wojsko (strona 2 z 20)

Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?
4:30

Panika w Moskwie. Co zrobią władze Rosji?

- Myślę, że Rosjanie zaczęli się bać i dostrzegać całą grozę, która płynie z tej sytuacji, w której znalazło się ich państwo, które stało się agresorem - skomentowała obecną sytuację w Rosji dla Wirtualnej Polski Anna Maria Dyner, analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W niedzielę podjęto decyzję, że banki Rosji zostaną odcięte od systemu SWIFT, co wywołało, wśród Rosjan falę paniki. Przed bankomatami w Moskwie, pojawiły się długie kolejki mieszkańców, którzy chcieli w ostatnim momencie wypłacić swe oszczędności. - Czas gra tutaj na korzyść Ukrainy i na niekorzyść Rosji, bo okazuje się, że rosyjskie władze przelicytowały i nie myślały, że będzie tak duży opór po stronie ukraińskiej. Nawet pudrowanie rzeczywistości w rosyjskich mediach, pokazuje, że Rosjanie i tak wiedzą swoje i mają poczucie, że w jakimś stopniu są zagrożeni. - Wielu ekspertów mówi, że duża nadzieja w tym, że czołowi wojskowi przestaną wierzyć Putinowi i przestaną wierzyć w Putina, czy to jest możliwy scenariusz? – dopytywała gościa Agnieszka Kopacz, prowadząca program. - Myślę, że to bardzo trudne, bo jednak ta operacja wojskowa odbyła się przy pełnym poparciu sztabu generalnego, jak i Ministerstwa Obrony - odpowiedziała Anna Maria Dyner. Zauważyła jednak, że operacja wojskowa jest "dziwna", bo Rosjanie sprawiają wrażenie, że nie mają planu działania. Dodała przy tym, że część żołnierzy, która trafiła do niewoli relacjonowała, że miała świadomość uczestnictwa w ćwiczeniach, a nie regularnej wojnie z Ukrainą, które wielu z nich nie uważał wcale za wrogie. - Dużo osób w sztabie generalnym i Ministerstwie Obrony zastanawia się teraz co zrobić dalej, żeby umieć odpowiadać przed społeczeństwem - dodała Dyner.
Opcje
Ukraińcy gotowi na atak Rosji. Napięta sytuacja na terenach przygranicznych
2:00

Ukraińcy gotowi na atak Rosji. Napięta sytuacja na terenach przygranicznych

Ukraińcy deklarują gotowość na ewentualny atak ze strony Rosji. Siły wojskowe na terenach przygranicznych zostały wzmocnione. Ukraińska Państwowa Straż Graniczna również została wyposażona w dodatkowy sprzęt do monitorowania granicy, w ściśle strzeżony obszar skierowano również kolejne oddziały. Mieszkańcy okolic Charkowa na wschodzie Ukrainy są również mentalnie przygotowani na nadejście najgorszego. Wiktor Pichugin mieszkający w Charkowie powiedział w wywiadzie dla brytyjskiej telewizji Sky News, że ''jest przerażony i czuje, że Ukraina jest na krawędzi czegoś strasznego''. Inna mieszkanka Charkowa, Julia Napolska stwierdziła, że ''jeśli ktoś spróbuje znowu odebrać im wolność, to będą walczyli''. Rosja zgromadziła w ostatnich tygodniach ponad 100 tys. żołnierzy oraz setki czołgów i jednostek artylerii. Utrzymują w niepewności Ukrainę oraz jej zachodnich sojuszników. Napięcie pomiędzy Ukrainą a Rosją stale rośnie. Obydwa kraje deklarują, że nie zależy im na konflikcie zbrojnym. Zachowanie Kremla jednak wskazuje na coś zupełnie innego. W ostatnim czasie Rosja zorganizowała także duże manewry wojskowe blisko granicy z Ukrainą, co z pewnością nie służy stabilności w relacjach między obydwoma sąsiadami. Stany Zjednoczone oraz Unia Europejska zaapelowały do Władimira Putina, o zaniechanie dalszych działań prowokacyjnych i militarnych. Padły z ich strony nawet groźby o sankcjach, które miałaby otrzymać Rosja w razie ataku na Ukrainę. Kreml odpowiedział zgromadzeniem dodatkowych sił przy granicy z Ukrainą, ogłoszeniem, że ich wojska mogą wrócić na Karaiby, a także stwierdzeniem, że próba odzyskania przez Ukrainę kontroli nad obszarami na wschodzie, kontrolowanymi przez wspieranych przez Rosję separatystów, będzie miała ''poważne konsekwencje dla ukraińskiej państwowości''.
Opcje
Konflikt Rosja-Ukraina. We wsi na linii ostrzału pozostała garstka mieszkańców
1:53

