WAŻNE
TERAZ

Ostatnie pożegnanie Łukasza Litewki. Tłumy przed kościołem

wszechświat

Niezwykłe odkrycie na Marsie. Naukowcy o potencjalnych śladach życia na Czerwonej Planecie
WIDEO

Niezwykłe odkrycie na Marsie. Naukowcy o potencjalnych śladach życia na Czerwonej Planecie

Dzięki pracy łazika NASA Curiosity na Marsie odkryto węgiel, który może mieć trzy źródła pochodzenia – podają amerykańscy naukowcy z Pennsylvania State. Badacze twierdzą, że jednym z nich mogą być chemiczne ślady po starożytnym życiu na Marsie w postaci mikroorganizmów. Pozostałe dwa źródła pochodzenia węgla mogą dotyczyć przemieszczającej się chmury pyłu galaktycznego lub rozpadu dwutlenku węgla. Wszystkie trzy scenariusze uznano za "niekonwencjonalne" oraz zupełnie "niepodobne do procesów powszechnych na Ziemi". Łazik NASA Curiosity bada krater Gale na Marsie od 6 sierpnia 2012 r. W pobranych przez niego próbkach osadu z marsjańskich skał odkryto węgiel, który posiada dwa izotopy: węgiel-12 i węgiel-13. Niektóre z tych próbek okazały się być ubogie w izotop węgla-13. Mogło to być związane z rozpadem metanu pochodzącego z bakterii żyjących pod ziemią, który na powierzchni zostawał rozłożony przez promieniowanie ultrafioletowe. - Próbki ekstremalnie ubogie w węgiel-13 przypominają trochę próbki z Australii pobrane z osadów sprzed 2,7 mld lat – skomentował kierujący badaniami prof. Christopher House z Penn State. - Tamte próbki były skutkiem aktywności biologicznej, gdy metan został skonsumowany przez starożytne maty mikrobiologiczne. Niekoniecznie musimy to powiedzieć o Marsie, ponieważ jest to planeta, która mogła uformować się z innych materiałów i procesów niż Ziemia – dodał naukowiec. Węgiel w marsjańskich skałach może być więc dowodem śladów życia mikrobiologicznego na Czerwonej Planecie. To jednak wciąż jedna z trzech hipotez. Szczegółowe wyniki najnowszych badań zostały opublikowane w czasopiśmie "Proceedings of the National Academy of Sciences".
Stephen Hawking miał rację. Pierwotne czarne dziury powstały po Wielkim Wybuchu
WIDEO

Stephen Hawking miał rację. Pierwotne czarne dziury powstały po Wielkim Wybuchu

Międzynarodowy zespół naukowców z Uniwersytetu w Yale, Uniwersytetu w Miami i Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) uważają, że pierwotne czarne dziury powstały krótko po Wielkim Wybuchu, który dał początek Wszechświatowi. Ich analizy pokrywają się w znacznej mierze z teorią, którą ogłosił sławny astrofizyk Stephen Hawking jeszcze w latach 70. XX wieku. Według niego pierwsze czarne dziury powstały w chwili Wielkiego Wybuchu i w ciągu milionów lat rozrosły się do supermasywnych czarnych dziur. Nie wiadomo czy istnieją do dzisiaj, gdyż Wielki Wybuch miał miejsce ponad 13 miliardów lat temu, lecz według nowego modelu opracowanego przez naukowców, mogą nadal istnieć i ich obecność wiąże się z ciemną materią w kosmosie. Być może są one nawet wspomnianą materią. Ciemna materia jest niewidzialna, dlatego też nadano jej taką nazwę. Wiadomo, że istnieje, lecz do dzisiaj nie udało się określić jej właściwości. Jedna z teorii zakłada, że to właśnie ciemna materia podtrzymuje istnienie Wszechświata, jaki znamy. Fakt, że znajduje się ona wszędzie, sprawia, że być może skupienie jej masy jest tak duże i emituje ona tak silną grawitację, że znany nam Wszechświat ''trzyma się w ryzach'' i nie rozpada się. Wpływ na to mogą mieć właśnie pierwotne czarne dziury. Naukowcy planują się dowiedzieć więcej na ich temat dzięki teleskopowi Webba, który posiada nowoczesną technologię obserwacji na podczerwień. Pozwoli to zajrzeć głęboko w przestrzeń kosmiczną i wychwycić szczegółowe zmiany, które się w nim dokonały przez miliardy lat. – Jeśli pierwsze galaktyki i gwiazdy powstały, gdy Wszechświat był nieprzezroczysty, teleskop Webba powinien dostrzec ślady pierwotnych czarnych dziur – powiedział Günther Hasinger, astronom z Europejskiej Agencji Kosmicznej i szef jej zespołu naukowców.
Pierwsze takie odkrycie w kosmosie. Najszybciej obracający się biały karzeł
WIDEO

