europa

Nastoletnia narzeczona dżihadysty błaga o powrót do Wielkiej Brytanii. "Przeżyłam piekło na Ziemi"
WIDEO

Nastoletnia narzeczona dżihadysty błaga o powrót do Wielkiej Brytanii. "Przeżyłam piekło na Ziemi"

Była narzeczona dżihadysty, wojowniczka zwerbowana przez członków tzw. Państwa Islamskiego, błaga o możliwość powrotu do Wielkiej Brytanii. Chce stanąć przed tamtejszym sądem. Brytyjska uczennica Shamima Begum w wieku 15 lat uciekła z Londynu, by w 2015 r. dołączyć do bojowników ISIS. Dziś 21-latka przebywa w obozie więziennym w północno-wschodniej Syrii i prosi o przesłuchanie przedstawicieli brytyjskiego rządu. Kobieta chce zapewnić opinię publiczną, że nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego swojej dawnej ojczyzny. Begum zależy na powrocie do Europy. - Nie sądzę, bym mogła ich uspokoić [Brytyjczyków, którzy widzą w niej zagrożenie dla bezpieczeństwa - przyp. red.]. Tylko rząd może ich uspokoić, a jedynym sposobem jest to, że przyjadę tutaj, by zobaczyli się ze mną. Zabiorą mnie z powrotem i będą przesłuchiwać tak długo, jak tylko będą chcieli. Mają od tego ludzi, mają wykrywacze kłamstw, jest wiele sposobów – podkreślała Shamima Begum w wywiadzie dla Sky News, opublikowanym przez agencję Associated Press. W wieku 15 lat jako uczennica uciekła do Rakki, by zasilić szeregi ISIS w Syrii. Wyszła tam za mąż za holenderskiego bojownika, któremu urodziła trójkę dzieci. Jak podaje AP, wszystkie nie żyją. Początkowo Brytyjce zwerbowanej przez internet obiecano w Syrii raj. - Tak naprawdę to było piekło. Piekło na Ziemi – wspomina była członkini tzw. Państwa Islamskiego. Jej nadzieje na powrót do Wielkiej Brytanii są małe. Sajid Javid, były minister spraw wewnętrznych, pozbawił kobietę brytyjskiego obywatelstwa natychmiast po tym, jak znaleziono ją w syryjskim obozie dla uchodźców.
Osadnictwo wikingów w Ameryce. Przełomowe odkrycie równo sprzed 1000 lat
WIDEO

Osadnictwo wikingów w Ameryce. Przełomowe odkrycie równo sprzed 1000 lat

Wikingowie żyli na terenie Ameryki Północnej już od co najmniej 1021 r. Tak wynika z najnowszych badań opublikowanych w magazynie "Nature". To pierwszy tak szczegółowy dowód już tysiącletniego osadnictwa Europejczyków w Ameryce. Odkrycie potwierdza, że wikingowie przypłynęli do nieznanego wówczas kontynentu z Grenlandii ok. 500 lat wcześniej od Krzysztofa Kolumba. Naukowcom z Uniwersytetu w Groningen udało się to ustalić na podstawie datowania radiowęglowego ściętych drzew w osadzie wikingów - L'Anse aux Meadows. Dodatkowo trzy badane fragmenty drewna zostały ścięte metalowym narzędziem, którego rdzenni mieszkańcy Ameryki nie potrafili jeszcze wytwarzać. Tak precyzyjne określenie wieku drzew było możliwe m.in. dzięki burzy słonecznej z 993 r., która wpłynęła na ich usłojenie. - Artykuł o odkryciu jest przełomowy, ponieważ jest pierwszą roczną datą, bardzo precyzyjną datą dotyczącą osadnictwa w L'Anse aux Meadows – tłumaczy w rozmowie z wideo.wp.pl dr Elżbieta Jaskulska z Katedry Bioarcheologii, Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. - Nikt nie miał wątpliwości, że ta data jest prawidłowa i wiarygodna. To wszystko dzięki profilowi dendrochronologicznemu, czyli analizie przyrostów rocznych (słojów) drewna – dodaje. Badacze wzięli też pod uwagę, czy drewno na podstawie którego określono rok powstania osady, zostało od razu użyte przed Wikingów do budowy. Wiemy bowiem, że więźba dachu katedry Notre Dame była 300 lat starsza, niż sama budowla. Drzewo zostało tu ścięte dużo wcześniej i przechodziło naturalną impregnację w bagnach.
Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna
WIDEO

