WAŻNE
TERAZ

Korki strzelą na Kremlu? Faworyt w Bułgarii patrzy na Wschód

włochy

Tajemniczy szkielet z Herkulanum. Przerażające odkrycie ofiary erupcji Wezuwiusza
WIDEO

Tajemniczy szkielet z Herkulanum. Przerażające odkrycie ofiary erupcji Wezuwiusza

Niezwykłe odkrycie w pobliżu Pompejów. Włoscy badacze trafili na wyjątkowy szkielet w Herkulanum, starożytnym rzymskim mieście, które zostało zniszczone w wyniku erupcji Wezuwiusza w 79 r. To mężczyzna, który zginął, próbując uciec przed strumieniem piroklastycznym (mieszanką ekstremalnie gorących gazów, popiołów i kawałków skał). Szkielet odnaleziono niedawno w miejscu, w którym od ponad 30 lat odnajdowane są kolejne ofiary erupcji. To, co wyróżnia mężczyznę, to fakt, że miał on przy sobie rzeczy osobiste – uciekał ze skórzaną torbą i drewnianą skrzynką z biżuterią i monetami. Dodatkowo znajdował się już na plaży, dość daleko od innych ludzi. Ofiara miała ok. 40 lat. Szkielet odnaleziono w murach z lawy, które powstały w wyniku erupcji. Archeolodzy twierdzą, że fala uderzeniowa i ekstremalnie wysokie temperatury doprowadziły do natychmiastowego odparowania tkanek mężczyzny. Jego szkielet zachował się uwięziony w masie gruzu, popiołu i pyłu. - To szczególnie interesujące odkrycie, bo spośród wszystkich osób, które uciekły przed erupcją wulkanu, ten człowiek został znaleziony w najdalszym punkcie nadmorskiej części starożytnego miasta – powiedział Francesco Sirano, dyrektor Parku Archeologicznego Herkulanum. - Niezwykłe jest też to, że możemy poddać go teraz całej serii badań i analiz – dodał. - Najważniejszą informacją, jaką poznaliśmy z tego odkrycia jest obraz dramatycznej sytuacji, jakiej doświadczyli ludzie w kluczowych momentach erupcji. Ten mężczyzna zdążył zabrać z domu cenne przedmioty w skrzyni – tłumaczył fenomen odkrycia archeolog Domenico Camardo.
Stosy trumien w Palermo. Włosi czekają z pochówkiem setek zmarłych
WIDEO

Stosy trumien w Palermo. Włosi czekają z pochówkiem setek zmarłych

Około 800 trumien z ciałami czeka na pochówek lub kremację na największym sycylijskim cmentarzu w Palermo we Włoszech. Setki trumien piętrzą się w magazynie lub prowizorycznych namiotach wystawione na działanie słońca, wiatru i wody. To wszystko przez to, że największy miejski cmentarz Santa Maria dei Rotoli jest przepełniony i nie ma już żadnych wolnych miejsc, a lokalne krematorium nie działa. Zrozpaczeni krewni zmarłych twierdzą, że musieli wspinać się po innych trumnach, aby dotrzeć do trumien swoich bliskich. Problem jest też nieprzyjemny zapach, który wiatr roznosi po całej okolicy. Dodatkowo niemalże każdego dnia przynoszone są tu kolejne trumny. - Najbardziej obrzydliwą i haniebną rzeczą jest to, że mimo apeli i skarg, nadal widzę trumny tych wszystkich ludzi w tej haniebnej sytuacji – tłumaczy Mario Raimondi, mieszkaniec Palermo, który stracił ojca. - Na dodatek jest kilka trumien, blisko trumny mojego ojca, które wydzielają nieprzyjemny zapach i otwierają się – dodaje. Kremacja jest w tym miejscu niemożliwa – stare krematorium nie działa od ponad roku. Plany otwarcia nowego porzucono po tym, jak projektanci nie uwzględnili w planach kanalizacji. Radny miejski Igor Gelarda twierdzi, że rozwiązaniem problemu może być budowa nowego cmentarza. Na to obecnie władze Palermo nie mają pieniędzy. - Cmentarz został zbudowany 200 lat temu i powoli się rozrastał, ale w ciągu ostatnich 30-40 lat zatrzymał się i przestał powiększać – wyjaśnia Igor Gelarda, radny miasta Palermo. - Przez ostatnie 40 lat nie zrobiono żadnego planu i teraz sytuacja wygląda tak: mamy 800 niepogrzebanych trumien, które są hańbą na cały świat – dodaje.
"Wenecja umiera". Włosi testują wielki projekt
WIDEO

"Wenecja umiera". Włosi testują wielki projekt

To obecnie jedyna szansa na obronę Wenecji przed zatopieniem. Włosi testują swój wielki projekt MOSE (Modulo Sperimentale Elettromeccanico) – system, który składa się z ruchomych barier podwodnych, które automatycznie mają izolować Lagunę Wenecką od Morza Adriatyckiego w trakcie przypływów. Wraz ze wzmocnieniem wybrzeża i podniesieniem nadbrzeży – MOSE ma chronić Wenecję przed pływami do wysokości nawet 3 m. - Wenecja żyje dzięki rzemiosłu i turystyce. Jeśli tego nie ma, Wenecja umiera. Ponosimy wielką odpowiedzialność, próbując ją ratować. Bardzo cierpimy - mówi Annapaola Lavena, właścicielka lokalnej kawiarni. Wenecja wciąż zmaga się ze skutkami podtopień, które w ostatnich latach nasilają się. Największy z przypływów, w listopadzie 2019 r., zalał Wenecję blisko dwoma metrami wody. Towarzyszył mu silny wiatr, przez który m.in. odpadały ołowiane płytki z zabytkowej Bazyliki św. Marka. Naukowcy twierdzą, że to ostrzeżenie o zachodzących zmianach klimatycznych. Unikatowe położenie Wenecji, na palach wśród kanałów, uczyniło ją szczególnie podatną na zmiany klimatyczne. Tylko w sierpniu 2021 r. Bazylika św. Marka była zalewana pięciokrotnie. Podnoszący się poziom morza zwiększa częstotliwość pływów, a te doprowadzają do regularnego podtapiania 1600-letniego miasta na lagunie. To dlatego część Włochów pokłada nadzieje w systemie MOSE, który oficjalnie jest w fazie testów. Projekt budzi ogromne kontrowersje i ma wielu przeciwników. Obecnie zapory są uruchamiane, gdy zbliża się powódź z wodą o wysokości ponad 1,3 m. Od października 2020 r. zapory były podnoszone 20 razy. Do 2023 r. zapowiedziano oficjalne zatwierdzenie kosztującego ok. 6 mld euro systemu. Będzie on uruchamiał się w przypadku powodzi o wysokości 1,1 m. W przeciwnym razie 12 proc. miasta zabytkowego miasta znajdzie się pod wodą.