Pierwsze takie odkrycie w kosmosie. Najszybciej obracający się biały karzeł

25 sekund – zaledwie tyle potrzebuje pewien biały karzeł na wykonanie pełnego obrotu wokół własnej osi. Dla porównania Ziemi zajmuje to 24 godziny, a Słońcu 25-31dni. Obiekt J0240+1952 został właśnie okrzykniętym najszybciej wirującym białym karłem. Jego tempo rotacji to najnowszy rekord. Za niezwykłym odkryciem stoją astrofizycy z Uniwersytetu Warwick w Wielkiej Brytanii. Wykazali oni, że badana gwiazda kręci się ok. 20 proc. szybciej od najszybszego dotąd znanego wirującego białego karła, którego pełny obrót wokół własnej osi trwał 29 sekund. J0240+1952 znajduje się w odległości 2,15 tys. lat świetlnych od nas. Jej rozmiar jest porównywalny do Ziemi, ale masa jest już co najmniej 200 tys. razy większa. Ten wirujący biały karzeł pobiera plazmę z gwiazdy obok. Jednak pole magnetyczne działa jak bariera i wyrzuca ją z prędkością do nawet 3 tys. km/s. Niewielka ilość plazmy opada na gwiazdę, co pozwoliło badaczom zmierzyć tempo jej rotacji. To właśnie plazma nieustannie rozpędza J0240+1952. - Rotacja tej gwiazdy jest tak szybka, że biały karzeł musi mieć ponadprzeciętną masę, by pozostać razem i nie zostać rozerwanym – tłumaczyła w opracowaniu główna autorka badań Ingrid Pelisoli z Uniwersytetu Warwick. "J0240+1952 wykona kilka już obrotów w czasie, jaki ludzie poświęcają na czytanie o niej. To naprawdę niesamowite" – dodała astrofizyczka. Biały karzeł jest emitującym promieniowanie obiektem, pozostałością po małej lub średniej masie gwieździe, w której ustały reakcje jądrowe. Wyniki najnowszych badań opublikowano w "Monthly Notices of the Royal Astronomical Society: Letters".
Największe asteroidy w Układzie Słonecznym. Naukowcy publikują wyjątkowe zdjęcia kosmicznych skał
WIDEO

Największe asteroidy w Układzie Słonecznym. Naukowcy publikują wyjątkowe zdjęcia kosmicznych skał

