kryzys

Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę
WIDEO

Rosja gromadzi siły przy Ukrainie. Szef NATO: każda agresja Rosji będzie miała wysoką cenę

Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO, wezwał Rosję do "deeskalacji i zmniejszenia napięcia". Powodem jest koncentracja wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą. Szef NATO wyliczył, że Rosja już drugi raz w tym roku przerzuciła na granicę ciężką broń, artylerię, drony, systemy elektroniczne i "dziesiątki tysięcy żołnierzy gotowych do walki". W trakcie wizyty na Łotwie, Stoltenberg zapewniał, że zachowanie Rosji na granicy z Ukrainą jest "niesprowokowane i niewyjaśnione". - Każda przyszła agresja Rosji przeciwko Ukrainie będzie miała wysoką cenę, poważne konsekwencje polityczne i gospodarcze dla Rosji – ostrzegał na konferencji Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO. Ukraina wyraziła zaniepokojenie w obliczu rosyjskich działań wojskowych blisko granicy obu krajów. Według naszego wschodniego sąsiada, może to sygnalizować plany Moskwy dotyczące inwazji na fragment Ukrainy. Kreml zaprzecza tym doniesieniom, oskarżając Kijów i zachodnich sojuszników Ukrainy o snucie takich teorii, w celu ukrycia własnych rzekomo agresywnych planów. W piątek 26 listopada prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi postępowanie w związku z planowanym zamachem stanu w kraju, który miał się odbyć na początku grudnia. W sprawę miał być zaangażowany jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów oraz Rosjanie. Obie oskarżone strony zaprzeczyły.
Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"
WIDEO

Ukraina: Rosja może zaatakować w styczniu. "Niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji"

Rosja w styczniu będzie gotowa by zaatakować Ukrainę - poinformował naczelnik głównego zarządu wywiadu ministerstwa obrony Ukrainy Kyryło Budanow. Czy Moskwa zamierza przy tym wykorzystać kryzys na granicy polsko-białoruskiej? - Tutaj są rozgrywane dwie sprawy. Na pewno kwestia gazu i kwestia Ukrainy. Dołożyłbym też kwestię Białorusi. Na ile Białoruś będzie państwem niezależnym lub też kwaziniezależnym. Na ile Rosja będzie coraz bardziej ten kraj pochłaniać, ze szkodą strategiczną dla Polski - powiedział w rozmowie z "Newsroom WP" ppłk Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu. Dodał jednak, że Kijów ma duże wsparcie ze strony USA i Brytyjczyków. - Jeżeli Ukraińcy to czują, i my też powinniśmy zdecydowanie udzielać takiego wsparcia, tym trudniej będzie Rosji zdecydować się na jakiekolwiek ruchy. To jest taka analogia - czym więcej zaangażowania międzynarodowego, czym więcej poparcia dla Polski w przypadku kryzysu granicznego, tym trudniej jest operować reżimowi w Mińsku jak i w Moskwie - mówił podpułkownik. Podkreślił jednocześnie, że Polska powinna w tej sprawie działać zgodnie z wytycznymi NATO, bo "Polska jest mocna na tyle, ile jest mocna w strukturach północnoatlantyckich". Na pytanie, czy nasz kraj w odpowiedni sposób reprezentuje interes Ukrainy, powiedział: niestety wiemy, jaka jest forma polskiej dyplomacji. - Jeżeli porównamy nasze możliwości z okresem "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie i teraz, to niestety to porównanie wypada na niekorzyść Polski - podsumował Faliński.
Dramatyczne ulewy w Kanadzie. Kolumbia Brytyjska ogłosiła stan wyjątkowy
WIDEO

