Covid-19 (strona 8 z 18)

Nowe obostrzenia. Lockdown to jeszcze mało? Polityk PiS szczerze do bólu o sytuacji
WIDEO

Nowe obostrzenia. Lockdown to jeszcze mało? Polityk PiS szczerze do bólu o sytuacji

Lockdown w Polsce będzie obowiązywał od 27 marca do 9 kwietnia. Wszystko po to, by złagodzić przebieg trzeciej fali koronawirusa i odciążyć już przepełnione szpitale, które są na skraju wydolności. Stanisław Karczewski, senator PiS i lekarz był gościem programu "Newsroom" WP, w którym opowiedział o sytuacji w swojej placówce. – Jeśli już jesteśmy przy pacjentach, których ja przyjmowałem i leczyłem (…), to w porównaniu z pacjentami, którzy byli przyjmowani w drugiej fali epidemii, stan chorych jest dużo, dużo cięższy – powiedział. Dodał, że obecnie do szpitala, w którym pracuje, trafia znacznie więcej potrzebujących opieki medycznej. – Do mojego niewielkiego szpitala na podjeździe ustawiło się kilka karetek z chorymi. Wszystkich przyjmowaliśmy – relacjonował Karczewski. Jak dodał, łącznie w "dwadzieścia kilka" godzin przyjęli 57 pacjentów, zapewniając wszystkim łóżka. – Stan chorych jest zdecydowanie cięższy, tych przyjmowanych do szpitali w obecnej fazie epidemii. Chorują ludzie młodsi niż poprzednio i przebieg choroby jest nieobliczalny – zaznaczył. Wyjaśnił również, że przyjmując pacjenta z COVID-19 trudno określić, jakie nasilenie będzie miała choroba. Powiedział też, że kontaktował się dziś z pracownikami swojego szpitala i otrzymał dramatyczne wieści. – Z przerażeniem dowiedziałem się o zgonie kilku pacjentów, których przyjmowałem. Wcale nie byli w takim bardzo ciężkim stanie – ostrzegał.
Zmasowany atak koronawirusa w Polsce. Dramatyczna relacja
WIDEO

Zmasowany atak koronawirusa w Polsce. Dramatyczna relacja

- Chorych jest bardzo dużo. Decyzja o rozszerzeniu restrykcji na cały kraj nie dziwi, chociaż ja sam byłem zwolennikiem regionalizacji obostrzeń. Te liczby rosną jednak w takim tempie, że za chwilę, czy powiemy, że wprowadzamy lockdown ogólnopolski, czy też wypunktujemy czerwone strefy we wszystkich województwach, to wyjdzie na to samo - ocenił w programie "Newsroom" w WP dr Tomasz Karauda, lekarz oddziału chorób płuc. - Popatrzmy na warmińsko-mazurskie. Ten region zamknęliśmy już dawno temu. Czy liczba zakażeń tam spadła? No, właśnie nie. Więc obawiam się, że rozszerzenie tych obostrzeń na cały kraj niekoniecznie w sposób bardzo istotny przełoży się na te liczby. To oznacza, że trzeba będzie prawdopodobnie pójść jeszcze o krok dalej i ograniczyć ludziom możliwość poruszania się tylko do określonych przypadków. 25 tysięcy zakażeń, tych zgonów jeszcze nie będziemy widzieli teraz, to wszystko dzieje się z odroczeniem półtora - dwutygodniowym, ale to wszystko przełoży się na liczbę osób, które być może już nigdy świąt wielkanocnych nie zobaczą - dodał dr Karauda. Gość "Newsroomu" przyznał, że największy smutek wzbudza w nim liczba zwalnianych respiratorów. - Bo co to oznacza? Najczęściej oznacza to śmierć chorego. Niestety, w tej ostatniej fazie, kiedy pacjenta intubujemy, to w przypadku tej konkretnej choroby, COVID-19, taka osoba ma niewielkie szanse na przeżycie, sięgające według amerykańskich danych zaledwie kilkunastu procent. Do końca staramy się podtrzymywać oddech własny, bo taka jest strategia ogólnoświatowa - stwierdził. Na uwagę, że to brzmi jak wyrok, przyznał, że jest to coś strasznego. - Respirator oznacza już ten ostatni etap w przypadku tej choroby. Często tego pacjenta widzimy ostatni raz - przyznał lekarz. - Te statystyki są dramatyczne. Pamiętam wiele rozmów z pacjentami, bo pacjent, gdy jest przytomny, musi wyrazić zgodę na intubację, no chyba, że jest to sytuacja nagła. Są jednak takie sytuacje, że spodziewamy się tego, że trzeba będzie pacjenta zaintubować, bo sprzęt nieinwazyjny nie daje rady. I siadamy, rozmawiamy, mówimy o tych procentach. Te osoby wyrażają zgodę, mówią: powalczmy, może się zmieszczę w tym procencie. Ale niestety, bardzo często jest inaczej - mówi dr Tomasz Karauda.
Violetta Baran Violetta Baran