Abp Marek Jędraszewski krytykuje UE. Ks. Kobyliński: dyskusja jest barwna, ale nie merytoryczna

Abp Marek Jędraszewski podczas homilii na Jasnej Górze skrytykował postawę Unii Europejskiej, która według niego obiecuje pieniądze, w zamian za odejście od bożego prawa. W programie ''Newsroom WP'' gościem był ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ksiądz profesor został zapytany przez prowadzącego o słowa arcybiskupa. - Ta nasza polska dyskusja naprawdę jest barwna, ale nie merytoryczna. Pytanie najważniejsze jest, czym będzie w przyszłości Unia Europejska, a te pytania u nas w Polsce w ogóle nie padają, także jeśli chodzi o polityków czy duchownych - stwierdził ks. prof. Kobyliński. Dalej gość ''Newsroomu WP'' dopytany został jeszcze o to, czy jego zdaniem UE rzeczywiście zagraża polskiemu kościołowi. - To nie jest tak, że kościół katolicki w Polsce ktoś chce zniszczyć, prześladować czy ograniczać jego działalność i uważam, że te nastroje wojenne są trochę przesadzone. Pytanie jest inne, w jaki sposób kościół w Polsce może przetrwać w tym nowym modelu Unii Europejskiej. [...] W 2004 roku wchodziliśmy do Unii już do tego modelu preferującego europejskie superpaństwo w wersji lewicowo-liberalnej. Warto dzisiaj pytać w Polsce co dalej i jaką mieliśmy świadomość tego problemu w 2004 roku - powiedział gość programu ''Newsroom WP''. Na koniec prowadzący zapytał księdza profesora o to, czy nie jest jednak tak, że politycy najpierw zgodzili się na takie warunki, wzięli pieniądze z Unii, a teraz, gdy rodzą się problemy, to chcą się od Unii odciąć. - Zupełnie o czym innym dyskutuje dzisiaj świat, gdy chodzi o Europę, Amerykę czy Azję. Chodzi o zmianę globalnego porządku. [...] Tzn. przechodzimy od modelu jednobiegunowego, w którym jedynym supermocarstwem były Stany Zjednoczone, w stronę modelu wielobiegunowego, w którym będzie kilka supermocarstw. [...] To sprawia, że wywraca się do góry nogami stary porządek i w tym nowym rozdaniu, jest pytanie bardzo trudne, jeśli chodzi o Unię Europejską. Czy Unia Europejska jako związek państw narodowych, może sprostać tej szalonej konkurencji, czy też Europie jest potrzebne silne, europejskie superpaństwo z jedną polityką zagraniczną i z jedną armią. Gdy obecnie śledzę dyskusję niemiecką, francuską czy włoską, dotyczącą świata po Afganistanie, to mam coraz więcej wątpliwości, czy nie trzeba w Europie iść w kierunku jakiejś formy federacji - podsumował ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Po 2060 roku Europę może czekać katastrofa. Ostrzeżenie od naukowców z USA
WIDEO