Dramatyczne ulewy w Kanadzie. Kolumbia Brytyjska ogłosiła stan wyjątkowy

Władze prowincji Kolumbia Brytyjska w Kanadzie wprowadziły stan wyjątkowy w związku z powodziami i lawinami błotnymi, do których doszło po ostatnich rekordowych ulewach. Położona u wybrzeży Pacyfiku część Kanady znalazła się w dramatycznej sytuacji. Skala zniszczeń jest ogromna. W wielu miejscach doszło do osuwisk, pęknięć, podtopień wielu domów. W niektórych miejscach woda pitna nie nadaje się do spożycia. Co najmniej 20 tys. ludzi musiało opuścić swoje domy. Po zejściu lawiny błotnej, z jednej z autostrad, za pomocą helikopterów wojskowych, ewakuowano ok. 300 osób. W poniedziałek z jednego z osuwisk błotnych wydobyto ciało kobiety. Władze spodziewają się, że liczba zaginionych lub ofiar będzie większa. Rząd federalny zapowiedział pomoc wojskową, która wspiera już mieszkańców w ewakuacji i pomaga w zaopatrzeniu. Kanadyjska minister rolnictwa Lana Popham przekazała, że w następstwie rekordowych powodzi zginęły tysiące zwierząt. Pojawiły się nagrania rolników, którzy na skuterach ratowali krowy po szyje brodzące w wodzie. Niektóre zwierzęta musiały zostać uśpione. Weterynarze i służby cały czas próbują dotrzeć do innych, które są w niebezpieczeństwie. Premier Kanady Justin Trudeau zwołał posiedzenie specjalnej grupy interwencyjnej, która ustaliła zakres pierwszych działań. Władze zapewniają, że pomoc dotrze do wszystkich potrzebujących. W niektórych miejscach ludzie rzucili się na półki sklepowe, mimo zapewnień o tym, że nie braknie żywności. Problemem jest jednak przerwanie ciągów komunikacyjnych. Zalane drogi lub osuwiska błotne utrudniają komunikację.
Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument
WIDEO

Stan wyjątkowy na stałe? Jest rządowa ustawa, opozycja grzmi. Minister Ozdoba: Absurdalny argument

Kończy się konstytucyjny okres trwania stanu wyjątkowego. Rząd, by reagować na kryzys na granicy Polski i Białorusi, przygotował projekt ustawy o ochronie granicy, którym zajmie się teraz parlament. Opozycja grzmi, że to pozwoli rządowi na omijanie konstytucji i niedopuszczanie dziennikarzy do granicy. - Absurdalny argument, ale tak naprawdę nie chciałbym zajmować się argumentacją opozycji, bo ona pokazuje, że jest nieodpowiedzialna. Zachowania, których byliśmy świadkami, od posła, który niczym pędziwiatr czy Benny Hill biegał z torbą po granicy, czy panią Jachirę, czy ataki na godność funkcjonariuszy. Ja uważam, że nawet przekroczono uprawnienia, bo pokazywanie legitymacji, skanowanie twarzy i wyzywanie, to jest coś niedopuszczalnego, a tego byliśmy świadkami - powiedział w "Money. To się liczy" Jacek Ozdoba, wiceminister klimatu, rzecznik Solidarnej Polski. - Wprowadzono stan wyjątkowy z uwagi na sytuację, która była na polsko-białoruskiej granicy. Wojna hybrydowa, której jesteśmy świadkami, z którą nie polemizuje Unia Europejska, nie polemizuje NATO, ale polemizuje cała opozycja totalna. To świadczy o tym, że oni mają podejście podobne do strony białoruskiej. Opozycja mówi językiem Mińska, coś tu jest nie tak. Nie podejrzewam ich o agenturalne wpływy, ale być może o głupotę, albo skrajny cynizm. To mocne słowa, które z moich usta padają, ale nikt już nie traktuje poważnie tych argumentów. Mur jest potrzebny, oni są na nie, debata - są na nie. Ze wszystkim są na nie. Teraz ustawa i rozwiązania, które mają zapewnić stabilność i dać nam pas bezpieczeństwa. Nikt niczego nie chce cenzurować, tu chodzi o bezpieczeństwo - dodał minister Ozdoba w rozmowie z money.pl pytany o kryzys na granicy z Białorusią.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Poruszający apel radnej Michałowa. "Te dzieciaczki nie są niczemu winne"
WIDEO