Konflikt Rosja-Ukraina. We wsi na linii ostrzału pozostała garstka mieszkańców

W niemal opustoszałej wsi na wschodzie Ukrainy rośnie napięcie związane z zagrożeniem rosyjską inwazją w pobliżu granicy. Konflikt w Donbasie trwający od 2014 r. budzi obawy Ukrainy i Zachodu o wznowienie działań wojennych na pełną skalę. W centrum tych wydarzeń znajduje się wieś Nowoaleksandrówka. W ciągu dnia słychać tu strzały z broni ręcznej, po zmierzchu ustępują one hukowi sprzętu artyleryjskiego i ostrzałowi moździerzowemu. W wiosce mieszkało kiedyś 200 osób, po latach wojny pozostało tylko 11 mieszkańców. Wśród nich jest 73-letnia Hałyna, samotna staruszka. Kobieta w rozmowie z brytyjską telewizją Sky News przyznaje, że nie chce opuścić swojego domu. Wierzy, że Rosja nie dokona inwazji na Ukrainę. - Przyzwyczaiłam się do takiego życia tutaj... czuję się dobrze. Mało nas tu zostało, ale ludzie jeszcze są. Mnie u siebie dobrze – podkreśla mieszkanka Nowoaleksandrówki. Starszy lejtnant Wiktor Bieliekow z 24. Samodzielnego Batalionu Szturmowego cały czas obserwuje pobliskie pozycje separatystów. - Zawsze istnieje ryzyko, że nastąpi jakiś atak ze strony wroga. Dlatego tu jesteśmy. Prawdopodobieństwo ataku istnieje – twierdzi Bieliekow. Rosja zaprzecza doniesieniom o możliwym ataku. W trakcie niedawnego szczytu NATO-Rosja, Moskwa zażądała gwarancji od Sojuszu, że NATO nie rozszerzy się o Ukrainę lub inne kraje byłego Związku Radzieckiego. Te żądania zostały odrzucone. Rosja zaanektowała Półwysep Krymski należący do Ukrainy w 2014 r., a także wsparła prorosyjskich separatystów, którzy zajęli tereny przygraniczne na wschodzie tego kraju. W ciągu prawie ośmiu lat walk zginęło łącznie ponad 14 tys. osób.
Opcje
"Zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności". Gen. Bieniek o dezerterze
3:42

"Zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności". Gen. Bieniek o dezerterze

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że żołnierz, który w ubiegłym tygodniu uciekł na Białoruś, usłyszy zarzut dezercji. Taki czyn zagrożony jest karą do 10 lat więzienia. W programie "Newsroom WP" gen. Mieczysław Bieniek powiedział, że kwalifikacja czynu może ulec zmianie, jeśli prokuratura znajdzie dowody świadczące o tym, że Emil Cz. mógł przekazać Białorusinom jakieś informacje dotyczące polskiej armii. - W przypadku szpiegostwa, taki czyn zagrożony jest karą do 25 lat więzienia. Pytanie, jakie on mógł przekazać tajemnice. Rozmieszczenie jednostki, częstotliwości, na których nadajemy. Dla strony białoruskiej to jest jasne. Mają po drugiej stronie granicy system walki radioelektronicznej. Oni wiedzą, na jakich częstotliwościach pracujemy, podsłuchują nasze rozmowy. Mam nadzieję, że nasze służby o tym również wiedzą i stosują jakąś szyfrografię - mówił gen. Bieniek. Generał został również zapytany o to, jak to się stało, że w wojsku służył człowiek, który nie raz popadł w konflikt z prawem. - Sam sobie zadaję takie pytanie. Selekcjonując żołnierzy (...) służby kontrwywiadu wojskowego, które są tak bardzo teraz rozbudowane, powinny nadzorować, monitorować takie sprawy. Szczególnie monitorować zachowania żołnierzy, którym powierzane są odpowiedzialne zadania, na granicy. To jest dla mnie zadziwiająca sprawa, że taki żołnierz został dopuszczony do takich czynności - podsumował gen. Bieniek.
Opcje
Rosyjskie rakiety na wyspie na Pacyfiku. Zdecydowany ruch Moskwy w sporze
1:24