We wtorek (12 października) Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO) opublikowało najnowsze zdjęcia, które bardzo wyraźnie pokazują 42 asteroidy w Układzie Słonecznym. Międzynarodowy zespół badaczy, w skład którego wchodzą naukowcy z Polski, przedstawił wyniki analiz kosmicznych skał na łamach magazynu "Astronomy & Astrophysics". Badania zostały przeprowadzone na podstawie zdjęć wykonanych przez teleskop VLT w Chile. Ujęcia pokazują największe asteroidy w pasie pomiędzy orbitami Jowisza i Marsa. Wyjątkowe ostre zdjęcia pozwoliły na lepsze rozpoznanie kształtów oraz określenie gęstości ciał niebieskich. Asteroidy wyraźnie dzielą się na te bardzo symetryczne, zbliżone do koła, jak największa z planetoid Ceres oraz na te o wydłużonej strukturze, jak słynna Kleopatra (znana jako "Psia kość"). Naukowcy zauważyli różnice w gęstościach kosmicznych skał. W tym aspekcie część planetoid można porównać do diamentów, a resztę do węgla. Według ustaleń, Ceres ma 940 km średnicy. To ciało niebieskie jest uznawane już za planetę karłowatą. Kolejna co do wielkości planetoidą jest Westa, której średnica sięga 520 km. Najmniejsze asteroidy zarejestrowane w pasie to Ausonia i Urania (ok. 90 km). Tak ekstremalne różnice asteroid w jedynym pasie mogą świadczyć o tym, że powstały w zupełnie innych miejscach. - Tak ogromną różnorodność w ich składzie można zrozumieć tylko wtedy, gdy ciała pochodzą z różnych regionów Układu Słonecznego - tłumaczy magazynowi współautor badań Josef Hanuš z Uniwersytetu Karola w Pradze. Oznacza, to, że mniejsze asteroidy mogły dokonać migracji. ESO planuje do dalszych zdjęć wykorzystać Ekstremalnie Wielki Teleskop, którego ukończenie budowy planowane jest na 2025 rok.
Naukowcy odkryli największą w historii kometę. Pędzi w kierunku Układu Słonecznego
WIDEO

Naukowcy odkryli największą w historii kometę. Pędzi w kierunku Układu Słonecznego

Jest tak ogromna, że początkowo mylono ją z planetą karłowatą. Kometa C/2014 UN271, inaczej kometa Bernardinelli-Bernstein, pędzi w kierunku Układu Słonecznego. To największy tego typu obiekt. Naukowcy uspokajają - nie ma powodów do obaw, bo kometa nie zagraża Ziemi. Zbliży się do Słońca maksymalnie do orbity Saturna. Swoją nazwę kometa zawdzięcza badaczom z Pensylwanii, którzy odkryli ją w 2014 r. Oszacowali wtedy, że może ona mieć nawet 200 km szerokości. Teraz eksperci z Uniwersytetu Pensylwanii opublikowali wyniki najnowszych badań. Ustalili, że średnica komety to 155 km. To oznacza, że jest aż dziesięciokrotnie większa od odkrytej w 1997 r. rekordzistki - tzw. Wielkiej Komety (Hale-Bopp). Mimo swoich rozmiarów obiekt nie będzie widoczny gołym okiem. Naukowcy wykorzystają do jej badań teleskopy. Mają nadzieję, że obiekt pomoże uzyskać więcej informacji o wczesnym Układzie Słonecznym i jego odległych zakątkach. Lodowe skały z odległych obrzeży układu planetarnego są często mało zmienione od czasu powstania, czyli ok. 4,5 mld lat temu. Kometa Bernardinelli-Bernstein najbliżej Słońca znajdzie się w 2031 r. Osiągnie wówczas odległość 10,97 jednostek astronomicznych. Dla porównania w przypadku orbity Saturna to 9,5 jednostki astronomicznej. Wyniki najnowszych badań przedstawiono w "The Astrophysical Journal Letters".
Rekordowe wstrząsy na Marsie. Dane z lądownika InSight ekscytują NASA
WIDEO