Poruszający apel radnej Michałowa. "Te dzieciaczki nie są niczemu winne"

- To jest przerażające. Bardzo boję się tego, że coraz częściej nasze Michałowo będzie znane z tego, że w Michałowie umierają ludzie. Boję się, że w tej kukurydzy będzie bardzo dużo osób, które straciły życie - powiedziała w programie "Newsroom" WP przewodnicząca rady miejskiej w Michałowie, Maria Bożena Ancipiuk. Skomentowała w ten sposób informację o tym, że w miejscowości Klimówka, niedaleko granicy, znaleziono ciało 24-letniego mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń wynika, że znajdował się wcześniej na terenie Białorusi i pochodził z Syrii. Radna przyznała, że jeszcze nie spotkała na swojej drodze imigrantów, ale trafiła na mnóstwo porzuconych ubrań, które świadczą o ich obecności. - Jest to odzież praktycznie nowa. Widać, że była raz założona i zmieniona. Są tam też reklamówki, ogniska. Czuć, że niektóre jeszcze niedawno były rozpalane, że jeszcze niedawno odeszli stamtąd imigranci - relacjonowała kobieta. Jak dodaje, rada nawiązała współpracę ze strażą graniczą, by pomóc koczującym w lasach. - Zawieźliśmy cały samochód strażacki ubrań, ciepłych kurtek, spodni, butów, wodoodporne koce - wymieniała Ancipiuk. Podkreśliła, że przy obecnych minusowych temperaturach nawet dorosła osoba, odpowiednio ubrana do pogody, nie byłaby w stanie przeżyć w takich warunkach, w jakich trwają imigranci. - A co dopiero dzieci? Widzimy, że osoby starsze oddają ciepło tym dzieciom. Przytulają się. Widzimy, że te osoby, jak są w grupie, to siedzą jedna przy drugiej, żeby wzajemnie się ogrzewać, a w środku leżą te dzieci. Te małe dzieci. Te dzieciaczki, które niczemu nie są winne. Zostały zabrane z domu, gdzie nie ma tego ciepła, gdzie nie ma spokoju, i wywiezione w nieznane. Przecież one nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Przecież to nie są terroryści. Rozumiem, że nienaruszalność granic jest podstawą, że to jest konieczne, ale można pogodzić jedno i drugie, prawda? - zapytała retorycznie przewodnicząca.
Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm
WIDEO

Holland o sytuacji a granicy: karalny egoizm

- To karalny egoizm. Niewątpliwie zostaniemy ukarani tym, że świat nas zmusi do tego, żeby skonfrontować się z różnicami między naszym bogactwem, a nędzą świata - tak Agnieszka Holland w programie "Newsroom" w WP skomentowała obecną sytuację migrantów na granicy polsko-białoruskiej i ich losy. Reżyserka zwróciła także uwagę na fakt, że my - Polacy "byliśmy uchodźcami przez wieki i byliśmy nimi jeszcze całkiem niedawno". Skomentowała także list "Rodzin bez Granic", który został odczytany podczas gali Nagrody Literackiej Nike 2021. - Inaczej człowiek reaguje, jeżeli słyszy o jakimś zmarłym w lesie anonimowym człowieku, a inaczej, jeżeli widzi dzieciaki, które są takie jak nasze. One mają prawo do życia, do bezpieczeństwa do zdrowia, do zabawy, do poczucia, że są chciane i kochane. Do tego wszystkiego, do czego mają prawo wszystkie dzieci na świecie - mówiła Holland. "Rodziny bez Granic" to - jak sami o sobie piszą - "grupa założona przez rodziców solidaryzujących się z uchodźcami i sprzeciwiających okrucieństwu polskich służb na wschodniej granicy RP". W niedzielę opublikowali list, w którym apelują: "I jedno spojrzenie wystarczy, żeby nie zgodzić się na ich [dzieci - red.] śmierć w lesie. Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł.".