Rosyjskie rakiety na wyspie na Pacyfiku. Zdecydowany ruch Moskwy w sporze

Rosyjskie wojsko rozmieściło systemy rakietowe obrony wybrzeża w pobliżu wysp Pacyfiku, do których pretensje rości Japonia. Ten ruch ma podkreślić zdecydowane stanowisko Moskwy w sporze terytorialnym z Krajem Kwitnącej Wiśni. Systemy zostały umieszczone na Matua, bezludnej wyspie wulkanicznej w środku łańcucha Wysp Kurylskich. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało w czwartek (2 grudnia) nagranie przedstawiające sprzęt wojskowy. Rozmieszczenie obejmowało utworzenie pomieszczeń mieszkalnych dla personelu, hangarów dla pojazdów i innej infrastruktury. Broń jest zdolna do uderzenia w cele morskie w zasięgu do 500 kilometrów. Akcja nastąpiła po serii posunięć Rosji w celu wzmocnienia obecności wojskowej na Wyspach Kurylskich. W 2016 roku na dwóch z czterech najbardziej wysuniętych na południe Wysp Kurylskich umieściła systemy rakietowe obrony wybrzeża Bal i Bastion. W kolejnych latach wysyłała tam najwyższej klasy systemy rakiet przeciwlotniczych i tworzyła bazę lotniczą na wyspie Iturup, gdzie rozmieszczono myśliwce. Japonia rości prawa terytorialne do czterech najbardziej wysuniętych na południe wysp łańcucha Kurylskiego i nazywa je Terytoriami Północnymi. Związek Radziecki zajął te wyspy w ostatnich dniach II wojny światowej, a spór powstrzymał kraje od podpisania traktatu pokojowego, formalnie kończącego działania wojenne. Na owalnej, 11-kilometrowej wyspie, na której rozmieszczono rosyjskie pociski, podczas II wojny światowej znajdowała się japońska baza wojskowa. Po przejęciu Wysp Kurylskich przez ZSRR, Matua była miejscem sowieckiej bazy wojskowej, która została zamknięta z powodu braku funduszy po upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku.
Opcje
Brytyjski F-35B runął do wody w trakcie startu. Wyciekło nagranie z momentu wypadku
1:01

Brytyjski F-35B runął do wody w trakcie startu. Wyciekło nagranie z momentu wypadku

Brytyjski myśliwiec F-35B spadł z końca pasa startowego lotniskowca i zatonął w Morzu Śródziemnym. Do sieci właśnie wyciekło nagranie z tego wypadku, do którego doszło na jednostce HMS Queen Elizabeth 17 listopada. Tajny dotąd obraz z kamery okrętu został skopiowany na telefon. Materiał z naruszeniem bezpieczeństwa pojawił się na Twitterze. W trakcie niewyjaśnionego dotąd incydentu warta 100 mln funtów maszyna zsunęła się z końca pasa startowego prosto do wody. Pilot odniósł niewielkie obrażenia. Zdążył katapultować się i został szybko wyciągnięty z wody. Przyczyna katastrofy jest wciąż badana, ale uważa się, że nie doszło do awarii technicznej. Prawdopodobnie zawinił człowiek. Pojawiły się głosy, że na maszynie leżała plastikowa osłona przeciwdeszczowa i po starcie została zassana do silnika. F-35B wciąż pozostaje na dnie morza. Trwa podwodny wyścig w celu odnalezienia wraku myśliwca i zabezpieczenia miejsca katastrofy pod wodą. Brytyjczycy chcą to zrobić, zanim na miejscu pojawią się rosyjscy nurkowie. Maszyna pozostaje na dnie Morza Śródziemnego już drugi tydzień. Problemem dla Brytyjczyków jest także sam wyciek nagrania momentu katastrofy. Tamtejsze służby próbują ustalić, kto odpowiada za telefoniczne nagranie i rozpowszechnienie klipu w sieci. Wiadomo, że dokonał tego członek załogi. Maszyna była jednym z ośmiu F-35 na pokładzie HMS Queen Elizabeth. Wielka Brytania ma łącznie 24 takie myśliwce. To pierwszy tak poważny incydent z udziałem któregokolwiek z nich. F-35B to najnowocześniejszy samolot bojowy i wywiadowczy, który może latać z prędkością naddźwiękową, będąc niewykrywalnym dla radarów. Rosja bacznie obserwuje brytyjski lotniskowiec HMS Queen Elizabeth. To jeden z dwóch największych okrętów zbudowanych dla brytyjskiej marynarki.
Opcje
Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę
1:15

Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, wezwał Rosję do "deeskalacji i zmniejszenia napięcia". Powodem jest koncentracja wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą. Szef NATO wyliczył, że Rosja już drugi raz w tym roku przerzuciła na granicę ciężką broń, artylerię, drony, systemy elektroniczne i "dziesiątki tysięcy żołnierzy gotowych do walki". W trakcie wizyty na Łotwie, Stoltenberg zapewniał, że zachowanie Rosji na granicy z Ukrainą jest "niesprowokowane i niewyjaśnione". - Każda przyszła agresja Rosji przeciwko Ukrainie będzie miała wysoką cenę, poważne konsekwencje polityczne i gospodarcze dla Rosji – ostrzegał na konferencji Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO. Ukraina wyraziła zaniepokojenie w obliczu rosyjskich działań wojskowych blisko granicy obu krajów. Według naszego wschodniego sąsiada, może to sygnalizować plany Moskwy dotyczące inwazji na fragment Ukrainy. Kreml zaprzecza tym doniesieniom, oskarżając Kijów i zachodnich sojuszników Ukrainy o snucie takich teorii, w celu ukrycia własnych rzekomo agresywnych planów. W piątek 26 listopada prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi postępowanie w związku z planowanym zamachem stanu w kraju, który miał się odbyć na początku grudnia. W sprawę miał być zaangażowany jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów oraz Rosjanie. Obie oskarżone strony zaprzeczyły.
Opcje