieczorem czuję tutaj w duszy ból. Wychodzę na zewnątrz, a tam nie ma z kim porozmawiać. Jak można żyć na starość, nie widząc nikogo i niczego – pyta Halyna Moroka, 84-letnia mieszkanka wsi Newelske. Stany Zjednoczone i sojusznicy ostrzegli Rosję przed konsekwencjami możliwego ataku na Ukrainę. Moskwa zaprzecza, oskarżając Kijów o planowanie kontroli na terytorium zajętym przez prorosyjskich rebeliantów.