Rekordowe wstrząsy na Marsie. Dane z lądownika InSight ekscytują NASA

Lądownik NASA Mars InSight wykrył trzy najsilniejsze dotychczas zarejestrowane wstrząsy na Marsie. To jedno trzęsienie o sile 4,1 i dwa o 4,2 w skali Richtera. Analiza wciąż trwa, ale naukowcy są podekscytowani możliwością poznania czegoś nowego we wnętrzu Czerwonej Planety. Poprzedni rekord padł w 2019 roku, kiedy udało się zarejestrować wstrząsy sile 3,7 stopnia. - Po ponad dwóch latach Mars dał nam coś nowego - powiedział geofizyk planetarny Bruce Banerdt z NASA Jet Propulsion Laboratory. Lądownik InSight, stoi nieruchomo na powierzchni Marsa od 2018 roku. Posiada oprzyrządowanie przygotowane do wykrywania dudnienia i burczenia wnętrza planety. Gdy doszło do wykrycia trzęsień ziemi w 2019 roku, była to rewolucja. Mars wcześniej był postrzegany za geologicznie martwy. Teraz badacze z NASA wiedzą na pewno, że we wnętrzu dzieje się wystarczająco dużo, aby dochodziło do drżeń. Dane dotyczące trzęsień pozwalają planetologom mapować wnętrze Marsa. Kiedy fale akustyczne odbijają się od wnętrza planety i rozchodzą się w materiałach o różnej gęstości, powstałe sygnały można odkodować, aby ustalić, czym i gdzie są te materiały. W ten sposób mapujemy również wnętrze Ziemi. Władnie tak naukowcy na początku tego roku ustalili, że Mars ma większe niż oczekiwano płynne jądro o niskiej gęstości. Badacze z NASA przyglądają się teraz poważnie potężnemu systemu kanionów Valles Marineris, który wykazywał oznaki aktywności wulkanicznej w przeszłości.
Przełomowe odkrycie australijskich naukowców. Zarejestrowali tajemnicze sygnały
WIDEO

Przełomowe odkrycie australijskich naukowców. Zarejestrowali tajemnicze sygnały

Australijscy naukowcy zarejestrowali tajemnicze sygnały. Według badaczy, jest to przełomowe odkrycie dla astronomii. Zespół naukowców z Uniwersytet Australii Zachodniej oraz Centrum Doskonałości Fizyki Cząstek Ciemnej Materii zbudował wykrywacz fal grawitacyjnych, który to właśnie odebrał nieznane sygnały. Urządzenie wykorzystuje kwarc do przechwytywania fal grawitacyjnych o wysokiej częstotliwości. - Nowy detektor jest czuły i daje nam wyniki, ale teraz musimy dokładnie określić, co te wyniki oznaczają - podkreśla prof. Michael Tobar. W ciągu 153 dni działania zarejestrowano dwa zdarzenia. Według badaczy, mogą to być fale o wysokiej częstotliwości, które wytworzyła pierwotna czarna dziura lub chmura cząstek czarnej materii. - Eksperyment jest jednym z dwóch obecnie aktywnych na świecie, które zajmują się poszukiwaniem fal grawitacyjnych o wysokiej częstotliwości – dodaje członek zespołu badawczego William Campbell. Astronomowie już zacierają ręce, ponieważ rozwój tej technologii da wgląd w nowy obszar astronomii fal grawitacyjnych. Projekt australijskiego wykrywacza powstał w 2014 roku. Naukowcy obecnie testują urządzenie. Warto dodać, że fale grawitacyjne zostały przewidziane przez Alberta Einsteina. Według niego, ruch obiektów astronomicznych może powodować fale krzywizny czasoprzestrzeni, które będą falować przez Wszechświat. Można to porównać do fal powstałych w wyniku wrzucania kamieni do płaskiego stawu. Naukowiec wprawdzie zmarł w 1955 roku, a dopiero w 2015 roku po raz pierwszy wykryto sygnał fali grawitacyjnej.
Życie na Marsie może być niemożliwe. Zaskakująca odkrycie naukowców
WIDEO