Po 2060 roku Europę może czekać katastrofa. Ostrzeżenie od naukowców z USA

Naukowcy z Uniwersytetu w Arizonie na podstawie swoich badań dowiedzieli się, że do 2060 roku w wyniku dalszego ocieplania klimatu, Prąd Północnoatlantycki może zmienić swoje położenie na północny zachód. Obecnie porusza się w kierunku północno-wschodnim przez Ocean Atlantycki, dociera zachodnich granic Wysp Brytyjskich, a następnie stamtąd kieruje się nad północną Skandynawię, gdzie jego wody oddają ciepło do atmosfery. Sytuacja, w której ta droga byłaby zaburzona, miałaby katastrofalne skutki dla Europy, ponieważ prąd ten reguluje poziom temperatury, kształt pogody oraz sumy opadów dla Starego Kontynentu. Zdaniem naukowców, po 2060 roku anomalie pogodowe takie jak powodzie, trąby powietrzne, gwałtowne burze, susze, będą znacznie częstsze, niż miało to miejsce do tej pory. Specjaliści swoje wnioski oparli na badaniach lądolodu na Grenlandii. Zbadali jego zmiany z ostatnich 1250 lat oraz porównali je do zmian klimatycznych obecnie panujących. Skonfrontowali te wyniki także ze zmianami w sumach opadów i suchych dni w Europie oraz zmian temperatur. - Nasze analizy są ostrzeżeniem - powiedział klimatolog Matthew Osman z Uniwersytetu Arizony. Prąd Północnoatlantycki odgrywa bardzo znaczącą rolę w kształtowaniu pogody w Europie. Zdaniem ekspertów, fale upałów oraz gwałtowne powodzie w ostatnich miesiącach w Europie były również powiązane z działaniem tego prądu. Pełne wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie naukowym Proceedings of the National Academy of Sciences.
Główny prąd morski Atlantyku na granicy załamania. Naukowcy mówią o katastrofie
WIDEO

Główny prąd morski Atlantyku na granicy załamania. Naukowcy mówią o katastrofie

Zespół naukowców z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu, Wolnego Uniwersytetu w Berlinie i Uniwersytetu w Exeter ostrzegają, że system transportu ciepła w Oceanie Atlantyckim zwany AMOC, jest u kresu swojej stabilności. Z raportu, który opublikowano w czasopiśmie Nature Climate Change wynika, że katastrofy klimatyczne i anomalie pogodowe, które obserwujemy w Europie i w Amerycie Północnej, wynikają częściowo z tej sytuacji. Atlantycka Południkowa Cyrkulacja Wymienna (AMOC) transportuje zimną wodę z północnego Atlantyku na południe, a dalej ciepłą wodę z tropików na północ oceanu. Ta ''powrotna'' droga ciepłej wody na północ nazywana jest Prądem Zatokowym (Golfsztromem). To właśnie Golfsztorm, czyli te ciepłe masy wody sprawiają, że w Europie panuje stałość temperatur w okresie zimy i lata. Obecny stan Atlantyckiej Południkowej Cyrkulacji Wymiennej sprawia, że dochodzi do dużych wahań temperatur i co za tym idzie, anomalii pogodowych, które dotykają stary kontynent. Zdaniem badaczy ogromne pożary, powodzie, trąby powietrzne, bardzo wysokie temperatury, są wynikiem między innymi brakiem stabilności prądów morskich. Sytuacja może być jednak jeszcze gorsza. Jeżeli AMOC rozreguluje się trwale, wówczas może dojść do gwałtownych zmian pogodowych, które dotąd zobaczyć można było tylko na filmach. Winę za taki stan rzeczy ponosi w głównej mierze niszcząca środowisko działalność człowieka. Ocieplanie klimatu np. powoduje masowe topnienie lodowców, powstawanie chmur opadowych, które powodują powodzie i podtopienia. Masy słodkiej wody zasilają w ten sposób słone oceany. Słodka woda jest lżejsza od słonej, dlatego zaburzona zostaje tendencja wymiany wody powierzchniowej z tą w głębinach oceanu. W ten sposób prądy morskie zostają zaburzone i dochodzi do wielu nieprzewidzianych anomalii.
Rekordowy sezon huraganów. Wielka Brytania i USA ostrzegają przed groźnymi zjawiskami
WIDEO

Rekordowy sezon huraganów. Wielka Brytania i USA ostrzegają przed groźnymi zjawiskami

