koronawirus (strona 22 z 160)

"Czarny grzyb" w Indiach. Śmiertelna infekcja u pacjentów z COVID-19
WIDEO

"Czarny grzyb" w Indiach. Śmiertelna infekcja u pacjentów z COVID-19

"Czarny grzyb" atakuje zakażonych na koronawirusa w Indiach. Tamtejsi lekarze ostrzegają przed rzadką i potencjalnie śmiertelnie niebezpieczną infekcją grzybiczną nazwaną murkomykozą. Powoduje ją grupa pleśni z rodzaju mucormycetes, które występują w glebie i powietrzu, a także np. rozkładającej się materii organicznej (gnijących liściach, kompoście). Pleśń może przedostać się do organizmu drogą oddechową lub przez skaleczenia, otarcia. Dostaje się do krwioobiegu i atakuje takie organy jak mózg, oczy, śledziona, serce. Ten rodzaj grzyba jest szczególnie groźny dla osób z osłabionym układem odpornościowym, w tym cukrzyków. Do zakażenia wystarczą mniej sterylne warunki. "Czarny grzyb" atakuje głównie płuca, rzadziej narządy jamy brzusznej lub skórę. Po diagnozie pacjent wymaga pilnego podania właściwych leków, a w zaawansowanych przypadkach chirurgicznego usunięcia zajętych tkanek. Jak donosi The New York Times, coraz większa liczba pacjentów z wirusem COVID-19 w Indiach choruje na tą rzadką infekcję. W stanie Maharasztra, gdzie znajduje się Bombaj, mukormykozą po wyleczeniu z COVID-19 zaraziło się 200 ozdrowieńców. 8 osób zmarło. Podobne przypadki zakażeń i wzrost liczby zgonów odnotowuje się w innych częściach kraju. Jeden z pacjentów musiał mieć usunięte oko z obawy szybkiego rozprzestrzenia się pleśni z oczu do mózgu. Jak podaje BBC, statystycznie nawet połowa przypadków zakażeń murkomykozą może skończyć się śmiercią.
Polacy zdjęli maseczki przed terminem. "Nie żałuję rekomendacji"
WIDEO

Polacy zdjęli maseczki przed terminem. "Nie żałuję rekomendacji"

Polski rząd od 15 maja znosi obowiązek noszenia maseczek na świeżym powietrzu. Trzeba tylko pamiętać o zachowaniu dystansu co najmniej 1,5 metra od innych osób. Można jednak zaobserwować, że Polacy, prawdopodobnie z uwagi na piękną pogodę postanowili ściągnąć maseczki wcześniej. Czy takie zachowanie jest rozsądne? Członek Rady Medycznej ds. COVID-19 prof. Miłosz Parczewski w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem przyznał, że powinno do tego dojść dopiero w dniu, o którym jest mowa w rozporządzeniu. - Rzeczywiście, większość naszego społeczeństwa już w tej chwili czuje się pod względem (zdejmowania) masek bezkarnie. Pamiętajmy oczywiście, że rozporządzenie wchodzi w życie wtedy, kiedy minister je podpisał i dopiero od tego momentu zdjęcie masek obowiązuje. Natomiast rzeczywiście trudno jest wymagać noszenia masek przy takiej pogodzie, jaką mamy teraz za oknem – przyznał prof. Parczewski. Z kolei zapytany o to, czy żałuje rekomendacji w związku ze zniesieniem obowiązku noszenia maseczek na świeżym powietrzu, odpowiedział, że decyzja ta oparta jest o naukowe dowody. - Nie, nie żałuję ponieważ jest ona naukowo uzasadniona. Nie ma praktycznie możliwości zakażenia się wirusem na otwartym powietrzu przy zachowaniu dystansu powyżej 1,5 metra – stwierdził. Zwrócił się również z prośbą do Polaków o rozsądek w kwestii utrzymywania dystansu społecznego po zniesieniu nakazu noszenia maseczek. - Apel do wszystkich państwa. Jeżeli będziecie widzieli, że jest zgromadzenie ludzi to należałoby tę maseczkę założyć, więc dobrze jest mieć ją (zawsze) przy sobie – apelował gość programu "Newsroom".
Koronawirus na świecie. Mocne słowa szefa WHO o szczepionkach
WIDEO

Koronawirus na świecie. Mocne słowa szefa WHO o szczepionkach

Szef Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus, przekazał na poniedziałkowej konferencji (10 maja), że liczba zachorowań i zgonów spowodowanych koronawirusem spadła w większości regionów. Widać to dobrze w najbardziej dotkniętych dotąd obszarach - obu Amerykach i Europie. Krzywa zachorowań utrzymuje się na podobnym, ale wciąż wysokim poziomie. Tylko w ubiegłym tygodniu na świecie odnotowano ponad 5,4 mln potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Na COVID-19 zmarło w ciągu tygodnia blisko 90 tys. osób. - Każdy spadek zachorowań jest mile widziany, ale byliśmy w podobnym punkcie już wcześniej – podkreślił Tedros Adhanom Ghebreyesus. - W ciągu ostatniego roku wiele państw doświadczyło tendencji spadkowej w liczbie zachorowań i zgonów, zbyt szybko poluzowało obostrzenia zdrowotne i społeczne. Niektórzy stracili czujność, a ciężko wywalczone korzyści szybko zaprzepaszczono – dodał. Szef WHO zwrócił uwagę na szczepionki ich skuteczność w hamowaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa i zmniejszaniu liczby ciężkich przypadków zakażeń. Jednocześnie Tedros Adhanom Ghebreyesus mówił o "szokujących i globalnych dysproporcjach w dostępie do szczepionek", wskazując to jako największe z zagrożeń szybkiego zakończenia pandemii. – Nadejdzie czas, kiedy wszyscy będziemy mogli zdjąć maski, nie będziemy musieli utrzymywać dystansu, znów wspólnie będziemy mogli chodzić na koncerty i imprezy sportowe. Nie osiągniemy tego jednak, dopóki większość światowej populacji nie będzie zaszczepiona – podkreślał do dziennikarzy szef WHO. W trakcie spotkania Tedros Adhanom Ghebreyesus ogłosił także rozpoczęcie akcji "Razem dla Indii" w celu zebrania środków na wsparcie pracy WHO w Indiach – m.in. na zakup tlenu, leków i środków ochrony osobistej. Indie są obecnie jednym z najbardziej dotkniętych regionów przez tamtejszą mutację koronawirusa.