Życie na Marsie może być niemożliwe. Zaskakująca odkrycie naukowców

Naukowcy od lat próbują uzyskać dowody istnienia życia na Marsie. Udokumentowano już przykłady pradawnych basenów jezior i dolin rzek. Często mówi się o podobieństwach między Ziemią a Marsem, ale jedna różnica między planetami wydaje się być kluczowa. To jej rozmiar. Średnica Marsa wynosi zaledwie 53 proc. średnicy Ziemi, a to uniemożliwiłoby Marsowi zatrzymanie lotnych substancji niezbędnych do życia (m.in. wody). Do takich wniosków właśnie doszli amerykańcy badacze. - Los Marsa był przesądzony od samego początku – podsumowuje najnowsze wyniki badań dr Kun Wang, adiunkt z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis. - Prawdopodobnie istnieje próg wymagań dotyczących wielkości planet skalistych, aby mogły zachować wystarczającą ilość wody dla życia i tektoniki płyt, o masie przekraczającej masę Marsa – dodaje. Jednym z niezbędnych czynników dla życia jest woda. Mars miał kiedyś wodę powierzchniową – jej dowody zachowały marsjańskie meteoryty, które dotarły na Ziemię. Dziś Mars jest zadymiony i suchy, a woda na jego powierzchni zamarznięta. Badacze postanowili zbadać stabilne izotopy potasu w meteorytach. Dzięki nim odkryli zależność między wielkością ciała a ilością danego izotopu potasu. Analizie poddano 20 marsjańskich meteorytów, których badania potwierdziły, że Mars utracił lotne substancje szybciej niż Ziemia i to w ciągu pierwszego miliarda lat od powstania. Zbyt mały Mars nie był w stanie utrzymać ciekłej wody. - Te meteoryty mają wiek wahający się od kilkuset milionów do 4 mld lat. Zapisały one historię ewolucji lotnej Marsa. Pomiary izotopów umiarkowanie lotnych pierwiastków (np. potasu), pozwoliły nam ustalić stopień wyczerpania substancji lotnych masywnych planet. Porównaliśmy to między różnymi ciałami Układu Słonecznego"– tłumaczy dr Kun Wang. Wyniki najnowszych badań mogą też pomóc w klasyfikacji egzoplanet, jako potencjalnie przyjaznych życiu. Podstawowym parametrem będzie ich rozmiar i masa. - Na podstawie rozmiaru i masy będziemy wiedzieli teraz, czy egzoplanet posiada warunki do życia. Pierwszorzędnym czynnikiem decydującym o retencji lotnej jest jej rozmiar – podsumowuje adiunkt z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w St. Louis.
Kosmiczna psia kość. Najnowsze zdjęcia asteroidy Kleopatra
WIDEO

Kosmiczna psia kość. Najnowsze zdjęcia asteroidy Kleopatra

W czwartek (9 września) w czasopiśmie Astronomy & Astrophysics ukazały się opisy najnowszych badań związanych z obserwacjami asteroidy 216 Kleopatra. To ciało niebieskie stał się słynne w Internecie poprzez swój nietypowy kształt, który przypomina psią kość. Najnowsze zdjęcia zostały wykonane za pomocą Bardzo Dużego Teleskopu (VLT) Europejskiego Obserwatorium Południowego w Chile, rzucając nowe światło na popularną Kleopatrę. Dzięki ostrej wyrazistości obrazów naukowcy dowiedzieć się więcej o masie, kształcie i dwóch księżycach asteroidy. - Kleopatra jest naprawdę wyjątkowym ciałem w naszym Układzie Słonecznym – przekazał w oświadczeniu główny autor badania kształtu Franck Marchis. Wielkość "kosmicznej psiej kości" określono na ok. 269 kilometrów długości. Drugie z badań skupiło się na tym w jaki sposób dwa księżyce, AlexHelios i CleoSelene, krążą wokół asteroidy. Okazało się, że wszystkie wcześniejsze założenia były błędne. - Jeśli orbity księżyców były nieprawidłowe, wszystko było nie tak, łącznie z masą Kleopatry- mówi magazynowi Miroslav Brož z Uniwersytetu Karola w Czechach. Naukowcom udało się obliczyć masę asteroidy, która jest o 35 proc. mniejsza, niż wcześniej szacowano. Oznacza to, że Kleopatra ma strukturę "stosu gruzu”, a między skałami znajdują się luki. Ekstremalnie Duży Teleskop Europejskiego Obserwatorium Południowego (ELT), który ma rozpocząć obserwacje w 2027 roku, może dostarczyć jeszcze więcej szczegółów na temat tej nietypowej asteroidy.
Tajemniczy obiekt w kosmosie. Eksperci o nowym ramieniu Drogi Mlecznej
WIDEO