Nadchodzi groźny sezon huraganów. Wkrótce czekają nas pierwsze potencjalnie niebezpieczne zjawiska pogodowe. Brytyjskie służby meteorologiczne wydały prognozy ostrzegające przed tegorocznym sezonem huraganów na północnym Atlantyku. Meteorolodzy z Met Office przewidują w 2021 r. 14 burz, siedem huraganów i trzy duże huragany na obszarze bliższym Europie. Tegoroczny sezon huraganów na Atlantyku potrwa od 1 czerwca do 30 listopada. Przedstawiciele Amerykańskiej Narodowej Administracji Oceanicznej i Atmosferycznej (NOAA) mówią o rekordowym sezonie z falą ponadprzeciętnych, groźnych burz. Dla amerykańskiej części Atlantyku prognozuje się 13-20 dużych burz, z czego 6-10 stanie się huraganami, a 5 może stać się dużymi huraganami, z wiatrem o prędkości co najmniej 179 km/h. Niezależnie od liczb, eksperci przypominają, że zaledwie jeden, ale bardzo duży huragan jest w stanie wyrządzić niesamowite szkody na lądzie. Analiza 4 tys. cyklonów tropikalnych w ciągu czterech dekad wykazała, że groźne burze przybierają na sile wraz ze wzrostem globalnych temperatur. Modele naukowców wykazały, że w ciągu ostatniej dekady huragany zalały obszary przybrzeżne o 10 proc. większą liczbą opadów z powodu zmian klimatycznych. Do końca stulecia może nastąpić niebezpieczny wzrost opadów o 30 proc. Spokojniej niż zwykle ma być na Pacyfiku, gdzie Amerykanie prognozują 2-5 cyklonów tropikalnych. Zwykle prognozowane są co najmniej cztery. Mniejsza aktywność jest spowodowana chłodniejszymi temperaturami oceanu we wschodniej i centralnej części tropikalnego Pacyfiku, gdzie tworzą się huragany. Rok 2020 był rekordowym sezonem huraganów na Oceanie Atlantyckim pod względem nie siły, a liczby odnotowanych zjawisk. Było to 30 nazwanych burz, z których 12 zaatakowało część kontynentalną Stanów Zjednoczonych. Przed ubiegłym sezonem najgroźniejszy na Atlantyku był 2005 r. z 28 nazwanymi burzami.
Wielkie ćwiczenia wojskowe. Pokaz sił NATO z polskimi i amerykańskimi żołnierzami
WIDEO

Wielkie ćwiczenia wojskowe. Pokaz sił NATO z polskimi i amerykańskimi żołnierzami

Ruszyły ćwiczenia Defender-Europe 21. Blisko tysiąc spadochroniarzy z Polski, USA, Rumunii, Niemiec i Holandii wzięło udział w poniedziałek (10 maja) w manewrach wojskowych w bazie lotniczej Boboc w południowo-wschodniej Rumunii. To element programu Defender-Europe 21, corocznych i wielonarodowych ćwiczeń dowódczo-sztabowych, które organizuje Dowództwo Sił Lądowych USA w Europie i Afryce (USAREUR-AF). Dotyczą one budowania gotowości i interoperacyjności między wojskami USA, siłami NATO i partnerami w Europie. Generał dyw. Joe Jarrard, zastępca dowódcy sił lądowych USA w Europie, podkreślił, że ćwiczenia nie mają nic wspólnego z napiętą sytuacją we wschodniej części Ukrainy. Dodał, że mimo charakteru obronnego manewrów, nie są one skierowane przeciwko żadnemu konkretnego przeciwnikowi. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych RP, generał broni Tomasz Piotrowski zwrócił jednak uwagę, że obecnie obserwujemy bardzo dynamicznie zmieniające się otoczenie. - Z wielu przyczyn środowisko bezpieczeństwa ulega degradacji – ocenił Piotrowski. W tym roku w ramach ćwiczeń w południowej Europie łącznie udział weźmie ponad 28 tys. żołnierzy z 26 państw członkowskich NATO i sojuszników. Działania będą prowadzone na 30 poligonach i strategicznie ważnych obszarach 14 krajów jednocześnie. Tegoroczne Defender-Europe 21 potrwają do początku czerwca.