Tajemniczy obiekt w kosmosie. Eksperci o nowym ramieniu Drogi Mlecznej

To może być kosmiczna sensacja. Chińscy astronomowie z Uniwersytetu Nankińskiego odkryli nowe, ogromne włókno gazu i pyłu na zewnętrznej stronie naszej galaktyki. Tajemniczą strukturę nazwano "Cattail" ("Koci Ogon"). Obiekt nie został jeszcze w pełni zmapowany, ale naukowcy twierdzą, że może być to nieznane dotąd ramię spiralne naszej Drogi Mlecznej. Droga Mleczna jest galaktyką spiralną o czterech znanych ramionach, które są domem dla formujących się w nich gwiazd. Do odkrycia być może nowego ramienia wykorzystano radioteleskop Five-hundred-meter Aperture Spherical radio Telescope (FAST). Prowadzono nim, w prowincji Guizhou w Chinach, badania poszukiwania obłoków gazu zawierających wodór. W ten sposób zauważono gigantyczne włókno gazowe na krańcach galaktyki. Uznano, że jest najbardziej odległym, jakie kiedykolwiek zaobserwowano. Obserwacje FAST zestawione z danymi z teleskopów w Niemczech i Australii pozwoliły stworzyć niepełną mapę obiektu. "Cattail" znajduje się na obrzeżach Drogi Mlecznej, ok. trzy razy dalej od centrum galaktyki, niż my. To dlatego wciąż jest tak dużą zagadką dla naukowców. Oszacowano, że tajemnicze ramię spiralne rozciąga się na blisko 3,6 tys. lat świetlnych, a jego odległość od Ziemi wynosi ok. 68 tys. lat świetlnych. "Cattail" może być samodzielnym włóknem gazowym, może też owijać się lub łączyć z główną częścią Drogi Mlecznej. Eksperci nie wykluczają, że może to być także jedna z gałęzi czterech znanych ramion głównych. Szczegółowe wyniki dotychczasowych badań opisano w The Astrophysical Journal Letters.
Naukowcy odkryli dwie czerwone skały ze "złożoną materią organiczną” w pasie asteroid. Zdaniem badaczy, nie powinno ich tam być
WIDEO

Naukowcy odkryli dwie czerwone skały ze "złożoną materią organiczną” w pasie asteroid. Zdaniem badaczy, nie powinno ich tam być

JAXA (Japońska Agencja Eksploracji Kosmicznej) podzieliła się wyjątkowym odkryciem. Naukowcy znaleźli dwa ogromne obiekty w pasie asteroid między Marsem a Jowiszem. Według ekspertów, nie powinno ich tam być. To dlatego, że wspomniany pas składa się zazwyczaj z "niebieskich szczątków", a 203 Pompeja i 269 Justitia (jak je nazwano), mają czerwoną barwę. Ta cecha oznacza, że skały zawierają najprawdopodobniej "złożoną materię organiczną" – jak np.: węgiel lub metan, więc musiały powstać w zupełnie innym miejscu, między Jowiszem a Neptunem, wśród obiektów transneptunowych. - Aby mieć te substancje organiczne, początkowo potrzebny jest lód na powierzchni. Musiały więc powstać w bardzo zimnym środowisku. Następnie promieniowanie słoneczne stworzyło te złożone związki organiczne – skomentował astronom Michaël Marsset z MIT ( Massachusetts Institute of Technology) w rozmowie z "New York Times". JAXA uważa się, że 203 Pompeja i 269 Justitia trafiły do pasa w wyniku chaosu wczesnego Układu Słonecznego. Ruch masywnych planet, takich jak Jowisz, miał spowodować, że pola grawitacyjne stały się nieskoordynowane. Ta ogromna siła gazowych gigantów mogła doprowadzić do wysłania skał w zupełnie inne miejsce. Odkrycie może być znaczące dla tak zwanego "modelu nicejskiego", który mówi o migracji największych planet. Teoria ta zakłada, że na początku istnienia Układu Słonecznego Jowisz mógł znajdować się tak blisko Słońca, jak dzisiaj Mars. Hal Levison, planetolog z Southwest Research Institute w Kolorado, w rozmowie z "New York Times" przedstawił nieco inny punkt widzenia. Jego zdaniem planetoidy powinny stać się mniej czerwone w miarę zbliżania się do Słońca i nie jest do końca pewne, dlaczego asteroidy przybrały tę barwę. Zdaniem eksperta, odkrycie tego sekretu może odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób skały stały się częścią pasa. Pompeja ma około 110 kilometrów szerokości, a Justitia ma średnicę 55 kilometrów. Szacuje się, że pas planetoid zawiera od 1,1 do 1,9 miliona asteroid o średnicy większej niż jeden kilometr, a miliony asteroid jeszcze mniejszych.
Narodziny księżyca. Sensacyjne odkrycie w kosmosie
WIDEO

Narodziny księżyca. Sensacyjne odkrycie w kosmosie

Kosmiczna sensacja. Astronomowie odkryli dysk wokół gigantycznej egzoplanety przypominającej Jowisza. Chodzi o planetę PDS 70c spoza Układu Słonecznego. Jest tak młoda, że wciąż tworzy się wokół niej dysk protoplanetarny, a z niego uformują się księżyce. To przełomowe odkrycie, bo pierwszy raz naukowcy mogą obserwować, jak powstają księżyce w młodych układach gwiezdnych. Ich obserwacja może dużo podpowiedzieć o historii tworzenia się samego satelity Ziemi. Za obserwacją narodzin księżyców otaczających egoplanetę stoją francuscy badacze z Uniwersytetu w Grenoble. Planeta, nazwana PDS 70c, znajduje się na orbicie wokół bardzo młodej, liczącej 5,4 miliona lat gwiazdy PDS 70. Odległość od Ziemi egzoplanety wynosi 370 lat świetlnych od Ziemi. W tym regionie wciąż formują się księżyce i nowe planety. Dookoła PDS 70c krąży taka ilość gruzu, pyłu i odłamków, że wystarczy do stworzenia do trzech księżyców wielkości Ziemi. Sama egzoplaneta jest dwa razy większa od Jowisza i potrzebuje 227 lat, aby zakończyć pojedynczą orbitę wokół swojej gwiazdy, nabywając w tym czasie dysk okołoplanetarny, w którym mogą powstawać właśnie kolejne księżyce. Odkrycia dokonano m.in. dzięki urządzeniom w obserwatorium ALMA w Chile. W trakcie analiz ujawniono, że tworzący się wokół planety dysk protoplanetarny ma średnicę ok. 150 mln km – to mniej więcej tyle, ile wynosi odległość Ziemi od Słońca. Do tej pory odkryto ponad 4 tys. egzoplanet. Wszystkie w dojrzałych systemach, w których dyski protoplanetarne zdążyły już zniknąć.
Niezwykła mapa granicy Układu Słonecznego. Czegoś takiego jeszcze nie było
WIDEO

Niezwykła mapa granicy Układu Słonecznego. Czegoś takiego jeszcze nie było

To pierwsza taka mapa granic Układu Słonecznego. Udało się określić kształt przestrzeni międzygwiezdnej - heliosfery, czyli obszaru wokół Słońca i granicy oddziaływania wiatru słonecznego. Tworzy ona tzw. bąbel wyrzucanej przez Słońce materii w otaczającym ośrodku międzygwiazdowym. Heliosfera zawiera w sobie Słońce, wszystkie planety i większość małych ciał Układu Słonecznego. Jej trójwymiarową mapę stworzyli astronomowie z Los Alamos National Laboratory. Wykorzystano tu dane z satelity NASA Interstellar Boundary Explorer (IBEX) i obserwatorium, które mierzy cząstki wyrzucane z heliosfery. W ten sposób określono też heliopauzę, która jest krawędzią granicy heliosfery i ustalono jej kształt - jest podobny do komety lub bańki. W 2015 r. eksperci z University of Maryland sugerowali, że heliosfera ma kształt popularnego rogalika - croissanta. Do analizy i stworzenia trójwymiarowej mapy wykorzystano dane z pełnego cyklu słonecznego od 2009 do 2019 r. Na wysokich szerokościach geograficznych heliopauza rozciąga się do 150 do 175 jednostek astronomicznych. Jej kształt jest tam bardziej kulisty i zupełnie niezgodny z wcześniejszym modelem rogalika. Misja IBEX wciąż trwa i będzie kontynuowana co najmniej do 2025 r. Zespół ma nadzieję, że sonda dostarczy więcej danych, które pomogą doprecyzować kształt heliopauzy i heliosfery. Odkrycie ma pomóc lepiej zrozumieć środowisko Układu Słonecznego i jego interakcje z przestrzenią międzygwiezdną. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie The Astrophysical Journal Supplement Series.
Najbliższa Ziemi czarna dziura. Pierwsze takie odkrycie w historii
WIDEO

Najbliższa Ziemi czarna dziura. Pierwsze takie odkrycie w historii

Astronomowie z Ohio State University dokonali sensacyjnego odkrycia. 1500 lat świetlnych od Ziemi, w Gwiazdozbiorze Jednorożca, zaobserwowali małą czarną dziurę o masie zaledwie trzech Słońc. To pierwsze takie odkrycie w historii – nigdy wcześniej nie udało się odkryć czarnej dziury o tak małej masie, a do tego znajdującej się tak blisko naszej planety. Badacze odkryli napęczniałego czerwonego olbrzyma, który zbliża się do końca swojego życia. Obiekt ten był obserwowany przez różne instrumenty na przestrzeni lat, w tym przez All Sky Automated Survey i NASA Transiting Exoplanet Survey Satellite. Dr Tharindu Jayasinghe i jego zespół przeanalizowali ten duży zbiór danych i zauważyli coś interesującego: intensywność światła czerwonego olbrzyma okresowo zmienia się, co sugeruje, że inny obiekt szarpie gwiazdę i zmienia jej kształt. Zespół ustalił, że obiekt dokonujący szarpania to prawdopodobnie mała czarna dziura. - Tak jak grawitacja Księżyca zniekształca oceany Ziemi, powodując wybrzuszanie się mórz w kierunku i od Księżyca, powodując przypływy, tak czarna dziura zniekształca gwiazdę w kształt przypominający piłkę nożną z jedną osią dłuższą od drugiej – oświadczył współautor badania Todd Thompson, przewodniczący wydziału astronomii stanu Ohio. Znanych jest bardzo niewiele takich super lekkich czarnych dziur, ponieważ niezwykle trudno je znaleźć. Zdaniem Thompsona, wysiłki mające na celu znalezienie czarnych dziur o ekstremalnie małej masie znacznie wzrosły w ostatnich latach, więc wkrótce możemy dowiedzieć się znacznie więcej o tych tajemniczych obiektach. Wyniki badań zostały przekazane do publikacji w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.